Pan Sybiha zaapelował do Polaków by nie rozdrapywali ran z przeszłości czyli Zbrodni Wołyńskiej popełnionej przez UPA i przeszli do porządku dziennego nad nadaniem patronatu „Bohaterów UPA” przez Zełenskiego, jednemu z pododdziałów.

Jednym z powodów, które wymienia Andirj Sybiha jest to, że „nazwa pododdziału była wyborem naszych żołnierzy. Nasi obrońcy zasługują na bezwarunkowy szacunek”.

Owszem, był to wybór żołnierzy, dla których może bandziory z UPA to bohaterowie, bo przy okazji mordu na Polakach walczyli z Armią Czerwoną.
Dokonując tego wyboru zapewne nie brali pod uwagę delikatnych relacji polsko-ukraińskich w tej materii.

Ale Zełenski, Sybiha doskonale wiedzieli jak to się skończy.

Wielką awanturą w Polsce, która jest wodą na młyn antyukraińskiej, prawicowej propagandy, której finał jeszcze przed nami.
Czyli odebraniem Zełenskiemu przez Nawrockiego, Orderu Orła Białego.

Wiedzieli i nie zrobili nic by do tego nie dopuścić, a teraz wycierają sobie gębę szacunkiem dla własnych żołnierzy, który mamy im „bezwarunkowo” okazywać.

Otóż, nie panie Sybiha.

Już nie można nieustannie zasłaniać się tym, że skoro bronią (?) nas przed Ruskimi, to są aniołami.

Poza wszelką krytyką.

Skoro im do głowy wpadł taki pomysł by nadać swemu pododdziałowi imię zbirów, którzy na Wołyniu i w Galicji wymordowali ponad sto tysięcy Polaków, to surowy opierdol, a nie szacunek, im się należy.

Pan Sybiha apeluje by „Kwestię wołyńską” zostawić historykom i by Polacy zaakceptowali rosnący w siłę ukraiński nacjonalizm, do którego odwołują się żołnierze z tego pododdziału.

Otóż, tak nie będzie.

Najpierw niech elity ukraińskie, z Zełenskim włącznie, publicznie przyznają:

„Tak, przepraszamy za tę zbrodnię i prosimy Polaków o przebaczenie”.

Wtedy pogadamy o członkostwie Ukrainy w UE.