Czasem słyszymy, że w relacjach z Ukrainą trzeba wybierać: albo pamięć o Wołyniu, albo dobre stosunki z naszym sąsiadem.

To fałszywa alternatywa.

W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie: bez rozwiązania kwestii fundamentalnych dobre i trwałe stosunki polsko-ukraińskie będą coraz trudniejsze.

Wołyń nie jest jednym z wielu punktów spornych. To rana, która wciąż pozostaje otwarta. Nie chodzi przy tym wyłącznie o historię. Chodzi o podstawowe zasady, na których zbudowana jest nasza cywilizacja: pamięć o ofiarach, prawdę o zbrodni, sprawiedliwość, godność człowieka i szacunek dla pomordowanych.

Nie można zbudować trwałego pojednania na fundamencie przemilczenia.

Nie chodzi o to, aby współczesnych Ukraińców obciążać winą ich przodków. Nie chodzi też o negowanie prawa Ukrainy do własnej historii i pamięci o walce o niepodległość. Chodzi o coś znacznie prostszego: żaden naród nie może budować swojego bohaterstwa kosztem pamięci o niewinnych ofiarach.

Można czcić tych, którzy walczyli o niepodległość, a jednocześnie potępić mordowanie bezbronnych cywilów. Można być Ukraińcem i pamiętać o tragedii własnego narodu, nie odmawiając jednocześnie pamięci polskim ofiarom.

I właśnie dlatego sprawa Wołynia powinna zostać rozwiązana, a nie odsuwana na później.

Bo bez rozwiązania kwestii fundamentalnej konflikty wtórne mają tendencję do kumulowania się. Nie dlatego, że każdy spór naprawdę dotyczy Wołynia. Zboże nie jest Wołyniem. Granica nie jest Wołyniem. Transport nie jest Wołyniem.

Ale kiedy nie ma zaufania, każdy kolejny konflikt zaczynamy interpretować przez pryzmat wcześniejszej krzywdy.

Wtedy nawet drobny spór gospodarczy przestaje być tylko sporem gospodarczym. Staje się kolejnym dowodem braku szacunku. Kolejnym powodem nieufności. Kolejną cegłą w murze oddzielającym dwa narody.

Dlatego pamięć historyczna nie jest przeszkodą w budowaniu dobrych stosunków z Ukrainą. Jest warunkiem ich trwałości.

Polska może i powinna wspierać Ukrainę w jej walce z rosyjską agresją. Możemy być strategicznymi partnerami. Możemy współpracować gospodarczo, militarnie i politycznie.

Ale sojusz między narodami nie może oznaczać rezygnacji z pamięci o własnych ofiarach.

Nie musimy wybierać między Ukrainą a pamięcią o Wołyniu.

Musimy doprowadzić do tego, aby jedno nie było przeciwstawiane drugiemu.

Bo prawdziwe pojednanie nie zaczyna się od słów: „zapomnijmy o przeszłości”.

Zaczyna się od słów:

„Pamiętajmy. Nazwijmy zbrodnię. Odnajdźmy ofiary. Godnie je pochowajmy. Oddajmy im sprawiedliwość. I dopiero wtedy budujmy razem przyszłość.”

Tylko na takim fundamencie można zbudować trwałe, a nie koniunkturalne pojednanie polsko-ukraińskie.