Każdy, kto czytał lub teraz dotrze do mojego wpisu z 19 listopada, wie że ostrzegałem rząd przed otwarciem handlu w tamtym momencie. Nieoficjalnie dowiedziałem się wówczas o naciskach, jakie wywierane były na rząd przez różne grupy interesów oraz ośrodki wpływu, aby otworzyć handel.

Organizacje pracodawców posunęły się do tak skrajnie demagogicznego argumentu, iż rzekomo ustanowienie handlowych niedziel doprowadzi do rozładowania frekwencji w galeriach. Każdy kto potrafi logicznie myśleć, już wtedy – a priori – doskonale zdawał sobie sprawę, że była to teza absurdalna, idiotyczna, podyktowana tylko merkantylną kalkulacją.

Za chwilę będziemy mieli tragiczne „żniwo” nierozsądnych, nieodpowiedzialnych decyzji podjętych przez rząd. W ich wyniku dynamicznie wzrosła społeczna mobilność, zaś Polacy ruszyli do galerii; nastąpił „szturm na galerie”.

Efekty są ewidentne. Dziś, czyli dokładnie po dwóch tygodniach od otwarcia centrów handlowych zanotowano zakażenia na poziomie 11 497 osób oraz śmiertelność wynoszącą 502 przypadki. A mamy weekend… Wysoka śmiertelność pośrednio pokazuje, iż dobowa liczba osób zarażonych jest dużo wyższa.
W stosunku do poprzedniej soboty, tydzień do tygodnia, jest to wzrost o 175 proc.

Cykl rozwoju koronawirusa wynosi mniej więcej ok. dwóch tygodni. Od momentu otwarcia galerii handlowych upłynęły właśnie dwa tygodnie. Uwidoczniły się pierwsze efekty tej nierozsądnej decyzji. W następnych dniach (a nadchodzą Święta Bożego Narodzenia, Sylwester i Nowy Rok), należy się spodziewać dalszych dynamicznych wzrostów. Trzecia fala nadciągnie w styczniu 2021 roku, i jak wskazują dane różnych instytutów badawczych, będzie dla Polski tragiczna, a już druga (która się jeszcze w Polsce nie zakończyła, bowiem w rezultacie nieodpowiedzialnych kroków rządzących przejdziemy do trzeciej właściwie płynnie) wyrządziła w Polsce duże straty w ludziach.

Powtórzę to co pisałem 19 listopada: rozumiem potrzeby gospodarki, przemawia do mnie argument, że konsumpcja jest jednym z ważnych czynników napędzających wzrost gospodarczy, moje poglądy zawsze były i są wolnorynkowe, niektórzy zarzucają mi nawet skrajny neoliberalizm, ale sam wzrost gospodarczy niczego nie rozwiąże, jeżeli masowo będą umierać ludzie, natomiast gospodarkę i handel w wyniku wzrostu zakażeń, znów trzeba będzie zamknąć, bo inaczej sama się zablokuje, co doprowadzi do jeszcze większej katastrofy.

Branża handlowa oraz organizacje pracodawców nie mogą widzieć jedynie czubka własnego nosa i kierować się tylko koniunkturalizmem, orientując się jedynie na własne interesy. Liczy się dobro wspólne.

Największe pretensje mam do rządu, za to że się ugiął. Premier, który – przepraszam za słowo – ma jaja, nie cofnie się przed żadnymi naciskami, jeśli nie jest poparte to narodowym interesem. Na czele rządu musi stać bardzo silny człowiek, potrafiący podejmować trudne, zdecydowane, stanowcze, odważne decyzje, a nie człowiek miękki.

Czasami trzeba umieć podjąć decyzję wbrew i na przekór wszystkim, gdy posiada się przeświadczenie, że ma to uzasadnienie w dobru wspólnym. Premier musi być człowiekiem twardym. Nie działać pod publiczkę, lecz w oparciu o to co jest merytorycznie słuszne i dobre.

O polityce w sytuacjach kryzysowych (takich, jak ta czy inne pandemie) nie mogą przesądzać oczekiwania jakichkolwiek grup interesów czy przedstawicieli branży handlowej, ale ocena stanu epidemicznego.

Liczą się tylko przesłanki merytoryczne związane z daną sytuacją kryzysową (rozwojem pandemii) i nic więcej.

Być może dzięki otwarciu handlu ktoś zarobił pieniądze; być może wzrost gospodarczy wzrośnie (albo nie spadnie) o kilka promili. Ale jaka będzie tego cena? Ile osób w zamian za to umrze? Ile istnień ludzkich – naszych bliskich, naszych przyjaciół, naszych sąsiadów czy znajomych – trzeba będzie poświęcić żeby ktoś zarobił kilka srebrników?

Jeżeli dojdzie do katastrofy, obecny rząd będzie za to odpowiadał (właściwie to już odpowiada za wiele tragedii). Osobiście dopilnuję, aby został twardo rozliczony. Po pierwszej, wiosennej fali pandemii mieliśmy bardzo dobrą sytuację. Niestety rząd PiS w okresie letnim oraz jesiennym, wszystko to roztrwonił. Najpierw w wakacje zajmował się sam sobą, własnymi konfliktami, potem otworzył szkoły, a następie zbyt szybko galerie handlowe.

To wszystko doprowadzi do katastrofy.

Autor: Roman Mańka
Socjolog, publicysta, pisarz, komentator polityczny, dziennikarz „Halo Radio”, redaktor naczelny czasopisma eksperckiego Forum Inicjatyw Bezpieczeństwo Rozwój Energetyka (FIBRE). Posiada trzy wielkie pasje: filozofię, socjologię, i piłkę nożną; jest zagorzałym kibicem Realu Madryt. Wykształcenie socjologiczne zdobył na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Ukończył również Studium Dziennikarstwa Europejskiego prowadzone przez Centrum Europejskie „NATOLIN” w Warszawie. W przeszłości wykonywał zawód dziennikarza śledczego w prasie lokalnej, a następnie ogólnopolskiej: opisywał sprawy z zakresu zorganizowanej przestępczości mafijnej, powiązań klientelistycznych oraz korupcji polityków; pełnił również funkcję z-ca redaktora naczelnego Gazety Finansowej i szefa działu krajowego. Publikował w Gazecie Finansowej, Home&Market, Gentleman, Onet.pl i Interii. Obecnie jest pisarzem i publicystą, autorem dwóch książek popularno-naukowych: „Strefa tabu. Największe afery III RP” oraz „Moment krytyczny”, a także współautorem jednej pozycji w dziedzinie dziennikarstwa śledczego: „Łańcuch poszlak. Wielka gra mafii i rosyjskich służb specjalnych” (wywiad rzeka z byłym szefem ABW, Bogdanem Święczkowskim).