W związku z tym, co się dzieje na polsko – białoruskiej granicy, a co jest już początkiem końca (albo raczej końcem końca) niepodległej Białorusi i w związku z tym, że niektórzy z Państwa są tak łaskawi uważać, że jestem tzw. „ekspertem” znającym się na polityce wschodniej wyjaśniam dla porządku (i nie bez nieco, przyznam, złośliwej, satysfakcji), że:

1. nie ja doradzałem władzom RP (ani obecnym, ani poprzednim) ws. polityki w stosunku do Białorusi

2. moich rad nie słuchano;

3. nie ja otrzymywałem wynagrodzenie za doradzanie;

4. gdy czasem zdarzało się, że wywiązywał się spór o politykę ws. Białorusi to miał on charakter wyłącznie medialny – w rzeczywistości, tam, gdzie podejmowano decyzje żadnego sporu nigdy nie było, a tego, co mówiłem nigdy nie brano pod uwagę – przegrałem w Polsce każdy spór o to jak postępować w stosunku do Białorusi (nie „dyskusję”, bo tej nie było);

5. jeśli kojarzycie mnie Państwo z problematyką polityki wschodniej to tylko dlatego, że wypowiadałem się w mediach;

6. poza Polską (wyłącznie w krajach NATO) w ciągu ostatnich 9 lat (tj. od chwili, w której zakończyłem pracę w polskiej dyplomacji) brałem udział w łącznie kilkunastu lub kilkudziesięciu dyskusjach, panelach oraz konferencjach organizowanych przez ośrodki analityczne, a poświęconych polityce w stosunku do Rosji, Ukrainy , Białorusi oraz polityce bezpieczeństwa;

7. w Polsce, poza tymi dyskusjami, które sam zorganizowałem, w ciągu ostatnich 9 lat brałem udział w dokładnie 2 konferencjach (nie mam tu na myśli przedsięwzięć organizowanych przez ośrodki prywatne);

8. nauczyłem się, że w Polsce ocenianym się jest za to, czy to, co się mówi współgra z obowiązująca melodią, poza Polską czy się sprawdza czy nie;

9. jakoś nigdy nie byłem w stanie wzbudzić w sobie ekscytacji na myśl o tym ile bym zarabiał za mówienie rzeczy, z którymi się nie zgadzałem.

Idźcie przez pole, we wsi Moskal stoi.

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)