Jesteśmy tydzień przed drugą turą wyborów prezydenckich i temat ten niezwykle rozpala emocje, ujawniając ostrą polaryzację także pomiędzy moimi znajomymi jak i członkami rodziny. Skoro wszyscy zabawiają się różnymi prognozami, postanowiłem zająć się tym tematem także i ja, przeprowadzając własną analizę danych historycznych z wszystkich wyborów prezydenckich od 1990 r., a więc na przestrzeni ostatnich 30 lat, aż do pierwszej tury tegorocznych wyborów. W mojej analizie posługuję się wyłącznie liczbami bezwzględnymi, ponieważ to w nich – a nie w podawanych powszechnie wynikach procentowych – tkwi prawdziwa informacja. Wszystkie liczby podane są w milionach.

I. Analiza danych archiwalnych do 2015 r.
W latach 1990-2015 w Polsce sześciokrotnie odbyły się wybory prezydenckie, przy czym do 2005 r. tradycyjnie odbywały się one jesienią, a od 2010 r., w związku z mającą miejsce 10 kwietnia katastrofą smoleńską, w której zginął prezydent prof. Lech Kaczyński, odbywają się one w maju.
Spośród przeprowadzonych wyborów, pięciokrotnie ostateczne rozstrzygnięcie przyniosła druga tura. Wyjątkiem są wybory prezydenckie 2000 r., gdy walczący o reelekcję Aleksander Kwaśniewski zdobył niemal 9,5 mln głosów (ponad 50%) rozstrzygając wybory w pierwszej turze.

Frekwencja w wyborach w tym okresie wahała się od 14,90/16,99 mln (I/II tura) w 2015 r. do 18,20/19,15 mln w 1995 r. Cechą charakterystyczną jest przyrost frekwencji w II turze, który jest tym większy, im mniejsza jest frekwencja ogólna. Wyjątkiem są pierwsze wybory prezydenckie w 1990 r., w których frekwencja w drugiej turze spadła. Te wybory, przeprowadzone w zupełnie innej od dzisiejszej sytuacji politycznej i społecznej, mocno różnią się pod względem mechanizmów i tendencji od współczesności.

W przypadku czterech wyborów (lata 1990, 1995, 2010, 2015) wybory wygrał kandydat, który w pierwszej turze wyborów uzyskał największą ilość głosów, przy czym różnice plasowały się od 0,15 mln (Andrzej Duda i Bronisław Komorowski w 2015 r.) do 2,77 mln (Lech Wałęsa i Stanisław Tymiński w 1990 r.). W wygranych w I turze wyborach w 2000 r. Aleksander Kwaśniewski uzyskał 6,45 mln głosów więcej niż Andrzej Olechowski.

Wyjątkiem od tej reguły były wybory w 2005 r., których zwycięzca prof. Lech Kaczyński uzyskał w I turze wynik nieco gorszy od kontrkandydata – Donalda Tuska. Różnica tym wypadku była jednak niewielka i wynosiła ok. 0,44 mln.

Interesująco malują się przepływy elektoratów pomiędzy kandydatami w obu turach wyborów. Ogólnie można postawić tezę, że w większości przypadków kandydat występujący w drugiej turze uzyskuje wynik lepszy niż w pierwszej – wyjątkiem jest przykład Stanisława Tymińskiego w wyborach w 1990 r., który w drugiej turze uzyskał mniej głosów. Poza wyborami w 1990 r., 2000 r. (gdy II tura się nie odbyła) oraz w 2005 r. przyrosty poparcia dla obu kandydatów w II turze były liczbowo zbliżone. Największa dysproporcja wystąpiła w 2005 r., gdy niemal dwukrotnie większy przyrost poparcia dla Lecha Kaczyńskiego pozwolił mu wygrać drugą turę z Donaldem Tuskiem, podczas gdy w pierwszej uzyskał mniej głosów.

II. Pierwsza tura wyborów prezydenckich 2020 r.
Wybory prezydenckie 2020 r., w których o reelekcję ubiega się wybrany w 2015 r. prezydent Andrzej Duda, odbywają się w specyficznej sytuacji politycznej i społecznej. Pierwotny termin wyborów zaplanowany na dni 10 oraz 24 maja tego roku nie został dotrzymany oficjalnie z powodu epidemii Covid-19, a przede wszystkim z powodu przepychanek politycznych. Ostatecznie zadecydowano o przeprowadzeniu wyborów w dniach 28 czerwca oraz 12 lipca – po raz pierwszy w historii Polski w terminie letnim. Zmiana kalendarza wyborczego została wykorzystana przez opozycyjną Koalicję Obywatelską do wymiany kandydata z mającej b. niskie poparcie w sondażach marszałek Sejmu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Ich kontrkandydatami są: prezenter telewizyjny Szymon Hołownia (oficjalnie bezpartyjny), Krzysztof Bosak (Konfederacja), Władysław Kosiniak-Kamysz (PSL), Robert Biedroń (Lewica) oraz kilku mniej znanych kandydatów.

Przeprowadzona 28 czerwca pierwsza tura wyborów przyniosła rekordową frekwencję 19,43 mln – zbliżoną, choć niższą, miały wybory w 1995 r. Została ona wysoko wygrana przez urzędującego prezydenta Andrzeja Dudę, który uzyskał 8,45 mln głosów – jest to najwyższy wynik uzyskany w pierwszej turze wyborów prezydenckich po wyborach w 2000 r., w których Aleksander Kwaśniewski uzyskał 9,49 mln. Wynik ten był jednak o ok. 1,27 mln zbyt słaby do rozstrzygnięcia wyborów w I turze.

Główny kontrkandydat Andrzeja Dudy, Rafał Trzaskowski, uzyskał 5,92 mln głosów, czyli o 2,53 mln mniej od zwycięzcy – jest to trzecia największa różnica głosów w I turze w historii po wyborach w 2000 r., gdy wynosiła ona 6,45 mln głosów pomiędzy Aleksandrem Kwaśniewskim i Andrzejem Olechowskim, oraz pierwszych wyborach prezydenckich w 1990 r., gdy wynosiła ona 2,77 mln głosów pomiędzy Lechem Wałęsą a Stanisławem Tymińskim. Trzeci w rankingu Szymon Hołownia uzyskał 2,69 mln głosów, Krzysztof Bosak – 1,32 mln, kolejni kandydaci uzyskali wyniki poniżej 0,5 mln.

III. Prognozy na drugą turę wyborów 12 lipca 2020 r.
Prognoza wyników drugiej tury obecnych wyborów jest niezwykle trudna ze względu na ich wyjątkowe okoliczności. Można się jednak pokusić o pewne wnioski na podstawie tendencji z poprzednich lat.

Szczególną uwagę zwraca wysoka frekwencja w pierwszej turze, najwyższa w dotychczasowej historii wyborów prezydenckich. Powstaje pytanie, jak zmieni się ona w drugiej turze. Jeśli trzyma się tendencja z lat 1995, 2005 i 2010, przyrost frekwencji nie powinien być wielki i będzie on niższy od miliona, co jednak i tak dałoby rekordową frekwencję na poziomie 20 mln (ok. 65% uprawnionych). Nietypowy termin drugiej tury – 12 lipca, w sezonie urlopowym – może jednak także spowodować spadek frekwencji w porównaniu z pierwszą turą, co byłoby pierwszym takim przypadkiem od 30 lat.

Duża dysproporcja w ilości uzyskanych głosów pomiędzy kandydatami biorącymi udział w II turze przy zachowaniu dotychczasowych trendów z poprzednich lat wydaje się wskazywać na znacznie większe prawdopodobieństwo wygranej urzędującego prezydenta. Jednak przepływ elektoratu przegranych kandydatów z I tury i zachowanie tych ewentualnych wyborców, którzy nie brali udziału w I turze są nieprzewidywalne.

Zakładając, że obaj kandydaci zmobilizują cały swój dotychczasowy elektorat do zagłosowania w II turze, Rafał Trzaskowski ma szanse na zwycięstwo tylko w przypadku znacznej dysproporcji przyrostów. Jeśli np. Andrzejowi Dudzie uda się zmobilizować ok miliona nowych wyborców (byłby to najniższy wynik w historii), to Rafał Trzaskowski potrzebowałby uzyskać ok. 3,60 mln głosów ponad to, co uzyskał 28 czerwca. Byłby to drugi w historii taki przyrost od czasu pierwszych wyborów w 1990 r. Jest to więcej niż uzyskał w pierwszej turze Szymon Hołownia, którego elektorat jest zdecydowanie najbliższy Rafałowi Trzaskowskiemu pod względem ideologicznym. Jednak pójście do wyborów 80% lub mniej spośród tej grupy, nawet w przypadku ich głosowania na Rafała Trzaskowskiego spowoduje że kandydat ten otrzyma znacznie mniej głosów niż trzeba do wygrania wyborów.

Z kolei większa część wyborców Krzysztofa Bosaka, o ile pójdzie na wybory, wesprze zapewne Andrzeja Dudę, możliwe że dołączy do nich część wyborców Władysława Kosiniaka-Kamysza. Natomiast na wyborców Roberta Biedronia może podziałać demobilizująco wczorajsza deklaracja Rafała Trzaskowskiego, że sprzeciwia się on adopcji dzieci przez pary homoseksualne – był to jeden z elementów programu Lewicy.

W tej sytuacji decydujące mogą się okazać głosy nowego elektoratu, który zaktywizuje się dopiero podczas II tury. O tym, na ile te analizy okażą się słuszne, dowiemy się po niedzieli 12 lipca 2020 r.

Pozdrawiam Wszystkich
M.O.