Halinka Stefanowska miała 45 lat pracowała w Polskim Radiu, w audycji „Dla tych co na morzu”. Była sobie taka audycja w latach 70 i pewno 80… Jej brat był kapitanem żeglugi wielkiej. Halinka zaś pasjonowała się piosenkami. Zbierała przede wszystkim piosenki żeglarskie,szanty. Jak bardzo wielu była w „Solidarności”, ale nigdy nie była tam ważną działaczką.

13 grudnia 81 roku była akurat na dyżurze w Radiu, a że w Radiokomitecie była gotowość strajkowa, to wszyscy członkowie „S” mieli ze sobą albo wręcz nosili na rękawach biało czerwone opaski. Gdy budynek na ul. Malczewskiego został obstawiony przez wojsko, a potem rozeszła się wieść, że „wchodzą”, Halinka nadziała swoją opaskę i czekała na rozwój wydarzeń.

Nikt wtedy jeszcze nie wiedział, najpierw tego, ze to definitywny koniec solidarnościowego karnawału wolności, a potem tego, że ten „Czas Apokalipsy”, który właśnie następuje, potrwa relatywnie krótko, by po roku czy dwóch, przeistoczyć się w kolejną, trwajacą kilka lat, strasznie beznadzieją, ale schyłkową fazę PRLu.

Oczywiście dalsze wydarzenia w radiu rozwinęły się tak jak mozna to było przewidzieć: do budynku weszła SB i milicja, przeczesano i zajęto budynek. Wyłaczone zostały nadajniki.
Halinkę wraz z grupą pozostałych wyłapanych na korytarzach, zamknęli w redakcyjnym pokoju a potem w bardzo mroźną grudniową noc powieźli blisko, bo do Komendy na Malczewskiego na dołek.

Dołek jak dołek – betonowe nary obite płytą pilśniową czy czymś w tym rodzaju i śmierdzący koc. Tyle. Halinka była namiętną palaczką, wypalała chyba ze dwie paczki dziennie, oczywiście nie dali jej papierosów. Była znakomitą kandydatką do podpisania „lojalki” czyli deklaracji lojalności i wierności wobec reżimu Jaruzelskiego, więc trzymali ją tam jeden dzień, potem drugi, trzeci czwarty, piąty a ona w tej swojej białej, cieniutkiej i coraz bardziej brudnej bluzeczce z żabocikiem, zawinięta w płaszcz, siedziała i nic, i znowu nic i jeszcze raz nic.

Aż wreszcie zdecydowali sie ją internować, przewieźli do aresztu śledczego na Olszynkę Grochowską i dodali do naszej celi. Halinka, drobna, nieefektowna szatynka, weszła trochę niepewnie, nieśmiało, jak to ona. Opowiadała o tym co sie zdarzyło w radiu i tłumaczyła sie z tej bialej bluzeczki. Co za nonsens taka bluzeczka na dołku w środku mroźnej zimy. Że to wszystko przez tę terapię. Bo właśnie rozstała się z facetem i była w strasznym stanie i zaczęła chodzić do psychologa… a on jej powiedział, ze musi o siebie zadbać, więc kupiła sobie szminkę i tę białą bluzeczkę z żabocikiem…

Halinka potem sama układała rózne piosenki i zbierala inne tworzone przez internowanych. Zmarła na raka w połowie lat 80 i dziś nie wiem kto jeszcze o niej pamięta…

Zdjęcie do tego wpisu to oczywiście to najsłynniejsze – Chrisa Niedenthala z doku Rakowieckiej i Puławskiej, sprzed kina Moskwa.

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.