W Sandomierzu zabrzmiał głos, który od lat przemierza największe sceny świata. Dominika Zamara, polska sopranistka nazywana polskim słowikiem belcanta, połączyła Mozarta, Vivaldiego i Chopina, zachwycając publiczność głosem, temperamentem i niezwykłą sceniczną charyzmą.

Gdy zamek zamienia się w operową scenę

Przy pełnej widowni Sali Rycerskiej Zamku Królewskiego w Sandomierzu wydarzyło się coś więcej niż kolejny koncert. Na kilka godzin historyczne wnętrza zamieniły się w prawdziwą scenę operową, a muzyka połączyła dwa światy: polską wrażliwość Chopina i włoską tradycję belcanta.

12 września 2026 roku Dominika Zamara wystąpiła w recitalu „Perły polskiego i włoskiego belcanta”, któremu na fortepianie towarzyszył Giacomo Franci – włoski pianista i dyrygent mieszkający w Nowym Jorku. Oficjalny program obejmował m.in. dzieła Mozarta, Bizeta, Verdiego i Chopina, a katalog Operabase odnotowuje również Vivaldiego, Belliniego, Karłowicza i Gómeza.

To zestawienie nie było przypadkowe. Belcanto to przecież nie tylko technika śpiewu. To sztuka prowadzenia frazy, oddechu, barwy i emocji. To muzyka, w której głos ma być jednocześnie instrumentem i opowieścią. A Dominika Zamara potrafi opowiadać głosem.

Polski głos, włoska szkoła, światowa scena

Historia tej artystki jest wyjątkowym przykładem tego, jak polski talent może zakorzenić się we Włoszech i stamtąd wyruszyć na światowe sceny.

Zamara ukończyła z wyróżnieniem Akademię Muzyczną we Wrocławiu w 2007 roku. Wcześniej zdobyła stypendium Konserwatorium Państwowego w Weronie, a następnie doskonaliła warsztat pod kierunkiem uznanych włoskich pedagogów, m.in. Alidy Ferrarini, Bruno Poli i Enrica De Moriego. Jej sceniczny debiut operowy nastąpił w 2010 roku w roli Mimì w „La Bohème” Pucciniego.

Potem zaczęła się podróż. Europa. Stany Zjednoczone. Meksyk. Argentyna. Chiny. Australia. Nie jest więc artystką, która jedynie „występuje za granicą”. Ona od lat buduje tam własną, rozpoznawalną przestrzeń artystyczną.

Na liście scen, na których śpiewała, znajdują się m.in. Carnegie Hall i Lincoln Center w Nowym Jorku, Teatro Olimpico w Vicenzy, Atterbury Theatre w Pretorii, Opera Theatre w Damaszku, Warner Grand Theatre w Los Angeles.

To imponująca mapa kariery. Ale mapa nie pokazuje tego, co najważniejsze. Nie pokazuje głosu.

Głos, który ma własną osobowość

W przypadku Dominiki Zamary trudno mówić wyłącznie o technice wokalnej. Owszem – jest warsztat. Jest skala. Jest doświadczenie sceniczne. Jest włoska szkoła belcanta i znajomość rozległego repertuaru. Ale jest też coś, czego nie da się wyćwiczyć w konserwatorium. Osobowość.

Zamara nie wychodzi na scenę tylko po to, by poprawnie wykonać arię. Ona wchodzi w muzykę. Rozmawia z publicznością poprzez frazę, gest, spojrzenie i emocję. W jednym momencie potrafi być subtelna i liryczna, by chwilę później przeobrazić się w pełną temperamentu bohaterkę operową.

Dlatego określenie „polski słowik” nie jest wyłącznie efektownym medialnym obrazem. W jej przypadku głos ma własny charakter – rozpoznawalną barwę, ekspresję i emocjonalność. A kiedy do głosu dochodzi sceniczna charyzma, rodzi się coś więcej niż koncert. Rodzie się spotkanie artystki z publicznością.

Mozart – mistrz, który nauczył ją belcanta

Jednym z najważniejszych punktów artystycznej drogi Zamary jest Mozart. Sama artystka wielokrotnie podkreślała jego znaczenie dla swojego warsztatu. W rozmowie dla Pressmania.pl mówiła, że właśnie dzięki Mozartowi nauczyła się techniki belcanta, a role z jego oper – szczególnie w „Don Giovannim” i „Weselu Figara” – były dla niej ważną szkołą śpiewu.

W Sandomierzu Mozart ponownie spotkał się z jej głosem. Ale obok Mozarta pojawił się Chopin – kompozytor, którego Zamara od lat niestrudzenie promuje poza Polską. I tutaj zaczyna się druga, niezwykle ważna część jej artystycznej misji.

Chopin jedzie z nią przez świat

Dominika Zamara nie traktuje polskiej muzyki jak zamkniętego rozdziału przeznaczonego wyłącznie dla polskiej publiczności. Przeciwnie. Ona zabiera Chopina ze sobą. Śpiewa jego pieśni na zagranicznych scenach, prezentuje polską kulturę publiczności włoskiej, amerykańskiej czy azjatyckiej. Jej projekt łączący Belliniego i Chopina jest jednym z przykładów takiego artystycznego mostu. W jej repertuarze szczególne miejsce zajmują także pieśni Chopina z op. 74. Artystka wykonywała je m.in. w środowiskach muzycznych Mediolanu, a jej nagrania znalazły się w kolekcjach bibliotek tego miasta.

To właśnie dlatego jej występy mają znaczenie wykraczające poza samą muzykę. To także ambasadorstwo kultury. Bez patosu. Bez wielkich słów. Poprzez śpiew.

Ameryka słucha polskiego sopranu

Rok 2026 pokazuje, jak intensywnie rozwija się międzynarodowa kariera Zamary. Wiosną artystka odbyła trwającą miesiąc trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych. Wystąpiła m.in. w Nowym Jorku, Wisconsin, Teksasie i Ohio. W ramach tournée pojawiły się koncerty w Italian Cultural Institute w Nowym Jorku, Milwaukee, Stevens Point, Austin, Corpus Christi, Toledo i Buffalo.

Szczególnie interesujący był nowojorski koncert „Between Bellini & Chopin” w Italian Cultural Institute, gdzie Zamara wystąpiła z pianistą Clipperem Ericksonem. Program łączył włoskiego mistrza belcanta z polskim romantykiem.

To charakterystyczne dla jej działalności. Zamiast wybierać między Polską a Włochami, między tradycją a współczesnością, między operą a pieśnią – Zamara buduje pomost.

Ameryka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa

Tegoroczny kalendarz artystki nie kończy się na wiosennej trasie. 19 września 2026 roku zaplanowany jest jej World Premier Opera Concert w Detroit, a 15 października – światowa premiera w San Diego. Pomiędzy tymi występami artystka wraca także do Włoch, m.in. na recital w Mediolanie. A więc Sandomierz nie był finałem. Był kolejnym przystankiem w światowej podróży.

Od Pucciniego do muzyki współczesnej

Kariera Zamary jest tym ciekawsza, że nie zamyka się w jednym stylu. Jej repertuar obejmuje muzykę barokową, klasycyzm, belcanto, romantyzm, operę, pieśń, muzykę kameralną i współczesną. Wykonywała m.in. Violettę w „La Traviacie”, śpiewała w „Aidzie” Verdiego, występowała w „Glorii” Vivaldiego, „Requiem” Mozarta, a także podejmowała się prawykonań współczesnych kompozytorów. Od 2023 roku jest związana jako Performing Artist Soprano Solista z New York Composer Circle, gdzie wykonuje światowe premiery utworów amerykańskich twórców.

To pokazuje artystkę, która nie chce zatrzymać się w bezpiecznym miejscu. Bo dla prawdziwego artysty nie istnieje ostatnia nuta. Jest następna.

Nie tylko głos. Także człowiek

Być może właśnie tutaj tkwi tajemnica jej popularności. Dominika Zamara nie buduje dystansu typowego dla niedostępnej „gwiazdy opery”. W wywiadach mówi o muzyce bardzo osobiście. Opowiada o swoim dziadku Stanisławie, który był organistą i pierwszym nauczycielem gry na fortepianie i organach. Wspomina, że muzyka była obecna w jej domu od dzieciństwa. To ważne. Bo kiedy artysta wie, dlaczego śpiewa, publiczność słyszy coś więcej niż dźwięki. Słyszy człowieka.

Zamara mówiła również o muzyce jako o drodze do Boga. Wspominała swoje doświadczenia ze „Stworzeniem świata” Haydna w Stanach Zjednoczonych oraz „Requiem” Mozarta w Mediolanie – koncertach, podczas których cisza publiczności poprzedzała gwałtowny wybuch emocji i aplauzu. I właśnie taka cisza jest czasem największym komplementem dla śpiewaka.

Sandomierz. Polska scena dla światowej artystki

W Sandomierzu historia spotkała się ze współczesnością. Zamek. Sala Rycerska. Fortepian. Sopran. A w programie Mozart, Vivaldi, Chopin, Bellini, Verdi i Bizet.

Z jednej strony wielka tradycja europejskiej muzyki. Z drugiej – artystka XXI wieku, która lata samolotem między kontynentami, występuje w Nowym Jorku, Los Angeles, Mediolanie czy Australii, a później wraca do Polski, by zaśpiewać dla publiczności w historycznych murach Sandomierza. To piękny paradoks. Im dalej Dominika Zamara jedzie w świat, tym mocniej słychać w jej głosie Polskę.

Słowik, który nie chce milczeć

W świecie, w którym coraz więcej rzeczy jest szybkie, głośne i jednorazowe, opera wymaga czegoś zupełnie innego. Oddechu. Skupienia.Wrażliwości. I czasu.

Dominika Zamara ten czas potrafi zatrzymać. Kiedy śpiewa Chopina, wraca Polska. Kiedy sięga po Mozarta, pojawia się europejska tradycja. Kiedy wykonuje belcanto, słychać Włochy. Kiedy staje na scenie w Nowym Jorku, Detroit czy San Diego – zaczyna mówić językiem uniwersalnym. Językiem muzyki.

Dlatego „polski słowik” nie jest tylko efektownym określeniem. To artystka, która z Polski wyruszyła w świat i nauczyła świat słuchać polskiego głosu. A jej historia wciąż się pisze. I najwyraźniej – dopiero nabiera rozmachu.

Fot.: Zamek Królewski w Sandomierzu.