felieton sportowy

Analiza i konstruktywna krytyka, Sousa, Węgry, Rosja, RL9 i Złota Piłka… czyli piłkarski kociołek.

Nieodpowiedzialność, niefrasobliwość… a może po prostu styl prowadzenia kadry Biało-czerwonych przez obecnego selekcjonera Paulo Sousę sprokurował straty i nerwy. Stratę gdyż mogąc zagrać dwa mecze „u siebie” PZPN zarobiłby około 20-30 mln. złotych. Jednak najważniejsze, że przez to „niedopatrzenie” lub może nonszalancję portugalskiego szkoleniowca reprezentacji Polski z niewygodnym rywalem jakim jest reprezentacja Rosji zagramy na wyjeździe. Sborna u siebie nawet w najgorszych momentach swojej formy potrafi wykrzesać dodatkową moc i motywację. Słynne Łużniki są dla kadry niegdyś ZSRR a obecnie Federacji Rosyjskiej magiczne niczym dla Polaków Stadion Narodowy w Warszawie lub Śląski w Chorzowie.

Bardzo wiele zależy od nas a tak naprawdę od koncepcji trenera Sousy. Wierzę, że Portugalczyk poskromi swoje koncepcje, które są chyba konspektem jego snów i podejdzie do spotkania w Moskwie z pełną powagą, pełen pokory ale z odwagą.

Otwarta piłka zagrana z Rosjanami skończy się raczej wynikiem na niekorzyść Polski. Szybkie kontry i uważna orz twarda gra w defensywie i destrukcji pozwoli na zyskanie przewagi i zajęcia uwagi przeciwnika oraz konieczność gry w konstruowaniu ataków. Akcji, które grając w destrukcji można przejmując kreować groźne sytuacje, co pokazały mecze, które Sborna rozegrała w grupie eliminacyjnej.

 

Wracając do meczu z Bratankami – celowo czekałem by ochłonąć i znając już przeciwników dokonać analizy tego wydarzenia chłodnym „Okiem Jaszczura”.

Andora-Polska foto/:screen z kanału laczynaspilka

Sinusoidalna chimeryczność reprezentacji Polski według Sousy po raz kolejny pokazała swoją twarz. Brak Lewandowskiego, Zielińskiego nie jest pomyłką to celowe posunięcie portugalskiego „wizjonera”. Byliśmy świadkami wielkiego sparingu z ambitnym zespołem Węgier. Z pewnością ten mecz nie zachęci przyszłych pracodawców Portugalczyka, gdyż dobitnie pokazuje bezradność lub nieumiejętność analizy i rozłożenia akcentów oraz REALISTYCZNEGO, rzetelnego wyważenia siły swojego zespołu. Kolejny raz otrzymaliśmy pstryczka w nos od portugalskiego trenera reprezentacji Polski.

Wydaje się, że Paulo Sousa nie docenił rywala i przeszacował swój zespół. Jeśli zdarzyłoby się to w pierwszym meczu mógłbym ten fakt zrozumieć. Jednak jeśli selekcjoner popełnia tak podstawowe błędy w układaniu drużyny jest to co najmniej zastanawiające. Co gorsza po rozmontowaniu reprezentacji Polski przed jednym z dwóch ważnych meczów cały czas brnie w swojej pokrętnej teorii w tłumaczeniu z decyzji o nie wystawieniu najlepszego napastnika na świecie. Dzięki eksperymentowi selekcjonera już w pierwszym spotkaniu barażowym możemy trafić na Portugalię, Włochy bądź Szwecją. Poza faktem meczu z dużo silniejszym rywalem pierwsze spotkanie na pewno zagramy na wyjeździe co jest stratą sportową i finansową nie mówiąc o kibicach. Nie pomogą oświadczenia Roberta Lewandowskiego , nie pomogą oświadczenia Paulo Sousy wypowiedziane stanowczo za późno. Wypowiedzi i zachowanie obu panów jest mocno spóźnione.

Mecz Polska -Węgry, Poznań, 15.11.2011 r. (2:1) foto:Roger Gorączniak, CC BY-SA 3.0

Pisząc takie słowa w obliczu wielkiego sukcesu Roberta Lewandowskiego, którym jest zdobycie drugiego miejsca w plebiscycie Złotej Piłki organizowanym przez „France Football” stoi w jaskrawym kontraście. W moim odczuciu hipokryzją France Football dotyczy faktu nie zorganizowanie a przynajmniej nie przyznanie Złotej Piłki za poprzedni 2020 rok. Wtedy RL9 nie miał konkurencji, zdobycie Ligi Mistrzów, występy w Bayernie w Bundeslidze, awans na Euro 2020 z Polską – przeniesionego na 2021 rok tworzyło niezaprzeczalne argumenty do wygrania plebiscytu. Sam Lionel Messi wezwał FF do naprawienia tego faux pas i przyznanie najwyższego trofeum kapitanowi reprezentacji Polski.

Albania – Polska – Paulo Sousa po agresywnych atakach aktywny przy linii przywołuje piłkarzy do zejścia. foto:TVP SPORT, screen z relacji na kanale tvpsport.pl

Czy możemy przyjąć wynik spotkania z Węgrami za dobrą monetę – razem z teorią o „ogrywaniu” się bez filarów drużyny? Czy na takie przyjęcie liczył sztab na czele z portugalskim szkoleniowcem Polaków? Przecież konsekwencją był brak rozstawienia w barażach co dla drużyny Biało-Czerwonych było ważne… ważne dla wszystkich lecz chyba nie dla każdego. Nieprofesjonalne podejście wspomnianego selekcjonera reprezentacji Polski po raz kolejny zaprzecza procesowi, który zaczął nabierać kształtu.

 

Albania – Polska, Karol Świderski, strzelec bramki(nr.11) foto:TVP SPORT, screen z relacji na kanale tvpsport.pl

 

Wracając do meczu z Węgrami w I. połowie nie wystąpił Piotr Zieliński… a z ławki szkoleniowiec Polaków „straszył” „amunicją” – piłkarzami,  którzy posiadają podstawowe problemy z występami w swoich klubach choćby w drużynie rezerw czyli Przemysławem Płachetą, który zmienił Puchacza – który również delikatnie mówiąc ma problemy z występami w klubie. Taki sam casus dotyczy Krzysztofa Piątka, który może w ogóle „wypaść” z kadry Herthy. Niestety Krzysztof Piątek ma wiele pracy by stać się w końcu bardziej kompletnym piłkarzem i znaleźć odpowiedni klub do osiągnięcia pułapu sportowego predestynującego do występów w kadrze. Gdyby były snajper Genua i Milanu był ustawiony przez selekcjonera by wykańczał sytuacje strzeleckie w polu karnym a nie musiał rozgrywać, dryblować i wykonywać pracę poza „szesnastką” wypadł by lepiej. Jest to kolejna niekonsekwencja eksperymentu portugalskiego szkoleniowca.

 

Tajemnicą pozostaje dlaczego od pierwszych minut nie wystąpił choćby Zieliński, choćby Frankowski lub Lewandowski, który nie został nawet zgłoszony do kadry meczowej… Żenujące i skandaliczne postępowanie trenera powinno znaleźć konsekwencje.

foto.K.Kiersztyn

Logika wskazuje na to, iż Sousa zapewni nam brak awansu – nie wierzę w jego eksperymenty… może gdyby był człowiekiem konsekwentnym oraz pozbawionym uprzedzeń zdołałby motywacją i doborem odpowiednich piłkarzy wygrać baraże.

Paolo Manuel Carvalho de Sousa swoimi decyzjami doprowadził, że na mecz z Węgrami wyszliśmy bez lidera i zespołowości w grze.

Już przed spotkaniem pojawiało się wiele pytań o powody i genezę braku piłkarza walczącego wtedy o „Złota Piłkę”. Tłumaczenie o chęci przetestowania ustawienia drużyny bez RL9 oraz przemęczeniem najlepszego obecnie czynnego polskiego piłkarza jest infantylne i pozbawione logiki oraz ducha dobra reprezentacji.

 

Mecz z Węgrami był meczem walki, tylko tyle, że walki i poświęcenia ze strony zespołu gości. Wcześniej  w twierdzy „PGE Stadion Narodowy” przegraliśmy tylko ze Szkotami i Ukraińcami.

Jan Bednarek – jeden z filarów obrony przy Kamilu Gliku rośnie i nabiera pewności w kadrze.foto:Светлана Бекетова,CC-BY-SA-3.0

Śmieszność na jaką naraził siebie obecny selekcjoner Polaków przewyższyła słynną konferencję prasową Polski, na którą wysłano kucharza. Myślę, ze po meczu z Węgrami selekcjoner pomijając jego dziwaczne decyzje i eksperymenty we wcześniejszych spotkaniach „przykrył” dwoma remisami z Hiszpanią i Anglią lub pięknymi wypowiedziami to 15. listopada brak pokory przysłonił mu rzeczywisty obraz meczu i sytuacji, w której przez jego decyzje znalazła się kadra.

Nie rozumiem nie tyko decyzji ale tłumaczeń. Sousa twierdzi, że możemy wygrać z każdym… jak na razie nie wygrał z nikim poza Albanią, San Marino i Andorą. Bilans portugalskiego trenera jest wymowny: 37. zdobytych przy 20. straconych wystawia cenzurkę dla eksperymentów na boisku i nie wyciąganiem wniosków. Trzymanie słabo grającego ambitnego, zdolnego i mającego potencjał Tymoteusza Puchacza na murawie gdy zawodził na całej linii w grze defensywnej i prokurował groźne okazje dla przeciwników było właśnie eksperymentem i alternatywne, irracjonalne myślenie selekcjonera.

Niewybaczalnym działaniem trenera jest brak choć jednego polskiego asystenta w sztabie.  Taki stan świadczy właśnie o tym jak Portugalczyk traktuje reprezentację Polski.

Spotkanie z Węgrami nie było dobrym momentem na „przegląd alternatyw” gry i rezerwowych. Optymizm Paulo Sousy, o którym sam mówi jest obosieczną bronią i jest raczej zagrożeniem dla wyników drużyny.

 

 

foto:MSZ

 

Robert Lewandowski, kapitan reprezentacji Polski decyzją o wyłączeniu się nawet z możliwości wyjścia na boisko w końcowych 10. minutach i gaszenia pożaru zdecydował o zafundowaniu Polsce trudnego wyjazdu do Moskwy. Formuła gdy pojedynczy mecz może zdecydować o awansie tak renomowane i doświadczone drużyny użyją właśnie doświadczenia. Poza tym wcale nie jestem przekonany, że Rosja jest w zasięgu kadry Sousy.

Brak poważnego potraktowania spotkania z Węgrami budzi we mnie obawę, że wygrywając z Rosją „prześpimy” wagę spotkania z Czechami lub Szwecją.

Alexander Isak foto:Rolandhino1,CC-BY-SA-4.0

Po dotychczasowych triumfach nad San Marino, Andorą i Albanią . Sousa nie potrafi wygrać z żadnym zespołem klasy Szwecji, Rosji, Anglii czy drużyną o kolektywnej grze i z dobrą zorganizowaną defensywą jak Węgry.

pzpn

 

Wierzę w prezesa Cezarego Kuleszę, jego sprawność, inteligencję, polot i cechy, których nie można się nauczyć a obecny prezes je posiada. Cezary Kulesza zjednuje sobie nawet oponentów a przy tym potrafi antycypować skutki decyzji posiadając wyczucie i wiedzę. Jedyne co może uratować reprezentację Polski to mądrość obecnego prezesa i zarządu PZPN. Dzięki temu nie jestem przerażony podejściem Sousy bo wiem, ze na pewno PZPN jest przygotowany na każdą alternatywę przy tym cały czas aktywnie zmieniając polską piłkę na lepsze.

Właśnie uderzająco wiele czasu obecny PZPN spędza na działaniach, które przyniosą progres na lata. Dlatego apeluję o nie uderzanie w PZPN lecz o personalne rozliczanie sztabu kadry, po którym akurat w Polsce nie zostanie nic i obawiam się, że kadencja Portugalczyka poza wartościowym dla reprezentacyjnej drużyny Karolem Świderskim nic nie przyniesie.

Dzięki działaniom obecnego prezesa, który neutralizuje nastroje i obniża napięcie oraz presję reprezentacja ma cieplarniane warunki pracy.

 

źródło:PZPN, laczynaspilka, flashscore.pl.