Nie jestem fanem filmu tureckiego ale czasami zdarza mi się, obejrzeć, jakieś interesujące dzieło tamtejszej kinematografii.
Film pt. „Wśród wyschniętych traw” zrealizowany przez Nuri. B. Ceylana laureata Złotej Palmy w Cannes w 2014 roku opowiada o rozterkach wiejskiego nauczyciela, który obowiązkowy staż pełniony na głębokiej anatolijskiej prowincji traktuje, jak zesłanie. Samet uczy dzieci plastyki, ale nie wierzy w sens swojej pracy. Nauczyciel wie, że żaden z jego podopiecznych nie zostanie artystą, że ich los jest z góry przesądzony. Po osiągnięciu pełnoletności dzieci będą kontynuować tradycyjne zajęcia przodków – sadzenie kartofli i pasanie baranów. Życie na prowincji jest nudne i przewidywalne. Wydaje się, że tamtejszym ludziom tak zwany postęp nie jest do niczego potrzebny, więc nauczyciel nie wysila się i nie spala w daremnym trudzie. Swoje obowiązki wypełnia rzetelnie, ale bez polotu. Oddaje się błahym rozrywkom, nawiązuje nieoczywiste relacje z piękną uczennicą i marzy o powrocie do stolicy. Wszystko to dzieje się w surowych i smutnych okolicznościach anatolijskiej przyrody. Zasypana śniegiem wioska leży u podnóża gór. Ich niewzruszony majestat podkreśla wyobcowanie i samotność nauczyciela.
Postawa Sameta zostaje skonfrontowana z działaniami młodej, okaleczonej w zamachu terrorystycznym nauczycielki, którą nasz bohater uwodzi. Nuray jest turecką wersją polskiej Siłaczki. Pracę na prowincji spełnia, jak misję. Wierzy w postęp, równość i socjalizm. Dla niej edukacja jest środkiem przyspieszającym zmiany społeczne i katalizatorem rewolucji.

W tym miejscu przerwę recenzję filmu, żebyśmy mogli, jak mawiają Francuzi – revenons a nos moutons. A te barany mają postać projektu wykonanego na zlecenie polskiego MENu przez Instytut Badań Edukacyjnych, który został opublikowany na stronach ministerialnych. Projekt nosi nazwę – Profil Absolwenta, i jak wyjaśniają jego twórcy, cyt: “ma służyć uczniom, żeby wiedzieli po co się uczą, rodzicom żeby wiedzieli czego mają oczekiwać od szkoły, nauczycielom, żeby wiedzieli jakie kompetencje powinni kształtować u uczniów i jakie wartości mają przyświecać ich pracy”.
Autorzy projektu podają, że cele edukacyjne sformułowali w oparciu o wartości obecne w kulturze polskiej i europejskiej. Ich źródeł poszukiwali w: Polskiej Konstytucji, Deklaracji Praw Człowieka, Konwencji Praw Dziecka.
Za kluczowe uznali: Prawdę, Dobro, Piękno, Szacunek, Sprawiedliwość, Odpowiedzialność.
Pojęcia zdefiniowane zostały w kategoriach zaczerpniętych z klasyków filozofii – Arystotelesa i Platona oraz filozofii amerykańskich pragmatystów.
Moje uznanie wzbudziło nawiązanie do klasyków, ale poważne zaniepokojenie wywołało całkowite pominięcie dorobku filozofii chrześcijańskiej, która historycznie kształtowała nasze myślenie i rozumienie wartości. Takie ignorowanie etycznej tradycji chrześcijaństwa, uważam za próbę tamowania albo zawracania źródeł polskiej kultury. Zawrócenia donikąd.
Projekt pt. Profil Absolwenta stanowi drogowskaz dla urzędników MEN-u w pracach przy reformie podstawy programowej nauczania. W tym kontekście jasne jest dlaczego ministerialne reformy, polegają głównie na rugowaniu treści nie pasujących do proponowanego profilu absolwenta. Z tego płyną pomysły likwidacji lektur opartych na wartościach chrześcijańskich, które w polskiej literaturze są ściśle związane z patriotyzmem. Stąd eliminacja z kanonu dzieł; Sienkiewicza, Mickiewicza, Krasickiego, że wymienię tylko nazwiska budzące najsilniejsze emocje. Stąd anatema nałożona na “Nie-Boską komedię” Krasińskiego.
Wzbudzające niepokój jest też czerpanie autorów PA z dorobku amerykańskich pragmatystów.
Pamiętam, że ich teorie były szczególnie hołubione na uczelniach pedagogicznych w czasach peerelu. Jako student pedagogiki musiałem studiować prace Deweya i Jamesa równie pilnie, jak dzieła Makarenki i Pawłowa.
Nic w tym nie było dziwnego, bo niektóre poglądy amerykańskich filozofów pasowały, jak ulał do celów dydaktycznych i wychowawczych lansowanych przez teoretyków socjalistycznej pedagogiki. Na przykład – według pragmatystów nie istniało coś takiego, jak prawda absolutna albo obiektywna. Prawdziwe było to, co użyteczne. Użyteczność była jedynym kryterium prawdziwości. Pragmatyści odrzucali także, jako niepraktyczne wszelkie religie i metafizyki.
Wiele mówiące jest, powoływanie się autorów PA na dorobek R. Rorty’ego – współczesnego amerykańskiego pragmatystę, piewce neoliberalizmu i krytyka tradycji lokalnych.
Rorty jest twórcą pojęcia – liberalnego ironisty, który zachowuje ironiczny dystans wobec świata, nie siląc się na poznanie jego istoty, będąc przekonany, że każdy sąd jej dotyczący jest uprawniony. Stąd już tylko krok do relatywizmu poznawczego i moralnego, a w konsekwencji do osławionego – róbta co chceta i bądźta kim chceta!
Więc przecieram oczy ze zdumienia i zastanawiam się, kiedy wśród autorytetów patronujących autorom PA, zobaczę nazwisko tuza peerelowskiej pedagogiki: B. Suchodolskiego

“Takim wesołym, a ogromnie przez to smutnym” akcentem kończę mój dygresyjny poemat pedagogiczny i przepraszam Znajomych za nadużywanie ich cierpliwości.
Zaś film tureckiego reżysera Nuri Bilge Ceylana pt. “Wśród wyschniętych traw” polecam wszystkim, nie tylko wyschniętym w pracy nauczycielom polskim.

Autor: Marek Szarek