Opowiem Wam krótką historię o tym, jak zostaliśmy beneficjentami… wyobraźni. Nie funduszy, nie środków, nie realnych pieniędzy, które można przelać na konta samorządów czy zainwestować w rozwój kraju. Nie. Zostaliśmy beneficjentami narracji, fikcji, propagandowego masturbowania się sukcesem, którego nie było. A zaczęło się – jakżeby inaczej – od grubych, opasłych nagłówków. Tłuściutkich jak karkówka na wiejskim grillu w Podlaskiem.

Onet: „Polska największym beneficjentem największego w historii budżetu Unii Europejskiej”.
Gazeta.pl: „Komisja Europejska zdecydowała ws. budżetu. Wielkie zaskoczenie. Media: Polska największym beneficjentem”.
TVN24: „Polska największym beneficjentem największego w historii budżetu Unii Europejskiej”.
Business Insider: „Minister ogłosił sukces. 'Polska największym beneficjentem największego budżetu UE'”.
Wyborcza: „Polska największym beneficjentem w nowym, rekordowym budżecie UE”.

Szlaban dla rozumu, zielone światło dla propagandy. Dziennikarska padlina zaczęła się żywić własnym ogonem. Cytowali siebie nawzajem jak kaznodzieje ogłaszający cudowne rozmnożenie euro w polskiej kasie. Jeden przez drugiego pierdolił o „sukcesie cywilizacyjnym”, „powrocie do Europy”, o „odbudowie pozycji Polski”. Gdyby nie realia, można by pomyśleć, że wylądowaliśmy w jakiejś norweskiej dolinie szczęśliwości.

I wiecie co? Kupiłem kobiałkę truskawek. Z tej radości. Pod parasolem. Bałem się, że te wszystkie miliardy, o których mówili, zaczną mi kapać na głowę razem z sokiem z nieba. Bo przecież „Polska największym beneficjentem”, tak? To nie ja – to oni powiedzieli!

W tym festiwalu propagandowego onanizmu wystąpili oczywiście ci sami aktorzy, którzy jeszcze niedawno krzyczeli „*** ***”, bo taki był trend na campusem posmarowanej młodzieżówce. Szłapka, Szczerba – oni nie mogą się powstrzymać. Szłapka, cały na biało, unosił dziś ręce nie do antyPiS-owego hasła, ale do niebios UE, jakby to sam Spinelli osobiście podarował Polsce nowy Plan Marshalla. Tylko tym razem bez Amerykanów i bez pieniędzy.

A Szczerba? Nasz miejski demiurg, który już mentalnie widzi się w fotelu prezydenta Warszawy, bo ktoś mu powiedział, że jak Trzaskowski poleci do Pałacu, to on będzie następny. W nagraniu, które wrzucił do sieci, mówił z takim przekonaniem, jakbyśmy już żyli w kraju mlekiem i miodem płynącym. Zero mrugnięcia. Zero cienia wstydu. Zero refleksji. Jakby naprawdę wierzył w to, co mówi.

I nagle… PSTRYK.
Onet – ten sam, który godzinę wcześniej pisał o złotym deszczu z Brukseli – lakonicznie informuje: „Niemcy odrzucają projekt budżetu UE. Nie do wytłumaczenia.”

No właśnie. Nie do wytłumaczenia. Ale przecież wcale nie chodziło o tłumaczenie. Nie chodziło o rzetelność, o analizę, o prawdę. Chodziło o to, żeby naród połknął haczyk. Żeby łudził się, że coś zyskał. Że będzie lepiej. Że Donald „Złoty Deszcz” Tusk przyniósł z Brukseli worek pieniędzy, a nie kolejne kajdany, które Niemcy założą Polsce przy najbliższym politycznym szantażu.

To nie był kabaret. To nie była scena z „Ucha Prezesa” czy „Kabaretu Moralnego Niepokoju”. To jest nasza rzeczywistość. Nasza, szara, zakłamana, ubabrana w europejski lukier codzienność, którą przykrywają czerwono-złote koce propagandy.

I teraz pytanie – nie retoryczne. Pytanie brutalne:
Ile jeszcze razy dadzą tym jebaćpisom w pysk, zanim zorientują się, że to nie deszcz, tylko ślinotok medialno-politycznego przekrętu? Ile razy jeszcze uwierzą w bajkę o sukcesie, który znika szybciej niż ministerialne obietnice?

Bo widzicie, to nie chodzi tylko o to, że pieniędzy nie ma. Chodzi o to, że sprzedają nam fałszywą rzeczywistość – sprzedają ją nam za nasze własne pieniądze, opakowaną w logotypy UE, podlaną sosem z Wyborczej i podsmażoną na patelni TVN-u.

I nawet jeśli obudzimy się jutro w tej samej Polsce – z tą samą dziurą budżetową, z tym samym uśmiechniętym bankrutem Morawieckim i tym samym Tuskowym pinokiem – to jedno pozostanie niezmienne:

Nie jesteśmy beneficjentem budżetu.
Jesteśmy ofiarą własnej naiwności.
A największym beneficjentem jest ten, kto kłamie lepiej i głośniej.

Rafał Szrama 🇵🇱