Konia z rzędem należy ofiarować osobniczce z macicą względnie osobnikowi bez takowej (określenie tow. S. Szpurek) w przypadku potwierdzenia faktu, że nieznane jest im pewne zjawisko związane z przeważeniem szali na jedną względnie drugą stronę – gdy sprecyzowana przez nich argumentacja pozostaje idealnie równoważną.
To właśnie rzutem monety o jakimkolwiek nominale rozstrzygane są w sposób definitywny patowe sytuacje jakie mogą zaistnieć między stronami, które zaakceptowały fakt, że finalne rozwiązanie będzie związane z faktem wyłonienia się po rzucie w powietrze orła względnie reszki.
Orzeł i reszka to potoczne, kolokwialne zdefiniowanie po prostu awersu i rewersu. Każda polska moneta na swoim awersie (jego przednia część) zawiera symbol jego emitenta, który nieodmiennie od wielu, wielu lat ukazuje się nam jako polskie godło, czyli orzeł. Na tzw. reszce czyli rewersie (tylna część monety) umiejscawia się wielkość nominału monety na plastycznym tle.
Także wytłaczane medale posiadają identyczne jak monety swoje strony w postaci awersu i rewersu. Powszechnie znane jest powiedzonko: każdy medal ma dwie strony …
To właśnie powyższa cecha monety tj. jej dwustronność okazuje się być niezwykle przydatną właśnie w w/w sytuacjach patowych, względnie pozwalającą sędziemu rozpocząć spotkanie sportowe przez drużynę, która trafnie wybrała stronę monety apriorycznie uznaną przez sędziego jako stronę wygrywającą ten element meczu.
Teoretycznie każda z wybranych stron monety w ujęciu statystycznym ma identyczną tj 50% szansę na jej ukazanie się na tzw. wierzchu. Zwycięzca takiego rzutu monetą wygrywa zatem dosłownie „o włos”.
To najbardziej rozpowszechniona, charakterystyczna sytuacja odnosząca się do zaistniałego pata i jego ostatecznego rozstrzygnięcia z udziałem monetarnego orła i monetarnej reszki.
W sytuacjach jednak „ponadnormatywnych” , a w szczególności odnoszących się do zdecydowanej przewagi jednej ze stron, czyli do bezwzględnej jej dominacji możemy sobie wyobrazić absurdalne warunki monetarnego rozstrzygnięcia z udziałem orła i reszki.
Po prostu dominat oznajmia w postaci imperatywu kategorycznego (I. Kant się kłania), że według posiadanej przez niego omnipotencji każdorazowo tenże dominat wygrywa zgodnie z ustanowioną przez siebie regułą: orzeł – ja wygrywam, reszka – ty przegrywasz…
Wielce wygodne, „rewolucyjne” rozwiązanie, nieprawdaż?
Z powyższą wielce hipotetyczną, ale jednak możliwą do spełnienia sytuacją mamy do czynienia w odniesieniu do wielce symptomatycznej korelacji z kresową przypowiastką dotyczącą Gródka Jagiellońskiego. Otóż dowiadujemy się finalnie z tejże opowiastki o tym, że bez względu na czy nasza stopa dotknęła ulic tego miasta, czy też wyłącznie w naszych annałach mogliśmy zanotować całkowitą absencję w jego murach to i tak od naszego adwersarza należnym jest dla naszej facjaty tzw. uderzenie z liścia.
No cóż, bywa i tak…
Felietonowe imponderabilia wykreowane w tytule odnoszące się do człeczego funkcjonowania w postaci orła i reszki przekładają się zarówno wprost jak i też pośrednio na aktualne uwarunkowania społeczno-polityczne TEGOKRAJU (nowotwór językowy Kopaczki).
Pozostaje oczywistą oczywistością zrozumiały fakt, że w demokracjach parlamentarnych obowiązuje ściśle przestrzegana zasada, że opozycja ma dążyć do przejęcia władzy kosztem opcji politycznej, która tę władzę aktualnie sprawuje. Zadaniem rządzących jest diametralnie odwrotne i skutkujące podejmowaniem takich kroków i działań cieszących się poparciem szerokiego elektoratu, które eliminowałyby utratę władzy na rzecz opozycji. Wszystko jasne… nieprawdaż?
Ale nie dla wszystkich jak się okazuje, albowiem usiłując ponownie objąć utraconą w 2015r władzę i takoż koryto (!!!) bywszy fuhrer POlszewii Grześ Schetyna wykreował pojęcie funkcjonowania tzw. totalsów. Totalsi w kostiumie nomen omen totalnej opozycji ex definitione mają za zadanie negować każde, nawet stosunkowo błahe działania rządu uznając, że takąż negacją zyskają elektoralny poklask w wymiarze pozwalającym odnieść im przyszłe wyborcze zwycięstwo.
Następczy, aczkolwiek krótkotrwale panujący fuhrerek, wnuczek tow. Wiesia Gomułki o wielce fascynującej facjacie i fryzurze kontynuował z dostępną mu werwą tęże totalność, a aktualny (a ówdziej bywszy) fuhrer zwany hyżym rujem nadal ją tfurczo rozwija.
Znany jest z m.in. wydania literackiego dzieła pt: SZCZERZE… łgając, nadal w znakomitym stylu prezentując absencję programową polszewickiego ugrupowania.
Z malutkim zastrzeżeniem, albowiem obserwatorzy i komentatorzy życia politycznego TEGOKRAJU dostrzegli jednak znakomicie funkcjonujący, nieco skromny bo składający wyłącznie z trzech punktów partyjny program:
1. KŁAMAĆ
2. KŁAMAĆ
3. KŁAMAĆ… i się absolutnie nigdy nie przejmować się głoszonymi łgarstwami, ani z tego powodu doznawać jakiejkolwiek konfuzji.
Zbędny jest jakikolwiek wysiłek umysłowy pozwalający na skonstruowanie takiego programu, który nie daj Boże należałoby niestety wypełniać autentyczną treścią w przypadku zaliczenia wyborczej wiktorii. O ileż wygodniejsze jest ustawicznie wytykanie rządzącym wszelkich negatywów, nawet takich, które w odbiorze elektorskim wprost zadają kłam takowej totalniackiej narracji. Ustawiczna repetycja takowej narracji prowadzi jednak do dosłownego zapętlenia się w codziennej negacji rządowych propozycji. Nawet do tego stopnia zidiocenia, że także prezentowane propozycje mogące przyczynić się do ułatwienia opozycyjnego bytu; po prostu z tzw. rozpędu, poniekąd z zaczipowanego wręcz automatyzmu doprowadza wzmiankowane zapętlenie do składania stanowczego głosu sprzeciwu: non possumus brzmi totalniacki refren !!!!
Prezentacja przy spektatorach pełnego wachlarza łgarstw wymaga rzecz jasna wyrazistego zastosowania komplementarnego instrumentarium tzw. mowy ciała. Łgarstwa zbyt często bowiem bywają czytelne z uwagi na ich prostactwo względnie oczywisty imposybilizm. Spójrzmy uważnie na kabaretowych łgarzy występujących na proscenium politycznego spędu np. kodziarzy, walczących feministek na czele z wulgarną lamparcią lesbą, czy też inszego polactwa. Spodlone wilcze ślepia, pełen dla „inszych” wyraz pogardy w otworze gębowym, zaciśnięte z wściekłości dłonie, warkliwy pełen jadu dyszkant, rytmiczna manualna gestykulacja, szeroki ubermenschowy rozkrok; to typowe ilustracje politycznych grasantów pełnych chamstwa i pyszałkowatości. Synonimicznie takowe osobniczki z macicami i osobniki bez macicy zwani są także gburami, pacanami, bęcwałami, prostakami, bucami, etc…
Cudacznie wykrzywione rysy twarzy, uniesione gniewnie brwi, motyli trzepot rzęs to charakterystyczny element występów w tragifarsach politycznych person funkcjonujących jako obecny (na powrót, bowiem już bywał bywszym) fuhrer, bywsze fuhrery BORYSŁAW i Grześ ze Schetyna, czy też pocieszny renegat z lewizny D. Joński występujący wespół zespół w duecie z bokserskim potomkiem o nieco ułomnym rozumku.
Ostatnio do tychże cebulatowato-buraczanych osobników doszlusowała osobniczka leszczynka z ambicjami…… achtung, achtung: to nie żart …… prezydenckimi !!!!! Renegaci bardzo często zasilają szeregi polactwa swoją proweniencję wywodząc z różniastych politycznych opcji. Częstokroć zdarzają się przypadki wielokrotnej renegacji, aby po żerowaniu (jak pewna znana na Śląsku osobnikowata „kobyła” i poboczni epigoni) na aktualnym pastwisku, łypać wzrokiem za następczym.
Komuś się coś niecoś kojarzy???
Dokonując takiego aksjologicznego wyboru ze wszystkimi z tego faktu wypływającymi skutkami absolutnie zatracają bezwzględne funkcjonowanie prawo hinduistycznej karmy względnie niezwykle trafnej (i to nie z cyklu kasandrycznego) przepowiedni biblijnego Solomona: „Pycha chodzi przed upadkiem, a wyniosłość ducha przed ruiną. Lepiej być pokornym z ubogimi, niż dzielić łupy z pyszałkami.”
Nie wymawiając w tym miejscu z imienia i nazwiska znanych od wielu lat osobników bez macic, aleć mogących stanowić określoną przestrogę względnie stanowcze upomnienie i pochylenie się nad człeczym losem przypomnijmy tylko, że znani w TYMKRAJU bywszy cwelebrycki żurnalista opuścił ten padół łez, a bywszy wice premier korzysta aktualnie z psychuszki. Szybkiego powrotu do zdrowia należy mu życzyć, pod warunkiem że zaniecha powrotu do polityki, bowiem nomen omen uczestnictwo w życiu politycznym stanowczo mu na zdrowie nie wyszło.
Takoż słynny pirat drogowy w osobie DONALDINA PINOKIA otrzymał wyrazisty signum dei, albowiem pomimo że ledwo jechał 107 km/h, a według teściowej jego córki i akolitów mógłby dając gaz do dechy 207 km (zgodnie z zasadą ile fabryka dała) to jednak tego nie uczynił.
Jego bufonada i pycha nie pozwoliły szarym komórkom, których pewien zasób jeszcze posiada uzmysłowić mu, że dopuszczając się bezczelnego łamania prawa jednocześnie przekształcił się w potencjalnego mordercę dzieci lub dorosłych.
Przypomnieć należy równie trafne powiedzonko: jak Bozia chce kogoś ukarać to najpierw mu mózg lasuje…
I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.
8.12 2021
Zostaw komentarz