Oto zapoznana historia kapitana ZWZ, chemiczki, o której nikt nie nakręcił ‘hollywoodzkiego’ filmu.

Czytając o Janinie Adamczyk myślałam o Joy Mangano. Podobnie kreatywne, pomysłowe i pracowite. Tyle, że pierwszej przypadł w udziale polski los, a druga jest przykładem amerykańskiego sukcesu.

Joy też nie miała łatwo. Z trójką dzieci, bez pieniędzy, musiała walczyć o swoje. Wymyśliła mop, czyli ścierkę do podłogi, której nie trzeba wykręcać. A także pluszowe wieszaki z których ubrania się nie zsuwają. Sama takich używam; zresztą mopa też. Pierwsze mopy sprzedawała chodząc od domu do domu. Dzisiaj firma, którą stworzyła zarabia miliony dolarów. American dream wiecznie żywy.

Jednak ważne jest uzupełnienie: 10 lat temu powstał film „Joy” z Jennifer Lawrence, Robertem De Niro i Bradley’em Cooperem. Oskarowym gwiazdom korona nie spadła, gdy opowiadali o wynalazczyni mopa. Obraz odniósł sukces w Stanach i świecie. Amerykanie promują amerykańską przedsiębiorczość w skuteczniejszy sposób, niż wykupywanie finansowanych z budżetu państwa reklam. Nie chodzi tylko o promocję ‘na zewnątrz’, ale o oddziaływanie motywujące kierowane wprost do ludzi poprzez pokazanie jak bystra kobieta drobnymi przecież wynalazkami ułatwiła życie sobie i innym. To hołd dla polotu i energii z przesłaniem [miedzy wierszami]: skoro Joy się udało, to mnie też może się udać.

O Janinie Adamczyk niemal nikt nie słyszał. Naszych filmowców takie osoby nie interesują. Urodziła się w roku 1911 w Krakowie i tu mieszkała. Z czteroletnią tylko przerwą na obóz koncentracyjny w Ravensbrück. Już jesienią 1939 roku wstąpiła do Związku walki Zbrojnej. Piękna i wykształcona – tuż przed wojną ukończyła Wydział Chemii na Uniwersytecie Jagiellońskim – znała niemiecki i francuski. Trudno wyobrazić sobie kogoś lepszego by być kurierem Komendy Głównej. Niemcy ją aresztowali półtora roku potem: na Montelupich nie patyczkowano się z członkami polskiego ruchu oporu. Jerzy Adamczyk, opowiadał że matkę torturowano. Potem był Ravensbrück i koszmarne eksperymenty. Ale przeżyła.

Wróciła do Krakowa i w laboratorium galenowym Krakowskiego Zarządu Aptek znalazła pracę. Poniżej jej kwalifikacji i talentu, ale przynajmniej Urząd Bezpieczeństwa się nie czepiał. Wróciła do zawodu dopiero w latach 60. W Zjednoczonych Zakładach Chemii Gospodarczej Inco, rozwinęła skrzydła.

► Pierwszy polski płyn do mycia naczyń – „Ludwik”. Syn opowiada, jak w domu eksperymentowała mieszanki oleju kokosowego z olejkiem miętowym.

► Pasty do podłóg w płynie i emulsje połyskowe – to ona. Przedtem sprzedawano pasty utwardzone, które trzeba było podgrzewać w gorącej wodzie by pozwoliły się rozsmarować.

► Pasty do skór wszelakich: do butów i torebek. Też ona. Do receptury dodała lanolinę i opracowała barwniki, które koloryzowały skórę lecz nie zostawiały śladów na ubraniach.

► Aż 6 lat pracowała nad metodą pozwalającą zamknąć kleje biurowe w tubkach. Drobiazg? Owszem, ale jakże ułatwiający życie. Wcześniej kleje w słoikach zasychały i przestawały się do czegokolwiek nadawać, a posługujące się nimi dzieci trzeba było obserwować, bo słoik z zaschniętym klejem łatwo się rozbijał.

► Podobno jej największym osiągnięciem było wynalezienie tarczy do szlifowania i cięcia metali na szlifierkach wysokoobrotowych.

Ani jednego patentu. Pracowała w zakładzie i wszystkim wydawało się naturalne, że rezultat jej pracy należy do firmy. Dostawała premie i to musiało wystarczyć. Nie protestowała, nie podejmowała żadnych starań, żeby sytuację odwrócić na swoją korzyść. Pewnie przez skromność a może też z poczucia, że w PRL patenty są bez znaczenia.

Mając 63 lata przeszła na emeryturę. Doczekała się wnuków i prawnuków. Zmarła mając 102 lata w DPS, gdzie niemal codziennie odwiedzał ją syn. Pracują tam jeszcze osoby, które ją pamiętają. Przeszłość tkwiła w niej, bo nawiedzały ją lęki, a wtedy długo płakała. A gdy ktoś pytał o jakiś problem z chemii, godzinami pisała wzory.

Taka jest zapoznana historia kapitana ZWZ, chemiczki Janiny Adamczyk, o której nikt nie nakręcił ‘hollywoodzkiego’ filmu.

Fot. Janina Adamczyk (po prawej) z przyjaciółką.

Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.