Przekop Mierzei Wiślanej doczekał się surowego audytora. Tygodnik „Wprost” policzył przepływające jednostki, zobaczył przewagę jachtów i przystąpił do rozliczania inwestycji. Rachunek sprawia wrażenie skrupulatnego. Tylko kontekst wypadł za burtę.

Z artykułu Jowity Flankowskiej Przekop Mierzei po 4 latach: Miało być okno na świat, jest luksusowy plac zabaw dla jachtów  dowiadujemy się bowiem, że przez kanał przepływają również barki wykorzystywane przy budowie drogi wodnej do Elbląga. Autorka  odnotowała 106 takich przepłynięć. Zauważyła więc budowę, lecz najwyraźniej nie uznała za konieczne wyjaśnić, jak niedokończony dostęp do portu ogranicza ruch towarowy, którego skromne rozmiary tak ją rozczarowały.

Osobliwa metoda. Można nią wykazać, że linia kolejowa nie ma pasażerów, zanim tory dotrą do dworca, a most nie przynosi pożytku, zanim połączy się go z drogą. Wystarczy stanąć przy niedokończonym dojeździe, wyjąć notes i ogłosić triumf ekonomicznego rozsądku.

Gdzie opis wieloletniego sporu między rządem a władzami Elbląga o ostatnie około 900 metrów toru wodnego? Gdzie informacja o rządowej propozycji dokapitalizowania portu kwotą 100 mln zł w zamian za większościowy pakiet udziałów? Gdzie stanowisko samorządu, który odrzucał oddanie kontroli nad portem i wskazywał, że pogłębienie drogi dostępowej jest zadaniem państwa?

To właśnie materiał do rzetelnego rozliczenia: kto odpowiadał za poszczególne odcinki, jakie stawiał warunki, dlaczego nie osiągnięto porozumienia i jak kolejne władze radziły sobie z dokończeniem inwestycji. Można postawić trudne pytania wszystkim stronom. Tylko trzeba najpierw wykonać dziennikarską pracę.

Tymczasem czytelnik dostaje liczbę statków i sugestię, że rachunek został zamknięty. Droga do portu jeszcze w budowie, ale droga do werdyktu już wolna. Dalej robi się jeszcze ciekawiej. Śródtytuł ogłasza, że służby państwowe kanału nie potrzebują. Sam tekst podaje natomiast 105 przepłynięć jednostek Urzędu Morskiego, policji i Straży Granicznej. Oczywiście korzystanie z kanału nie dowodzi jeszcze jego niezbędności.

Ale skąd pewność Autorki, że jest zbędny? Gdzie analiza potrzeb służb? Gdzie ich stanowiska? Czy redakcyjny śródtytuł otrzymał już uprawnienia do planowania operacji na wodach przygranicznych?

Następnie pojawia się argument o zanurzeniu dużych okrętów. To ograniczenie warto znać i uczciwie opisywać. Jednak fakt, że część jednostek Marynarki Wojennej nie zmieści się w kanale, nie rozstrzyga o jego przydatności dla mniejszych jednostek ani o wartości niezależnego dostępu do Bałtyku. Według takiego rozumowania należałoby uznać lokalną drogę za zbędną, ponieważ nie wyląduje na niej samolot transportowy. Wymagania imponujące, związek z przeznaczeniem infrastruktury — nieco luźniejszy.

Najzabawniejsze jest jednak to, że Autorka sama przypomina rosyjskie blokowanie żeglugi przez Cieśninę Piławską. Opisuje więc problem, na który przekop stanowi odpowiedź, po czym przechodzi do liczenia jachtów, jakby liczba łodzi rekreacyjnych mogła unieważnić znaczenie własnego wyjścia na morze. Własny dostęp działa również wtedy, gdy sąsiad ma polityczny kaprys. Przejście pod cudzą kontrolą działa wtedy, gdy jego gospodarz pozwoli. Ta różnica istnieje niezależnie od tego, ile motorówek przepłynęło w sierpniu.

Przekop trzeba oceniać ekonomicznie. Trzeba pytać o koszty utrzymania, przyszłe przeładunki i realne możliwości portu. Trzeba też rozliczać opóźnienia. Niezależność od Rosji nie jest magiczną gumką do wycierania każdego błędu inwestycyjnego. Ale rzetelność wymaga również czegoś od Autorki. Przede wszystkim odróżnienia obecnego wykorzystania niedokończonej trasy od potencjału całej inwestycji po zapewnieniu docelowego dostępu do portu. Niewielki ruch dziś nie gwarantuje sukcesu jutro — ale też sam w sobie nie dowodzi przyszłej klęski.

Na ilustracji polska jednostka płynie kanałem, a obok nabiera wody mała krypa z napisem „WPROST”. To satyra, oczywiście. Choć trudno o trafniejszą metaforę tekstu, w którym liczby wyglądają solidnie, a argumentacja przecieka między akapitami.

Przekop ma ograniczone zanurzenie. Ten artykuł Wprost — ograniczoną głębię. I właśnie dlatego osiadł na mieliźnie własnej tezy.