Tym razem czuję się jednak w obowiązku stanąć w obronie Lecha Wałęsy. Jestem osobą, która dobrze pamięta czasy PRL. Nie wyobrażam sobie, by mógł w ówczesnym społeczeństwie funkcjonować taki analfabeta, jakim rzekomo miał być Lech Wałęsa w świetle uzasadnienia, pod którym podpisał się prokurator, umarzając postępowanie przeciwko niemu (chyba, że rzecz dotyczyłaby osoby niepełnosprawnej umysłowo). Ktoś mógł pisać z błędami, czasami wręcz z rażącymi błędami (ortograficznymi, gramatycznymi, stylistycznymi), mógł też mieć fatalny charakter pisma, ale nie jest możliwe, by ktoś nie umiał wcale pisać. Wszyscy, nawet największe matoły, czytali wtedy gazety (choćby rubryki sportowe, ale jednak). Każdy musiał gdzieś tam coś napisać – jakieś podanie, jakiś wniosek… Stwierdzenie prokuratora, iż „w tamtym okresie był on wtórnym analfabetą, nie posługiwał się pismem i słabo czytał”, to jest po prostu kuriozum. Nie był Wałęsa tytanem intelektu, ale bez przesady.
Autor: Wojciech Kempa
Polski historyk, dziennikarz. Jest absolwentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, autorem licznych publikacji historycznych, w tym pięciotomowego opracowania „Okręg Śląski Armii Krajowej”, a także prac: „Co przed Mieszkiem?”, „Na przedpolu Warszawy” czy „Śląscy Czwartacy”. Był kierownikiem produkcji cyklu filmów biograficznych „Siemianowiccy Dowódcy”.
Zostaw komentarz