W sobotę, 8. maja 2021 w Krakowie odbył się mecz przedostatniej – 29. kolejki PKO BP Ekstraklasy pomiędzy zespołami Wisły Kraków a Lechem Poznań. Piłkarski szlagier pomiędzy zasłużonymi klubami z tradycjami. Lech po niedawnej zwolnieniu trenera Dariusza Żurawia nadal nie może się przebudzić i Maciej Skorża ma naprawdę twardy orzech do zgryzienia by wyprowadzić poznańską lokomotywę na właściwe tory. Natomiast Wisła zamiast grać w bezpiecznej strefie środka tabeli walczyła do przedostatniej kolejki o gwarancję utrzymania w lidze. Pomimo komfortu pracy trener Wiślaków Peter Hyballa tłumaczy niemoc brakami kadrowymi – chorobami, kontuzjami piłkarzy.

fot. Mateusz Ludwiczak i Sebastian Wiciński / Wisła Płock S.A.

Piłkarze Lecha zdominowali mecz. Piłkarzom Wisły w pewnym momencie gry zaczyna brakować świeżości co często uniemożliwia efektywne wykorzystanie wszystkich atutów zawodników. Wisła, która nawet gdy miała słabe sezony przez lata słynęła z indywidualności. Ze zdolności sztabu do wykorzystania indywidualnych atutów piłkarzy. Właśnie dzięki atmosferze Biała Gwiazda zawsze była groźna dla potentatów w danym sezonie. Doradcza rola sztabu ma w takich klubach jakim jest ekipa z Reymonta ogromne znaczenie. Moim zdaniem wydatnie zabrakło woli i nici porozumienia pomiędzy trenerem Hyballą.

Komunikować można się w języku obcym jednak zawsze z szacunkiem. Brak otwartej głowy na sugestie, rady zawsze jest obarczona możliwością popełnienia błędu. Dlatego obawiam się hermetyczności sztabu Reprezentacji Polski i ocen wystawianych zawodnikom przez nie związanego w żadne sposób z Polską Sousy. Selekcjoner nie tylko nie rozumie naszej tradycji, historii, charakteru i wartości ale nie obcuje z polską mentalnością. Często może ocenić przydatność danego piłkarza po suchych faktach i statystykach, Kadra oprócz indywidualności winna być drużyną, monolitem,w którym zawodnicy będą się dobrze czuli i będą do siebie pasowali.

Peter Hyballa foto: Steindy, CC-BY-SA-3.0,2.5,2.0,1.0

Wracając do tematu ostatniego meczu, który staje się podsumowaniem pracy Petera Hyballi nie możemy przyrównywać do sytuacji w kadrze. Gdzie zawodników nie trenuje się tylko poddaje selekcji. W klubie jest komfort pracy i możliwość korekty ustawienia na wielu treningach. Trener ma wpływ na poprawienia elementów zarówno gry zespołu jak i indywidualnych umiejętności piłkarzy.

twitter.com/WislaKrakowSA

Dominacja w posiadaniu pułki przez Lechitów naturalnie spowodowała stworzenie większej ilości sytuacji pod bramką Wiślaków. Kombinacyjna gra Lecha i niemalże o 100 % więcej ilość celnych podań wykreowała więcej ataków z akcji i stałych fragmentów gry. Pomimo tak dużej przewagi w elementach czysto piłkarskich Wiślacy dzielnie się bronili.

Początek meczu od razu przyniósł groźne sytuacje dla gości. W 7 minucie bramkarz Wiślaków Lis wybronił strzał Kamińskiego. Gospodarze Starzyński, Kone, Medved.

twitter.com/WislaKrakowSA

Brown-Forbes mógł parę razy stworzyć zagrożenie dla Lecha jednak miał problemy z dobrym przyjęciem podań. Pressing Wiślaków powodował małą dynamikę i często miały miejsce jednostkowe, osamotnione – dwójkowe akcje gospodarzy.

W 12 minucie bramka Ishaka po przedłużeniu dośrodkowania przez Salamona. Zdecydowanie błąd w ustawieniu obrony i złe krycie Lechitów.

Widoczna frustracja w zespole Wisły, towarzyszyła do momentu wejścia na murawę Jakuba Błaszczykowskiego.

Obrona Krakowian starała się jak mogła przeszkadzać. Jednak częste wybicia piłki trudno nazwać taktyką chyba, że strategią Wisły było przeszkadzanie rywalowi. Widoczna indolencja frustrowała jak już wspomniałem samych piłkarzy Białej Gwiazdy jednak odniosłem wrażenie, że nie jest to wynikiem nieumiejętnie lub źle realizowanej taktyki trenera Wisły ale raczej brak ogniwa łączącego. Oglądając grę zespołu gospodarzy odnosiło się wrażenie, że piłkarze „chcą, mogą i potrafią” tylko jest problem w schemacie poruszania się po boisku, współdziałania formacji i brakiem wyćwiczonych automatyzmów w grze.

twitter.com/WislaKrakowSA

W zespole Lecha widać już powoli „rękę” trenera Skorży.Poprawa dynamiki zagrań i wymiana podań sprawiła, żę drużyna Lecha w końcu zaczęła „grać”. Maciej Skorża starał się wpłynąć na strategię polepszenia ataku pozycyjnego przez rozegranie i poprawę ostatniego kontaktu z piłką. Takie wnioski nasuwają się obserwując ostatnie mecze Poznaniaków, zwłaszcza z Wisłą w Krakowie.

fot. Mateusz Ludwiczak i Sebastian Wiciński / Wisła Płock S.A.

Lis rozgrywał dobre zawody, kilkukrotnie zażegnał niebezpiecznym dośrodkowaniom i strzałom. Odważne wyjścia i neutralizacja wspomnianych prób wrzutek piłki o raz parady bramkarskie uratowały rozmiary porażki Wisły.

Próby np.Frydrycha z 36 minuty przerzutu piłki i zagrania z pominięciem drugiej linii niestety nie znalazły powodzenia.

Parokrotnie refleksem wykazał się Kone i zapobiegł groźnym sytuacjom tworzonym przez Lechitów. Kone starał się grać zarówno defensywnie i zapoczątkowywać akcje. Jednak brakowało właśnie elementu spinającego umiejętności piłkarzy 13. krotnego mistrza Polski (w sumie 36. razy na podium).
Próby strzałów Wiślaków niestety były niecelne. Strzał Frydrycha. Dobra gra młodego narybku „Młodych Wilków”. Wspomożona doświadczeniem Frydrycha przynosiła efekty.
Młode Wilki podrywały się do ataków ale niestety bez wyćwiczenia mechanizmów taktycznych nie przynosiło to efektów.
Niestety kolejne spóźnione reakcje obrony generalnie dobrze grającej zaowocowało drugą bramką dla Poznaniaków.
Na 2:0 trafia Tiba, który wszedł na boisko minutę wcześniej. Tiba od momentu wejścia próbował wykorzystywać momentami „taktykę bezradności” Wiślaków. Lech rozgrywał piłkę i ostrzeliwał bramkę Lisa. Jednak Wiślacy próbowali akcje i próby Żukowa, Brown Forbesa, Gruszkowskiego, Starzyńskiego były nacechowane zniecierpliwieniem. Wyglądało to na zagubienie piłkarzy tworzących niezłą wartość jednak o niewykorzystanych możliwościach. Kluczowe okazało się wejście na boisko wspomnianego już wcześniej kapitana.

Od momentu wejścia na murawę Jakuba Błaszczykowskiego obraz gry uległa zmianie. Gdyby mecz rozpoczął się od 72 minuty Wisła mogłaby myśleć o zwycięstwie nad „Kolejorzem”. Poprawiła się gra w środku pola. Jakość piłkarska, którą wniósł Błaszczykowski spowodowała powiększenie palety możliwości w rozegraniu piłki przez Białą Gwiazdę. Dynamika zagrań oraz gry bez piłki wprowadzonego kapitana Krakowian dała kibicom nadzieję na remis. Zastanawiające jest jak można nie dostrzegać wartości piłkarskiej oraz zdolności przywódczych, które od razu poprawiają grę drużyny kapitana Reprezentacji Polski z Euro 2012.
w 78 minucie inteligentne zagranie piłki z rzutu wolnego przez wspomnianego wyżej Jakuba Błaszczykowskiego zaowocowało bramką kontaktową. Niestety drużynie brakło czasu na doprowadzenie do wyrównania stanu meczu.
Frustracja bezradnej taktycznie drużyny po wejściu reprezentacyjnego rozgrywającego zmieniła się w konstruktywną strategię odrabiania strat.

twitter.com/WislaKrakowSA

Piękny moment nastąpił w 80 minucie gdy na boisko po raz ostatni jako Wiślak na stadionie przy Reymonta wystąpił Rafał Boguski. Wyjątkowy piłkarz związany z klubem ponad 15 lat. Debiutował w Krakowskim zespole wprowadzany przez ówczesnego trenera Krakowian Macieja Skorżę, dziś trener Skorża był świadkiem ostatniego występu Wiślaka – Rafała Boguskiego na domowym stadionie. Rafał Boguski po sezonie odchodzi z klubu. Jakub Błaszczykowski w momencie wejścia na boiska Boguskiego przekazał opaskę kapitańską kończącemu przygodę z Wisłą.
Straty w 78. minucie zmniejszył sprytnym strzałem po ziemi z rzutu wolnego zaskoczył van der Harta.

Lech szarpał do przodu przez cały mecz – głównie w roli „szarpiącego” występował aktywny Tymoteusz Puchacz. Jednak w ostatnich fragmentach gry na szczęście nie przynosiło efektów w zagrożeniu bramki Wisły. W doliczanym czasie gry zarówno Lech jak i Wisła wzmocniona mądrością Błaszczykowskiego oraz charakterem Boguskiego próbowały przedostać się w pole karne i zagrozić przeciwnikowi. Po 5. minutach doliczonego czasu gry sędzia Sebastian Jarząbek zakończył spotkanie. Mecz, którego moim zdaniem Wisła Kraków nie musiała przegrać gdyby dyrygent zespołu – trener Peter Hyballa lepiej przygotował zespół taktycznie. Nie wiem czy trener nie ma bezpośredniego „przełożenia” na piłkarzy i realizację przez nich założeń taktycznych i treningowych szlifowanych w czasie przygotowań. Najbardziej dziwi fakt, iż trener Hyballa miał możliwość przygotowania zespołu w okresie przygotowawczym w całym cyklu. Trener posiadał zaufanie zarządu i całego kierownictwa klubu. Niestety efekty nie są pozytywne bo Wisła nie posiada tak słabej kadry by walczyć o utrzymanie do przedostatniej kolejki. Może nie jest to na razie skład na pierwszą „ósemkę” ale na pewno klub stać było na uzyskanie miejsca w środku tabeli. Grupa młodych zawodników, w których inwestują właściciele Wisły, o których już pisałem w poprzednich artykułach nie byli wystarczająco wykorzystywani przez trenera. Rozwój i obycie boiskowe młodego narybku – „Młodych Wilków” ma szansę przynieść sukces tylko w przypadku wprowadzania ich do zespołu. Poza wszystkim widoczne było jak Lechici wypadają fizycznie – kondycyjnie na tle Wiślaków. Wiślacy nie mieli świeżości i byli spóźnieni w akcjach i reakcjach nie dlatego, ze nie chcieli lub nie potrafią…

fot. Mateusz Ludwiczak i Sebastian Wiciński / Wisła Płock S.A.

Teraz cytat z wypowiedzi trenera Petera Hyballi :
„Nie chcę ciągle zrzucać odpowiedzialności na braki kadrowe, bo trzeba wspomnieć o tym, że mieliśmy sporo kontuzji. Wielu zawodników musieliśmy zastąpić. Piotr Starzyński czy Konrad Gruszkowski to są piłkarze młodzi, perspektywiczni. Trzeba powiedzieć, że mecz był w zasadzie podobny do tego, co mogliśmy zobaczyć w grudniu. Lech Poznań to dobra drużyna, która bardzo płynnie operuje piłką, ma świetną jakość indywidualną. Wówczas jednak wygraliśmy, a w sobotę po prostu to się nie udało”- Tłumaczenie „że się nie udało” i pisanie o młodych zawodnikach, którzy mają „papiery” na dużo lepsze występy a dodatkowo kilku z nich było „trzymanych” przez rundę wiosenną w rezerwie. Tłumaczenie rodem z powiedzenia, że „słabej baletnicy przeszkadza rąbek spódnicy”.
Trener Peter Hyballa powinien wstydzić się następujących słów: „Trzeba też zaznaczyć, że zdołaliśmy się utrzymać na dwie kolejki przed końcem sezonu, co było moim celem w Wiśle. Uważam, że dokonaliśmy tego zasłużenie”. Takich słów nie słyszałem chyba od żadnego szkoleniowca. Minimalizm Hyballi sięgnął sufitu… Przykre, że „coach” będący motywatorem i architektem sukcesu zbudował go…ale parafrazując poniżej poziomu morza. Wisła zasługuje na trenera otwartego, perspektywicznie myślącego,odważnego, głodnego sukcesu i umiejącego komunikować się z zespołem. Potrafiącego funkcjonować w otoczeniu z szacunkiem do każdego.

twitter.com/WislaKrakowSA

Wisła Kraków – Lech Poznań 1:2 (0:1)
Błaszczykowski 78 – Ishak 12,Tiba 61

Wisła: Lis – Szota, Kone, Frydrych – Gruszkowski (87 Szot), Żukow, Savić, Starzyński – Yeboah (87 Buksa), Medved (80 Boguski) – Brown Forbes (72 Błaszczykowski).
Lech: van der Hart – Czerwiński (61 Skóraś), Salamon, Milić, Puchacz – Kalstroem, Kwekweskiri (90 Marchwiński) – Sykora (90 Pacławski), Ramirez, Kamiński – Ishak (28 Johannsson).

Żółte kartki: Brown Forbes – Czerwiński, Kwekweskiri, Milić.

 

 

źródła:

meczyki.pl, ekstraklasa.pl, gazetakrakowska.pl, https://www.wisla.krakow.pl/,https://twitter.com/WislaKrakowSA?ref_src=twsrc%5Egoogle%7Ctwcamp%5Eserp%7Ctwgr%5Eauthor