Od miesięcy dostaję od Was masę wściekłych wiadomości: spóźnione faktury (odsetki do zapłacenia), wezwania na komisje lekarskie po terminie, pisma sądowe, które przychodzą za późno. Ludzie tracą pieniądze, nerwy i ważne terminy – a wszystko przez chaos na poczcie. Główne przyczyny? Z tego co rozeznałem, to nie tylko trudny teren (nowe osiedla, brak numerów na domach), ale zła organizacja. Czyli, w uproszczeniu…
1. Brak ludzi – chroniczny problem
Rejony za duże (np. Węgrzce Wielkie ~1400 domów). Gdy ktoś choruje, idzie na urlop lub L4 – reszta musi ogarniać jego teren za darmo. Zwykle kilku listonoszy jeździ po obcych rejonach, zamiast robić swoje. Przed świętami 2025 część załogi zniknęła – stąd lawina zaległości. Upomnienia za podatek czy śmieci przychodzą masowo i trudno je ogarnąć terminowo.
2. Niskie wynagrodzenia i duża rotacja
Zanim nowy listonosz nauczy się rejonu (numery domów, ulice, skróty), to już się zraża do pracy i odchodzi. Niskie płace (najniższa krajowa plus premia warunkowa) + ciągłe obciążenie dodatkowymi rejonami sprawiają, że ludzie nie wytrzymują długo. Nawet osoby, które lubią tę pracę, odpuszczają.
3. Presja na sprzedaż zamiast na doręczanie – największy absurd
Listonosze mają plany sprzedażowe: muszą sprzedawać rzeczy dodatkowe (bateryjki, breloczki, długopisy, czasopisma, usługi finansowe itp.) – budżet np. 500–600 zł na rejon. Bez realizacji tracą premię albo dostają ją mocno obciętą. Czaem akcje sprzedażowe kończą się tym, że sami kupują te gadżety za własne pieniądze (np. bateryjki za 20 zł). Ludzie w pośpiechu nie mają nawet czasu zapytać o sprzedaż – a listonosz zamiast skupić się na zaległej poczcie, musi „polować” na klienta przy furtce. A bez sprzedaży, niepewne jest przedłużenie umowy. To priorytet na handel obwoźny zamiast na jakość usług pocztowych.
4. Toksyczna atmosfera
Kary finansowe dla pracownika za drobiazgi (nieczytelny podpis, rzekome niedoręczenie, faworyzowanie wybranych (jedni wolne na lekarza dostają, inni nie), „dywaniki” kończące się płaczem, opóźniane bony, odebrane premie. Czasem Ludzie chodzą w weekendy na własną rękę, bo szkoda im mieszkańców, ale system ich niszczy – masowe odejścia i L4 to norma.
Burmistrz ani radni nie mają wpływu na działanie Poczty Polskiej, ale nie możemy dalej tolerować chaosu w dostarczaniu nam najważniejszych informacji. Możemy tylko zwracać uwagę i apelować o usprawnienie tej działalności na terenie gminy. Pamiętajmy, że mieszkamy przy Krakowie, gdzie są najwyższe zarobki i najniższe bezrobocie w Polsce. Być może model zarządzania, który sprawdza się w wielu miejscach Polski, w specyfice naszej gminy po prostu się nie sprawdza, bo ewidentnie coś w rejonie Wieliczki jest nie tak.
Na obrazku list, który dotarł do mieszkańca Węgrzc Wielkich kilka dni temu… czyli po 2 miesiącach.
W komentarzach możecie opisać swoje doświadczenia.
Mam nadzieję, że nagłośnienie tematu coś poprawi. Jak macie kontakty w mediach, to dajcie im znać, może podłapią temat.
Tyle ode mnie.
Pan Bartek
Bartłomiej Krzych
Wasz Najlepszy Radny
Stowarzyszenie Otwarta Wieliczka
Zostaw komentarz