Po lekcjach w liceum chodziłem do mojej Mamy, do pracy. W ośrodku opiekowała się dziećmi niepełnosprawnymi. Był tam Marcin, mój rówieśnik.
Niesamowite, ale pamiętam jak wyglądał. Cały dzień siedział na wózku inwalidzkim. Nie chodził, nie ruszał, ani nogami, ani rękoma. Nie potrafił mówić. Po prostu był.
Siadałem przed Nim i kładłem piłkę na jego nogach. Gdy to się działo zaczynaliśmy mecz. On nie chodzący, ja ledwo widzący, odgrywaliśmy naszą Ligę Mistrzów. Podnosiłem Jego nogę i krzyczałem: Gooooool, On wtedy się śmiał, choć były w pracy mamy panie, które zaznaczały, że to niemożliwe.
Marcin śmiał się głośno, tak głośno, jak potrafi radować się tylko człowiek… szczęśliwy. Wiele razy strzelił mi gola. Wiele razy rzucałem się za kopniętą przez Niego piłką i nie dawałem rady obronić tego strzału.
Dzisiaj Międzynarodowy Dzień Osób Niepełnosprawnych.
Myślę o Marcinie, myślę o Natalce, która w podobnym jak on stanie, pięknie się uśmiechała, gdy moja mama puszczała jej Vangelisa albo Mike,a Oldfielda (wspomniane powyżej panie mówiły, że moja Mama jest głupia puszczając „takim dzieciom ” muzykę, ale mam wrażenie, że to jeszcze bardziej ją do tej muzykoterapii motywowało).
Myślę także o pewnej bardzo bliskiej memu sercu młodej Pani. Podobno poziom inteligencji ma znacznie mniejszy niż norma, a jest geniuszem w okazywaniu miłości. Nie skończyła żadnej szkoły, a ma profesurę w dzieleniu się dobrem. Nie pracuje zawodowo, ale na dwa etaty troskliwie lata do swoich zwierząt, które przy niej czują się najbezpieczniej.
Fot. PFRON
Autor: dr hab. Błażej Kmieciak
Polski pedagog specjalny, socjolog, bioetyk, doktor habilitowany nauk społecznych w dyscyplinie nauki prawne, nauczyciel akademicki Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, specjalności naukowe: socjologia prawa, socjologia medycyny, bioetyka, prawo medyczne, prawa człowieka, publicysta.
Zostaw komentarz