To, że Wałęsa jest debilem, to wiadomo od dawna, ale z pełną nieostrożnością procesową stwierdzam, że debilką jest też prokurator Małgorzata Szeroczyńska. Oto dowód:
Wałęsa niedawno powiedział, że kiedyś miał „ograniczone możliwości tworzenia pisemnego”, ale właśnie ten debilizm pozwalał mu realizować „nierealne problemy”. Tak to nazwał: realizował nierealne problemy! Zapewne chodziło mu o realizowanie pozornie niemożliwych do realizacji celów, czy też rozwiązywanie trudnych problemów. Najwyraźniej łatwiej mu było kiedyś donosić do SB niż dziś ułożyć poprawne zdanie.
W komunikacie prokuratury o umorzeniu śledztwa dotyczącego jego zeznań czytamy: „Lech Wałęsa nie sporządzał w swoim życiu, a w szczególności w latach 70-tych, długich rękopisów. Niektórzy świadkowie wskazywali wprost, że w tamtym okresie był on wtórnym analfabetą, nie posługiwał się pismem i słabo czytał, a dokumenty, które podpisywał jako przewodniczący Związku Zawodowego Solidarność, były pisane dla niego przez inne osoby”.
Nawet jeśli to prawda, to co z tego wynika dla sprawy donoszenia? Analfabeta też może donosić. Wystarczy, że mówi, a funkcjonariusz zapisuje. Trzeba odróżnić rękę trzymającą długopis od człowieka dostarczającego informacje.
Zresztą według ekspertyzy przedstawionej przez IPN w 2017 roku jedno sześciostronicowe doniesienie napisał funkcjonariusz SB, natomiast podpisy Bolek są Wałęsy. Możliwość zapisywania donosów cudzą ręką była więc uwzględniona w materiale dowodowym.
Dla ustalenia źródła donosów zasadnicze pytanie brzmi: czy zawierały prawdziwe informacje z poufnych rozmów i kto mógł je przekazać? Tutaj mamy konkretne przykłady.
Henryk Jagielski opowiedział, że rozmawiał z Wałęsą na stoczniowych schodach o planowanym proteście pierwszomajowym. Proponował przejście z czerwonymi flagami i rzucenie ich pod trybunę. Następnie znalazł tę informację w swojej teczce, w donosach Bolka. Podkreślał: „Ja powiedziałem swoje zdanie i nikogo przy tym nie było”.
Sławomir Cenckiewicz przytoczył odpowiadający tej relacji donos z 27 kwietnia 1971 roku: Bolek informował właśnie o Jagielskim i jego propozycji rzucenia czerwonej flagi pod trybunę. Mamy zatem konkretny szczegół łączący dokument z relacją człowieka, którego rozmowę zrelacjonowano bezpiece.
Drugi przykład dotyczy Henryka Lenarciaka. W notatce kpt. Zenona Ratkiewicza ze spotkania z Bolkiem 24 listopada 1971 roku zapisano zastrzeżenie dotyczące wcześniejszej informacji o wyborach do rady oddziałowej i zakładowej: „LENARCIAK jedynie z nim samym mówił, a w związku z tym treść tej rozmowy nie może być wykorzystana”. Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk przytaczali ten dokument już w 2008 roku. Sens zastrzeżenia jest oczywisty: wykorzystanie poufnej wiadomości mogłoby zdradzić informatora.
Takich przykładów mamy dużo więcej. Donosy Bolka zawierają dużo szczegółów, które znał tylko Wałęsa i jego rozmówca. Uzasadnianie, że tych donosów nie mógł pisać Wałęsa, bo był analfabetą to kpina. To się kupy nie trzyma. Takie uzasadnienie tylko debil może napisać.
Czy prokuratura odpowiedziała na pytanie, skąd pochodziły poufne informacje w donosach? W publicznym komunikacie o umorzeniu — nie. Omówiła zastrzeżenia do ekspertyzy pisma, materiału porównawczego i wyglądu teczek. Powołała się również na prawo do obrony. Nie wyjaśniła jednak przypadku rozmowy Jagielskiego ani pochodzenia innych informacji z rozmów w cztery oczy.
Decyzję o umorzeniu z 24 września 2026 roku wydała prokurator Małgorzata Szeroczyńska, co potwierdził rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Antoni Skiba.
Śledztwo dotyczyło fałszywych zeznań o autorstwie dokumentów, więc jego umorzenie nie jest automatycznie rozstrzygnięciem całej historii współpracy. Jeśli ktoś chce z tej decyzji zrobić historyczne rozgrzeszenie Wałęsy, musi odpowiedzieć na pytanie o treść donosów. Analfabetyzm nie wyjaśnia, skąd SB znała prywatną rozmowę. Usta donosiciela nie potrzebują sprawnej ręki.
Dlatego z całą stanowczością twierdzę, że to ostatnie umorzenie śledztwa zlecili, przeprowadzili i podpisali debile. To jest możliwe, bo debile ich wybrali i debile ich czytają. Polska debilami stoi, a Wałęsa jest archetypicznym przedstawicielem tego naszego debilizmu.
Zostaw komentarz