Bywają takie sprawy w życiu państw i społeczeństw, gdzie absolutnie konieczny jest kompromis. Kompromis, ktory nie zadowala nikogo i przez wielu jest gorąco zwalczany, ale jednocześnie jest jedynym możliwym wyjściem. Tak było w przypadku obowiązujacej przez 27 lat w Polsce ustawy antyaborcyjnej.

W sprawie regulowanej przez tę ustawę mamy bowiem w społeczeństwie fundamentalną różnicę AKSJOLOGICZNĄ. Znacząca (obojetne czy jest to większość czy raczej mniejszość) część społeczeństwa uważa, że życie człowieka w okresie płodowym powinno być chronione dokładnie w takim samym stopniu, jak życie człowieka po urodzeniu, bo jest równo cenne – to to samo życie, a druga cześć uwaźa, ze te dwie wartości nie sa sobie bynajmniej całkowicie równe i człowiek, jako członek społeczeństwa, obywatel i pełny podmiot prawa – zaczyna się dopiero po urodzeniu.

Są dziesiątki argumentów za jednym i drugim poglądem i można się nimi przerzucać bez końca. Jako młoda dziennikarka relacjonowałam pracę Komisji Sejmowej w tej sprawie i miałam tego wówczas tak bardzo dosyć, ze praktycznie przestalam wypowiadałać sie o sprawie przez kolejne 25 lat.

Uwczesny kompromis polegał na tym, ze uznano iż życie w okresie płodowym będzie w daleko idacy sposób chronione, ale jednak nie zostanie ostatecznie uznane za wartość prawnie chroniną w sposób bezwzględny – taki gdy ochronę może podważyć tylko zagrożenie innego życia. Uznano, że przyjęcie takiej, bezwzględnej ochrony powodowałoby zmuszanie ludzi i to w obszarze ich życia prywatnego, do działań często wymagających heroizmu. I ze tego nie moze nakazywać nikomu, ani żaden inny człowiek ani państwo jako całośc. Taka decyzja moze byc tylko wynikiem wolnego wyboru.

Taka była po krótce filozofia antyaborcyjnego (bo to była ustawa ANTYaborcyjna) kompromisu.

W sytuacji, gdy konieczny jest prawny kompromis (bo przeciez nie aksjologiczny – taki nie jest możliwy) to KAZDE stanowisko odrzucające ten kompromis czy to w imię pełnej ochrony życia poczetego, czy to w imię pelnej wolności wyboru – uwazam za ekstremalne. Niezależnie od tego czy jest wyrazane elegancko i subtelnie, czy wulgarnie i chamsko (antykościelne szaleństwo i wysoki poziom agresji, ktore ostatnio zapanowały, a tlumaczone są „gniewem” – to osobna bajka)

I jeszcze kilka MITÓW I KŁAMSTW.

1). Nie jest prawdą ze obecnie obowiązująca Konstytucja zmuszala sędzów TK do wydania gakiego wyroku bowiem chroni życie ludzkie od momentu poczęcia w sposób bezwględny i ze jest to oczywiste.
Jak słusznie podkreslił w swoim zdaniu odrębnym sędzia Pszczólkowski (ale i w penym stopniu sędzia Leon Kieres – skad inad czlowiek gleboko wierzacy i związany z Kościołem) w 1997 r bylo 5 różnych projektów zapisów o ochronie życia i dwa z nich zawierały propozycje wpisania, że jest to ochrona życia „od poczęcia” – oba zostały przez ustawodawcę odrzucone. W latach 2006 – 2007 ponownie istniał projekt by taki zapis do Konstytucji wprowadzić, co się nie udalo. Czyli jest dosyć jasne ze zapis obecnie obowiazujacy takiej BEZWZGLEDNEJ ochrony nie zawiera.

Przywoływane zaś czesto postanowienie Trybunału z 1997 r, (gdy TK oddalił mozliwośc wprowadzania aborcji ze wględów społecznych, tzw, „na życzenie”) dotyczy rozstrzygnięcia innego rodzaju. Tego czy prawna ochrona życia od momentu poczęcia jest wartością proporcjonalną do dobrostanu i woli matki, do ochrony jej życia prywatnego. Ówczesny TK uznał, że jest jednak wartością większą.

Nie ma to bynajmniej bezpośredniej analogii z sytuacją, gdy po drugiej stronie na „szali” prawnej wagi leży obciążenia kobiety ( rodziny) ciężarem, ktorego dzwiganie wymaga szczególnego heroizmu i moze być ponad siły.

2). Nie jest prawdą, ze wystarczy konkretnie określić w zapisach ustawy w przypadku jakich wad aborcja jest a w przypadku jakich nie jest możliwa i ze w ten sposób uratuje sie kompromis. Na przykład wydzielić wadę w postaci trisomii chromosomu 21 (czyli syndromu Downa) i już „uratuje sie dzieci” i wszystko będzie łatwe. W przypadku ciężkich wad plodu ZAWSZE, co by sie nie wydawało, pozostaje wielki margines błędu. Wada która mogla wydawać sie ciężka może w ostateczności okazac się lekka i przeciwnie. Tylko sama zainteresowna wraz z ojcem dziecka, moze rozstrzygać tę niepewność.

I jest wielkim nadużyciem pokazywanie w charakterze emocjonalnego szantażu w obecnej dyskusji, zdjęć sympatycznych i zazwyczaj dobrze zrehabilitowanych dzieci z lżejszą postacia syndromu Downa. Jest też bowiem wiele innych przypadków – nie tak chętnie pokazywanych.

Ja sama nigdy nie miałabym odwagi NAKAZAĆ komuś urodzić głęboko niepełnosprawne dziecko i powiedzieć mu, ze ma następnie oddac je do przytułku, albo przez kolejne kilka – kilkanaście – kilkadziesiąt lat ma praktycznie poświecić swoje życie na utrzymywanie przy życiu tego istnienia. I nie chcę by nakazywało to moje państwo.

3). Uzywanie okreslenia „aborcja eugeniczna” jest nadużyciem. NIkt tu nie dokonuje aborcji by chce „ulepszać” hodowanych ludzi. Mowa powinna być raczej o aborcji z przyczyn „embriopatologicznych”.

Chciałbym podziekować sędziom Leonowi Kieresowi i Piotrowi Pszczólkowskiemu za nizwykle interesujace uzasadnienia swoich glowsów odrebnych. MYśle ze należe do tej raczej mikroskopijnej mniejszości, która przesłuchała je na YT w całości i musze powiedzieć, że był to kawałek niezwykle interesującej prawnej argumentacji.

PS. Szanowni znajomi wiem że są dziesiątki argumentów w omawianej wyżej sprawie, a zwłaszcza co do jej aksjologicznego meritum i raczej nie będe prowadzić w tej sprawie dalszej dyskusji pod tym postem. Chciałam tylko wyrazić swoje zdanie.

PS 2. Warto zwrocić uwagę i wyjaśnić jeszcze jedno: różnice dotyczace aksjologii, to nie proste różnice zdań w kwestii konkretnych rozwiązań. Każdy praktycznie się zgadza, że dajmy na to chuligański napad powinien być karany. A jżz JAK – to kwestia różnicy opinii co skutecznosci i sensowności danej kary.

Tutaj chodzi o wiele więcej.

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.