Liza nie żyje, bo nie krzyczała.
Bo w 21 wieku ludzie nadal są przekonani, że w trakcie gwałtu, ofiara wyrywa się i krzyczy.

Przekonani są o tym również ci w togach i z łańcuchami na szyi, wydając kuriozalne wyroki.

Wszyscy wszystko wiedzą na temat psychiki i jej leczenia, a nie ogarniają podstawowych reakcji w momencie zagrożenia zdrowia i życia.
Tzn. ogarniają dwie – ucieczka albo walka a nie przyswajają reakcji trzeciej, jaką jest odrętwienie/zastyganie.

Kiedy spotka Was traumatyczne doświadczenie, nie wybierzecie sobie rodzaju reakcji. Nie zdecydujecie świadomie czy będziecie uciekać, krzyczeć, walczyć czy odłączycie sobie zasilanie.
Wasz mózg zdecyduje o tym za Was i nie będzie się pytał o Wasze zdanie.

W takich sytuacjach zawęża się świadomość, odbieranie bodźców i zaburza zapamiętywanie.

Często dochodzi do dysocjacji. W prostym tłumaczeniu oznacza to rozdzielenie.

W przypadku psychiki to jest „częściowa lub całkowita utrata prawidłowej integracji między wspomnieniami przeszłości, poczuciem własnej tożsamości, bezpośrednimi wrażeniami i kontrolą dowolnych ruchów ciała”.
Ta reakcja odpowiada też za poczucie winy w przypadku doświadczenia tego rodzaju przemocy. Za przekonanie o niewystarczającym bronieniu się.

Oczekiwanie od siebie albo od kogoś, że w traumatycznej sytuacji zareaguje „jakoś”, jest tak samo mądre, jak oczekiwanie, że ktoś potrzyma w ręku rozżarzony węgiel jak mu go podamy.

Świadkowie zeznali, że nie zareagowali bo nie krzyczała.
Uznali, że to jakaś para, którą poniosło.

Mam wrażenie, że ludzie masowo doświadczają innego psychologicznego procesu.
Desensytyzacji.

Źródło: Projekt Prozak