Kiedy Donald Tusk ostrzegał z mównicy sejmowej przed pełzającą nienawiścią i groźbą segregacji opartej na pochodzeniu, wielu komentatorów pukało się w czoło, zarzucając szefowi rządu polityczną histerię.

Dziś jednak, w świetle najnowszych wydarzeń na miesięcznicy smoleńskiej, te słowa przestają brzmieć jak element sejmowego spektaklu, a zaczynają jawić się jako ponure proroctwo. Jarosław Kaczyński, epatując nienawiścią i szukając wewnętrznych wrogów, oficjalnie wezwał do powołania „gwardii obywatelskiej”, która miałaby weryfikować lojalność policji i „rozliczać” niepokornych. Jak słusznie zauważa w swojej ostrej analizie płk Piotr Wroński, były oficer wywiadu, te zapowiedzi w przerażający sposób rymują się z zapiskami z pamiętników Josepha Goebbelsa z 1933 roku, gdy rodzący się reżim nazistowski rozpoczynał weryfikację służb państwowych w oparciu o partyjne bojówki SA.

To nie są już tylko publicystyczne złośliwości. Gdy połączymy wezwania prezesa PiS do tworzenia własnych formacji paramilitarnych z niedawnymi, skandalicznymi próbami badania pochodzenia i narodowości urzędników państwowych, otrzymujemy logiczną, choć mrożącą krew w żyłach całość. Historia uczy, że z brunatnych bojówek w latach 30. początkowo również się śmiano. W 1933 roku, gdy Adolf Hitler przejmował władzę w Republice Weimarskiej, ten śmiech zaczął zamierać, a w listopadzie 1938 roku, podczas Nocy Kryształowej, zniknął bezpowrotnie.

Czy Prawo i Sprawiedliwość, ustami swoich liderów i radykalnych aktywistów, wchodzi dziś w buty tamtych potwornych tradycji? Granica między ochroną tożsamości narodowej a jawną ksenofobią i segregacją rasową, o której mówił premier, została drastycznie przekroczona. Jeśli lojalność wobec ojczyzny i prawo do funkcjonowania w przestrzeni publicznej zaczyna być warunkowane strukturą drzewa genealogicznego, to nie mamy już do czynienia z konserwatyzmem, ale z pełzającym totalitaryzmem.

Płk Wroński stawia sprawę jasno: stoimy w obliczu upadku naszej własnej „republiki weimarskiej”, a bierność i ignorowanie tych sygnałów mogą doprowadzić do narodzin dyktatury o arcypolskim imieniu i nazwisku. Narzędzia nienawiści, które dziś PiS testuje na mniejszościach i politycznych oponentach, jutro mogą uderzyć w każdego z nas.

Czy jako społeczeństwo obudzimy się z tego letargu, zanim brunatna fala ostatecznie zaleje fundamenty polskiej demokracji?
https://www.youtube.com/watch?v=5K8knMZtr8I&t=954s