Czyli: polityka to nie konkurs na świętość.

Po wybuchu wojny na Ukrainie pojawiło się pytanie: czy to „nasza wojna”?

Formalnie — nie. Ukraina nie jest w NATO, nie mamy z nią traktatu obronnego. Polska nie miała prawnego obowiązku prowadzić wojny za Ukrainę.

Ale mieliśmy interes, aby Ukraina przetrwała.

Rosja pokazała, że jest państwem agresywnym, a silna i niepodległa Ukraina jest elementem naszego bezpieczeństwa. Dlatego pomagaliśmy — militarnie, politycznie, humanitarnie. Wielu Polaków mówiło nawet: „to jest nasza wojna”. Był to gest solidarności, ale także element wsparcia psychologicznego dla walczących Ukraińców.

Problem zaczął się wtedy, gdy część ukraińskich elit uznała, że skoro Polska mówi „to także nasza wojna”, to znaczy, że ma bezwarunkowo spełniać wszystkie ukraińskie oczekiwania.

Gdy broniliśmy swoich interesów — jak przy kryzysie zbożowym — pojawiały się oskarżenia, że „pomagamy Rosji”.

Gdy domagaliśmy się prawdy o Wołyniu, ekshumacji ofiar i szacunku dla polskiej pamięci, również słyszeliśmy, że to „działanie na korzyść Kremla”.

Tymczasem można jednocześnie pomagać Ukrainie i domagać się prawdy historycznej. Można być przeciwko rosyjskiej agresji i jednocześnie mieć własne interesy.

Jeżeli uznamy, że była to „nasza wojna”, to trzeba też uczciwie powiedzieć: z punktu widzenia Polski wiele strategicznych celów zostało osiągniętych.

🇵🇱 Rosja została poważnie osłabiona.

🇵🇱 NATO przebudziło się i zaczęło realnie wzmacniać wschodnią flankę.

🇵🇱 Polska zyskała czas na rozbudowę własnej armii.

🇵🇱 Moskwa, niezależnie od wyniku wojny, przez lata będzie musiała liczyć się z kosztami swojej agresji.

To nie jest cynizm. To jest realizm.

Państwa nie mają przyjaciół — mają interesy. Ale państwa demokratyczne mogą budować sojusze tylko wtedy, gdy wzajemny szacunek działa w obie strony.

Polska pomagała Ukrainie, bo było to słuszne i zgodne z naszym bezpieczeństwem.

Ale pomoc nie oznacza rezygnacji z własnej godności, własnej historii i prawa do własnych decyzji.

Prawdziwy sojusznik nie jest tym, kto zawsze przytakuje. Prawdziwy sojusznik potrafi powiedzieć: „stoimy z wami, ale mamy też własne interesy”.