Akademia Wymiaru Sprawiedliwości (AWS) miała uczyć przyszłych funkcjonariuszy i prawników, jak działa państwo prawa. Tymczasem sama stała się właśnie najbardziej widowiskową lekcją tego, co dzieje się, kiedy dwie strony państwowego sporu twierdzą, że to one mają prawo po swojej stronie.
I żeby zrozumieć tę awanturę, trzeba uporządkować nazwiska.
Michał Sopiński — dotychczasowy rektor-komendant AWS. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek odwołał go z funkcji, zarzucając mu m.in. rażące lub uporczywe naruszanie prawa, problemy związane z postępowaniami doktorskimi oraz naruszanie zasady apolityczności uczelni służb państwowych. Sopiński kwestionuje decyzję ministra i jej skuteczność.
Waldemar Żurek — minister sprawiedliwości. 9 września 2026 roku, po ponownym rozpatrzeniu sprawy, utrzymał decyzję o odwołaniu Sopińskiego. Ministerstwo twierdzi, że decyzja jest ostateczna i wykonalna, a wraz z jej wykonaniem wygasła kadencja Sopińskiego.
Sławomir Cudak — wskazany do wykonywania obowiązków rektora-komendanta. I tutaj zaczyna się prawdziwa awantura.
Ministerstwo twierdzi, że po odwołaniu Sopińskiego Cudak legalnie przejął obowiązki. Co ważne, resort powołuje się na uchwałę Senatu AWS nr 308/26, w której właśnie Cudak został wskazany jako osoba wykonująca obowiązki rektora do czasu wyboru lub powołania następcy.
Cudak pojawił się więc w piątek w siedzibie uczelni.
I wtedy wydarzyło się coś, co wygląda jak scena z politycznego thrillera.
Nie został wpuszczony.
Pojawiła się policja. Cudak domagał się możliwości wykonywania swoich obowiązków. Po interwencji funkcjonariuszy ostatecznie wszedł do budynku w asyście policji.
I tutaj zaczyna się pytanie, którego nie można już zbyć machnięciem ręki.
Czy w państwie prawa o tym, kto kieruje państwową uczelnią, rozstrzygają przepisy i sądy?
Czy może ostatecznie decyduje ten, kto pierwszy zdobędzie gabinet?
Bo dokładnie tak wyglądał piątkowy obrazek.
Jedna strona mówi: jesteśmy legalną władzą.
Druga odpowiada: nie jesteście.
Jedna pokazuje decyzję ministra.
Druga powołuje się na zabezpieczenie Trybunału Konstytucyjnego.
A na końcu pojawia się policja.
I wtedy wchodzi do tej historii człowiek, którego wcześniej w ogóle nie było w centrum uwagi.
Dr Zbigniew Nowacki.
11 września odbyły się wybory uzupełniające do Senatu AWS. Nowacki został wybrany członkiem Senatu w grupie profesorów i profesorów uczelni. Według informacji o wynikach wyborów został jednocześnie najstarszym członkiem Senatu.
I właśnie tutaj pojawia się kolejny zwrot akcji.
Według stanowiska przedstawianego przez Senat AWS, jeżeli mandat rektora wygaśnie, a nowy rektor nie zostanie jeszcze wybrany lub powołany, zastosowanie ma mechanizm statutowy przewidujący przejęcie obowiązków przez najstarszego członka Senatu spełniającego określone wymogi.
A najstarszym członkiem Senatu został właśnie dr Zbigniew Nowacki, profesor AWS.
Czyli mamy teraz trzy nazwiska.
Sopiński — twierdzi, że jego odwołanie jest nieskuteczne.
Cudak — twierdzi, że zgodnie z decyzją ministra i uchwałą Senatu wykonuje obowiązki rektora.
Nowacki — według stanowiska Senatu ma być osobą, która w określonym scenariuszu powinna przejąć obowiązki na podstawie mechanizmu statutowego.
To już nie jest zwykła wojna o fotel.
To jest prawny trójkąt bermudzki.
I właśnie dlatego warto zadać pytanie: po co właściwie było tak szybko przejmować gabinet?
Bo jeżeli Senat ma przeprowadzić procedurę wyboru nowego rektora, a minister sam wskazuje, że Cudak ma pełnić funkcję tylko tymczasowo, to cały ten konflikt wygląda coraz bardziej jak walka o to, kto będzie kontrolował uczelnię w okresie przejściowym. Ministerstwo samo informuje, że oczekuje od Senatu przedstawienia harmonogramu wyboru nowego rektora.
A teraz dorzućmy do tego jeszcze jeden element.
Jakub Czarkowski.
Człowiek, którego Cudak już po objęciu obowiązków powołał na prorektora ds. rozwoju. Cudak odwołał również dwoje dotychczasowych prorektorów.
I właśnie przy Czarkowskim wracamy do poprzedniej afery AWS.
W 2025 roku studentki oskarżały wykładowcę Jarosława Szczepańskiego o molestowanie i inne zachowania przekraczające granice relacji akademickiej. Sprawa była opisywana przez TVN24.
I tutaj trzeba uczciwie powiedzieć rzecz bardzo ważną.
Szczepański i Czarkowski to dwie różne osoby.
To Szczepańskiemu studentki zarzucały molestowanie.
Natomiast nazwisko Czarkowskiego pojawiło się w tej aferze dlatego, że jako ówczesny prorektor ds. dydaktycznych komentował sprawę. W wypowiedzi cytowanej przez media mówił m.in., że studentki są atrakcyjne i że „uroda zwraca uwagę”. Jednocześnie zaznaczał, że atrakcyjność nie usprawiedliwia molestowania.
Nie można więc napisać, że Czarkowski został „zwolniony za molestowanie”, bo byłoby to nieprawdziwe.
Ale można zadać zupełnie inne pytanie:
Czy w uczelni, która niedawno przeżyła skandal dotyczący molestowania studentek, człowiek krytykowany za sposób komentowania tej sprawy powinien właśnie teraz zostać awansowany na prorektora?
To nie jest zarzut karny.
To jest pytanie o standardy.
I tutaj wraca Michał Sopiński.
Bo można krytykować Sopińskiego za zarzuty przedstawiane przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Można spierać się z nim o polityczność, doktoraty czy sposób zarządzania uczelnią.
Ale w sprawie skargi studentek trzeba odnotować fakty.
Skarga wpłynęła 1 kwietnia 2025 roku.
2 kwietnia Sopiński zorganizował spotkanie z pokrzywdzonymi studentkami, z udziałem psychologa.
Tego samego dnia nakazał rzecznikowi dyscyplinarnemu wszczęcie postępowania wyjaśniającego.
W sprawie zeznawało 28 świadków i pokrzywdzonych.
Od momentu wszczęcia postępowania wykładowca nie prowadził zajęć ze studentami.
27 czerwca rzecznik dyscyplinarny skierował wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego.
30 czerwca Sopiński zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa.
7 lipca poinformował uczelnię macierzystą wykładowcy o skierowaniu sprawy do komisji dyscyplinarnej.
A 8 lipca wykładowca przestał być pracownikiem AWS.
Czy Sopiński jest przez to świętym?
Nie.
Czy jego odwołanie jest automatycznie bezprawne?
To właśnie jest przedmiotem sporu.
Ale jedno jest bezdyskusyjne:
w sprawie skargi studentek uruchomiono konkretne procedury i skierowano sprawę zarówno na drogę dyscyplinarną, jak i do prokuratury.
I dlatego kontrast z obecnymi decyzjami Cudaka jest politycznie tak nośny.
Bo Cudak wchodzi do uczelni w asyście policji.
Odwołuje dwóch prorektorów.
Powołuje Czarkowskiego.
A Senat zaczyna jednocześnie układać własną wizję tego, kto powinien w przyszłości wykonywać obowiązki rektora.
Czy to jeszcze zarządzanie uczelnią?
Czy już walka o przejęcie instytucji?
I właśnie tutaj dochodzimy do najważniejszego pytania.
Trybunał Konstytucyjny.
Nie twierdzę, że AWS jest oficjalnie „testem” przed przejęciem TK. Nie ma na to dowodu.
Ale trudno nie zauważyć, dlaczego właśnie ta sprawa może być traktowana jako polityczna próba generalna.
Mamy decyzję władzy wykonawczej.
Mamy organ uczelni, który podejmuje uchwałę.
Mamy drugą interpretację statutu po zmianie składu Senatu.
Mamy byłego rektora powołującego się na zabezpieczenie TK.
Mamy ministra twierdzącego, że jego decyzja jest ostateczna i wykonalna.
Mamy nowego p.o. rektora, który nie zostaje wpuszczony do budynku.
I wreszcie mamy policję.
Decyzja. Spór. Opór. Policja. Fakt dokonany.
Czy tak będzie wyglądała przyszłość konfliktów wokół innych instytucji państwa?
Tego nie wiemy.
Ale właśnie dlatego AWS trzeba obserwować.
Bo jeżeli w sporze konstytucyjnym zaczyna liczyć się nie tylko to, kto ma rację prawną, ale również to, kto zdoła fizycznie wykonać swoją decyzję, to wchodzimy na bardzo niebezpieczny teren.
Dzisiaj jest Akademia Wymiaru Sprawiedliwości.
Jutro może być kolejna instytucja.
A potem może przyjść czas na Trybunał Konstytucyjny.
I wtedy pytanie będzie już dużo poważniejsze:
czy zabezpieczenie TK jest jeszcze realnym instrumentem prawnym, czy tylko kartką papieru, którą władza może ominąć, jeśli uzna, że jej własna decyzja jest ważniejsza?
To właśnie dlatego scena z AWS jest tak niepokojąca.
Bo można mieć rację albo się mylić.
Można mieć legalną decyzję albo decyzję zaskarżalną.
Można mieć uchwałę Senatu albo inną interpretację statutu.
Ale państwo prawa ma jedną podstawową zasadę:
spór o prawo rozstrzyga się prawem, a nie siłą.
Jeżeli zaczniemy rozstrzygać takie spory metodą:
„my mamy decyzję, wy macie zabezpieczenie, a my mamy policję”
— to naprawdę warto zacząć się zastanawiać, dokąd zmierzamy.
Bo wtedy AWS przestaje być tylko konfliktem o stanowisko rektora.
Staje się symbolem dużo większego pytania: kto w Polsce będzie miał ostatnie słowo, kiedy władza wykonawcza, organy instytucji i Trybunał Konstytucyjny znajdą się po przeciwnych stronach?
I dlatego dziś warto zapamiętać cztery nazwiska:
Sopiński — odwołany rektor.
Żurek — minister, który odwołanie utrzymał.
Cudak — p.o. rektora, który wszedł do AWS w asyście policji.
Nowacki — nowy najstarszy członek Senatu, którego rola może okazać się kluczowa w dalszym sporze o to, kto powinien wykonywać obowiązki rektora.
A nad nimi wszystkimi wisi jedno pytanie:
AWS — zwykła walka o władzę nad uczelnią czy próba generalna przed bitwą o Trybunał Konstytucyjny?
Na dziś nie znamy odpowiedzi.
Ale jedno wiemy na pewno.
Tak właśnie wygląda moment, w którym spór o praworządność przestaje być akademicką dyskusją.
Bo kiedy pod drzwiami uczelni pojawia się policja, a trzy różne nazwiska konkurują o odpowiedź na pytanie „kto tu jest rektorem?”, to chyba naprawdę nadszedł czas, żeby ktoś wreszcie odpowiedział:
kto pilnuje prawa, kiedy wszyscy twierdzą, że właśnie oni go pilnują?
Zostaw komentarz