No i pięknie!

Pomimo wielu tygodni badań i testów Boening przyznał, że nie jest w stanie rozkminić powodu awaryjności silników manewrowych staku „Starliner”, co oznacza, że astronauci uwięzieni na orbicie są zdani na łaskę losu. Mają zasobów na nie więcej niż jeszcze ok. pół roku czasu i NASA musi już teraz podjąć decyzję w jaki sposób chciałaby ich podjąć. Opcje są dwie: wyczekiwanie na to, że Boening jednak jakoś zrozumie przycznę niefunkcjonalności swojego statku kosmicznego lub zlecenie odbioru personelu stacji przez statek „Dragon” opracowany przez należącą do Elona Muska firmę SpaceX.

Problem jest jednak taki, że „Dragon” nie jest kompatybilny z modułem orbitalnym Starlinera i potrzeba sporo czasu na przgotowanie odpowiedniego „adaptera” umożliwiającego dokowanie statku do utwierdzonego do stacji orbitalnej modułu załogowego. Decyzja dotycząca zlecenia dla SpaceX musi być zatem podjęta szybko i nie będzie to wcale takie proste, bo aby opracowanie konektora było możliwe – Boeing musi podzielić się ze SpaceX swoim know-how dotyczącym interfejsu dokowania. A może wcale nie być do tego skory, gdyż jeśli misję odzyskania astronautów przejmie SpaceX, to cały projekt „Starlinera” zapewne zostanie zakończony, co będzie dla Boening ogromną stratą materialną i wizerunkową. Boeing może zatem się ociągać licząc na to, że jednak w tzw. międzyczasie rozwiąże jakoś problem awaryjnych silników manewrowych.

Ameykańscy astronauci uwięzieni na orbicie stali się zatem zakładnikami rozkrywek korporacyjnych w której stawką są miliardy.

Wszystko wskazuje jednak na to, że święta Bożego Narodzenia spędzą fruwając nad nami na orbicie.