Coś Wam powiem szanowni znajomi: ja też w zasadzie BYŁABYM przeciwna wprowadzaniu stanu wyjatkowego na pasie szerokości 3 km. wzdłuż granicy z Białorusią.
No bo po licho tam jakiś stan wyjątkowy? Łąki, lasy i i mokradła, gdzie wrony zawracają. Brukowane i bite drogi, nie za dużo asfaltu. Sto kikadziesiąt, najczęściej ledwie żywych wiosek. Trochę agroturystyki działającej głównie latem i turystycznych, bardziej całorocznych ansztaltów, głównie w Białowieży, dobra restauracja tatarska + stary meczet w Kruszynianach, nadbużańska, urokliwa Włodawa…
To prawda, że Łukaszenka realizuje właśnie akcję przerzucania przez polską granicą migrantów z Bliskiego Wschodu i ewentualnie Afryki, a za chwilę rozpoczynają się rosyjsko-białoruskie manewry wojskowe, ale może wystarczyłoby zwiększenie obecności i czujności Straży Granicznej? A do tego te nieszczęsne zasieki z drutu kolczastego na granicy i wzmocnienie tego pasa dodatkową obecnością wojska i patrolami policji?
Tak, być moźe wszystko to wystarczyłoby, gdyby nie codziennie odbywający się w ostatnich tygodniach na granicy i w jej okolicach CYRK. Bo inaczej tego nazwać nie jestem w stanie. Odmawianie uznania najoczywistszych faktów, odmowa przeprowadzenia najprostszego wnioskowania… Wszystko utopione w sosie szalonych wręcz emocji, egzaltacji i moralnego wzmożenia.
W tej sytuacji, kto zagwarantuje, że za chwilę kolejny AKTYWISTA nie będzie znów przecinał drutów granicznych, że ktoś (najlepiej żeby było dużo kamer) nie zablokuje własnym ciałem pojazdów Straży Granicznej, albo wojska, świadomie czy przez pomyłkę nie wtargnie na Białoruś wyciągając migrantów, czy dostarczając im coś? Bardzo łatwo białoruskie władze mogą powiedzieć, że dajmy na to miał broń i wybrał się w zupełnie innych zamiarach niż deklarowane. Jeżeli uznają to za potrzebne, to takie działanie nie sprawi im żadnej trudności.
Kto może dać pewność, że nie zostanie zorganizowana jakaś prowokacja, którą zrobić tam w takich warunkach, aranżując w tym celu trochę chaosu i rozpuszczając parę pogłosek, łatwiej niż podpalić zapałką suche siano.
Niestety nikt tego zagwarantować nie jest w stanie.

Czy taka prowokacja jest bardzo prawdopodobna? Sądzę, że raczej nie, ale w obecnych warunkach jest niestety, mimo wszystko, najzupełniej możliwa. I dlatego, choć w innych warunkach BYŁABYM przeciwniczką wprowadzania stanu wyjatkowego w pasie 3 km – to W OBECNEJ SYTUACJI uważam go za usprawiedliwiony i niestety potrzebny.
Można za niego podziękować tzw. AKTYWISTOM ( i dolewającym benzyny do ognia dziennikarzom – też).
Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Zostaw komentarz