W minionym 2023 roku wiele obiecywano sobie zarówno w Ukrainie jak i we wspierających ją państwach po ofensywie ukraińskiej armii. Rezultaty okazały się więcej niż skromne i teraz inicjatywę przejęła Rosja. Niemal na całej długości frontu atakuje a Ukraina broni się zadając silne ciosy,sama jednak tracąc sprzęt a przede wszystkim ludzi.
Wszyscy zadają sobie pytanie co dalej? Odpowiedź na te pytanie nie jest łatwa. Może przybliży ją przedstawienie niektórych nowych faktów i zjawisk które daje się dostrzec w sytuacji wewnętrznej obu walczących stron.
Ukraina jak wiadomo jest po prawie dwóch latach walki państwem,które bez pomocy sojuszników i woli wytrwania narodu ukraińskiego dawno by upadło. Pomimo przeszkód pomoc ta wciąż płynie choć mniejszym strumieniem i pozwala powstrzymywać agresję rosyjską. Ukraina prawdopodobnie dalej będzie dostawać pomoc z Europy zach. Gorzej że USA gdzie republikanie w imię walki z Bidenem w roku wyborczym mogą pozbawić Ukrainę tych 61 mld dolarów.
Ukraińcy spodziewając się tego podjęli produkcję różnych typów uzbrojenia [stosunkowo tanich] szczególnie dronów i niektórych typów broni przeciwlotniczej. Mimo wojny toczy się dyskusja w kraju o jego przyszłości. Nikt nie zakłada kapitulacji mimo że wielka część rodzin poniosła bolesne straty w działaniach wojennych. Jedynie pojawiają się nieliczne głosy o zamrożeniu konfliktu wszak Ukraina pozostaje dalej krajem demokratycznym.
Na tym tle Rosja wydaje się mieć przewagę:żadnej dyskusji, przemysł zbrojeniowy pracuje na 2 a nawet 3 zmiany, płyną wciąż pieniądze za bogactwa naturalne. Sankcje działają na pierwszy rzut oka w małym stopniu. Niewielką część społeczeństwa w przeciwieństwie do Ukraińców dotknęły bezpośrednio straty na wojnie. I tak na froncie i na jego zapleczu znajduje się ok. 0,5 mln ludzi. Oblicza się że wyeliminowano z walki ok 250 tys. Razem z rodzinami żołnierzy jest to ok 3-3,5 mln ludzi. Czyli procent ludności, który bezpośrednio zetknął się z wojną wynosi 2,5-3 %. Wydawałoby się, że w tej sytuacji los Ukrainy jest przesądzony. Na tej jednak optymistycznym obrazku i widać też rysy.
Mimo że armia rosyjska atakuje postępy są niewielkie.Według ostatnich danych stan zdobyczy terytorialnych zwiększył się za miniony rok z 18,26% całej powierzchni Ukrainy do 18,27. Spowodowane to jest min. charakterem współczesnego pola wojny,który daje przewagę obrony nad atakiem. Przełamanie ukraińskiej obrony wiązałoby się z zaangażowaniem dużej ilości sprzętu i siły żywej. To pierwsze będzie trudne jako że przemysł zbrojeniowy pracuje na maksimum. Dało to zwiększenie rosyjskiego PKB w minionym rok o 3,5 % czym chwalił się Putin w wielu wystąpieniach.
Dalsze zwiększenie produkcji możliwe byłoby w wyniku powstania nowych zakładów co w krótkim czasie jest absolutnie niemożliwe. Wiadomo że wiele z tego zwiększonego PKB płonie na polach Ukrainy dlatego też Rosja posiłkuje się zakupami broni z Iranu i Korei Płn. Gospodarka jako całość odczuwa z wiadomych powodów brak siły roboczej czego nie rekompensuje napływ pracowników z zewnątrz. Aby zdobyć czy utrzymać pracownika trzeba zwiększać pensję co podnosi koszty produkcji.
Jeśli chodzi o siłę żywą to też są problemy z naborem mimo olbrzymich pensji dla żołnierzy kontraktowych. Napływają oni na front ale nie w takiej ilości aby dokonać przełomu. O problemach w tym zakresie świadczą wprowadzane gorączkowo zmiany w ustawodawstwie mający zapewnić większy pobór rekruta. Uproszczono nadawanie obywatelstwa rosyjskiego dla mężczyzn a także ich rodzin. Wprawdzie w poszukiwaniu rekruta przetrzebiono już kolonie karne, ale tym którzy tam jeszcze zostali „umila się życie” aby ich wykurzyć na front. Różnymi sposobami zaciąga się na front obcokrajowców,ostatnio w ukraińskiej niewoli znaleźli się np. Nepalczycy.
Oczywiście można ogłosić drugą mobilizację, ale Putin wie że jest ona niepopularna i do wyborów 17 marca na pewno jej nie będzie. W ogóle to wojna według różnych badań i sygnałów staje się mniej popularna w społeczeństwie rosyjskim. Oczywiście dalej jest grupa Rosjan którzy chcą dojść do polskiej granicy,ale ich liczba się zmniejsza a rośnie Ilość Rosjan chcących zakończenia konfliktu.
I nie dlatego, że giną ludzie już nie mówiąc o Ukraińcach ale i o własnych rodakach, że śmiercią których jak wy wspomniałem niewielu jeszcze się zetknęło.
Przyczyna tkwi w pogarszającej się sytuacji materialnej co spowodowane jest głównie wzrostem cen. Co prawda nie jest jeszcze tak tragicznie jak u schyłku ZSRR, ale większość ludzi boi się, że będzie znacznie gorzej i obawy te wiąże z toczącą się wojną.
Gdyby to tylko zależało od ludzi wojna by się skończyła,ale jak wiadomo zależy to od woli jednego człowieka. A on chce walczyć bo w tym widzi swoją misję jako zbieracza ziem ruskich i tego,który odrodzi mocarstwo rosyjskie.
Ostatnio pierwszy raz się w tym duchu „wygadał”mówiąc że oni czyli Zachód myśli że skłoni nas do rezygnacji ze zdobyczy. Jednocześnie zagroził że Ukraina może całkowicie stracić państwowość czy suwerenność co też było jego celem agresji 24 lutego. Te wypowiedzi można też traktować jako ofertę do ewentualnych rozmów o zamrożeniu konfliktu.
Pragnę wrócić do pytania zadanego na wstępie w świetle tego co przedstawiłem wyżej.Nie oczekiwałbym jakiegoś przełomu w tym roku o ile nie nastąpią jakieś niespodziewane wydarzenia. Znając jednak historię Rosji wykluczyć tego nie sposób. Pierwsze przykłady z brzegu: utrzymanie się przy władzy bolszewików, czy upadek Związku Sowieckiego. Ani jednego ani drugiego nie przewidywali znawcy Rosji.
Zostaw komentarz