Nie wiedziałam, że można aż tak bardzo i tak mocno. Nigdy nie myślałam, że można tak.. każdego dnia.. po kawałeczku.. po trochu bez kogoś umierać…

Poznałam męża czterdzieści sześć lat temu. Proszę sobie wyobrazić, że od tamtej pory zawsze byliśmy razem. Wzięliśmy ślub. Potem urodził się starszy syn, potem młodszy- Maciej. Była praca, znajomi i …dobrze nam było ze sobą. Oczywiście, że były czasem kłótnie czy zwyczajne sprzeczki. To normalne, bez tego się nie da. Dwoje ludzi może widzieć inaczej, mieć inne pomysły, wizje, ale zawsze szybko godziliśmy się ze sobą. Zresztą ja nie lubię cichych dni i milczenia. Mówiliśmy sobie, co jest nie tak i wtedy próbowaliśmy to jakoś zmienić, naprawić i to się sprawdzało. Nie zdradzaliśmy się. Byłam wierna i nie myślałam o tym, że mogłabym z kimkolwiek spotykać się w tajemnicy. Mój mąż też. Jestem przekonana, że nigdy mnie w ten sposób nie skrzywdził. Ja zresztą nie miałam potrzeby mieć kogoś innego. Kochałam męża.

Najtrudniej było, gdy urodził się młodszy syn. Ten, co pani wie. Od początku wiedzieliśmy, że jest z nim coś nie tak. Starszy był zupełnie inny, no szybko zaczął mówić, chodzić, śmiać się. No i wyszło, że Maciek jest opóźniony intelektualnie, że trzeba się nim bardziej niż starszym zajmować i że ma padaczkę. To takie duże dziecko, wielki z niego chlop, a trzeba mu wszystko przyszykować, bo sam niczego nie zrobi. Nawet nie chce się sam ubrać. Zakłada ubrania na lewą stronę, ubrudzone i w ogóle na to nie zważa.
Nie wiem, co z nim będzie. Chodzi na te swoje warsztaty, gdzie cos tam maluje, rysuje, ale po powrocie do domu siedzi tylko w swoim pokoju. Nic nie chce robić, tylko telewizor go interesuje. Ciągle próbuję zachęcić go do czegoś, ale on nie chce, a przecież nie będę go wyciągać na siłę. To jest duży mężczyzna, trzydziesci sześć lat, młody, sto dwadzieścia kilo wagi, a ja nie dam rady się z nim przepychać. Wie pani, ja ciągle myślę o tym, co z nim będzie, jak mu pomóc, co zrobić z jego przyszłością. Nie mogę go nigdzie oddać, nie potrafię. Ciągle myślę, że wezmę się za to później. Naprawdę już się w tym wszystkim pogubiłam. On nie nadaje się do samodzielnego życia, musi mieć opiekę. Nie wiem, nie wiem, jak to będzie, bo nikt poza mną go weźmie. Życie z taką osobą jest niezmiernie trudne. Nawet nie mogę nigdzie wyjechać, gdziekolwiek, żeby chwilę odetchnąć. Dla mnie wyprawa do lekarza jest problemem, bo myślę, co z Maćkiem. Nie mogę go zostawić, bo kto się nim zajmie? Na podróż się nie nadaje, zresztą nie poradziłabym sobie sama.Tylko na działkę pod Warszawą udawało się wyskoczyć, ale to tak niewiele.
Ja tak czuje, że nie mogę nigdzie oddać syna. Co by inni powiedzieli? Że co to za matka? Tylko, że jestem coraz starsza i gdy myślę o przyszłości, to woadam w panikę. Zdaję sobie sprawę, że muszę się tym zająć, ale nie mogę się przemóc. Może potem, może wkrótce jakoś się za to zabiorę. Rozumie mnie pani, prawda?
To dobry dzieciak, ale czasem kogoś popchnie albo uderzy. Albo ostatnio się przewrócił na chodniku, a ja go przecież nie podniosę. To wielki chłop, gdzie ja do niego.
Najgorsze jest, co zrobić z tym szpitalem. Starszy syn pomoże, ale nie weźmie młodszego do siebie. On ma pracę, a poza tym jego dzieciaki są małe. Boi się, że Maciek zrobi im krzywdę. Wnuczki mają trzy i cztery lata, to maluchy. One potrzebują opieki, a synowa pracuje i też nie ma za dużo czasu. Ostatnio siostra męża powiedziała , że może trochę pomóc. Ona jest ode mnie mlodsza, ma sześćdziesiąt jeden lat, ale ona nadal pracuje.
Proszę powiedzieć, iść do tego szpitala? Mają wymienić mi biodro. Okropnie mnie boli, ledwo chodzę. Tylko co zrobić z synem? Po operacji musi być rehabilitacja i nic nie można robić, a on nie pomoże, to nim trzeba się zająć.
Och, gdyby mąż..
Wie pani, ja nie wiem, kiedy to zleciało. Zaraz będzie rok od śmierci męża. To stało się tak nagle, bez zapowiedzi. Upadł w łazience. Pogotowie szybko przyjechało, ale nic już nie mogli zrobić. Próbowali, ale wyszło jak wyszło. Może dobrze, że się nie męczył, prawda?
Zawsze byliśmy razem i nie mogę się przyzwyczaić, że go nie ma. Nie mogę. Nie umiem bez niego dalej żyć.
Wie pani…
Ja nie wiedziałam, że można tak bardzo tęsknić. Każdego dnia, bez przerwy. Czekam na niego, że może wróci, ale wiem, że to niemożliwe. Tęsknię okropnie..
Nie wiedziałam, że można tak bardzo cierpieć z tego powodu. Nie wiedziałam, że można tak bardzo kogoś kochać.