Polska wg Tuska i jego akolitów swoje bezpieczeństwo powinna opierać o Zjednoczoną Europę.
Pod nieco zabawnym tytułem portal businessinsider.pl opublikował nieustępliwe stanowisko UE:
Europa nie zamierza ulegać presji ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa, który w sobotę zagroził nałożeniem ceł na osiem państw europejskich w związku z ich wsparciem dla Danii i Grenlandii. Duńska premierka Mette Frederiksen podkreśliła w niedzielnym oświadczeniu, że kwestia Grenlandii wykracza poza sprawy wewnętrzne Danii, stając się tematem o znaczeniu międzynarodowym.
— „Tym ważniejsze jest, abyśmy stali na straży fundamentalnych wartości, które stworzyły wspólnotę europejską. Chcemy współpracować i to nie my szukamy konfliktu” — napisała Frederiksen w komunikacie skierowanym do mediów.
Jak już wcześniej doniosły inne media Grenlandia dosłownie zaroiła się od mających jej bronić przed amerykańskim imperializmem wojsk europejskich. Do olbrzymiej armii duńskiej stacjonującej już na tej największej wyspie świata (aż 150 żołnierzy!) dołączyli żołnierze:
– francuscy – 15 osób
– niemieccy – tyle samo
– holenderscy – 2 osoby
– belgijscy – 1 (słownie: jeden!)
I jeszcze bodaj ze trzech.
Fajna taka solidarność europejska, prawda?
Ale Trump ogłosił, że kraje, które tak aktywnie włączyły się w obronę Grenlandii (nawiasem mówiąc spełniającej definicję zamorskiej kolonii niewielkiego europejskiego kraiku – europejska część Danii wraz z Bornholem jest ciut mniejsze niż województwo mazowieckie wraz z opolskim) zostaną obłożone dodatkowymi cłami.
Efekt Trumpa był natychmiastowy.
„Kontyngent” niemiecki od razu opuścił Grenlandię… na pokładzie rejsowego samolotu. Na dodatek po drodze żołnierze musieli się dwa razy przesiadać!
Przypomnieć należy, że na swoją „misję” dzielni wojacy Bundeswehry udali się na pokładzie samolotu… wyczarterowanego w Polsce. Wielka i bohaterska Bundeswehra nie dysponowała odpowiednim sprzętem.
Zabawne, że przedstawiane w Polsce przez me(r)dia działanie jako mające pokazać solidarność europejską przeciw USA tak naprawdę miało być czymś innym.
— Obecnie prowadzimy oceny na miejscu, aby móc przedstawić USA solidną koncepcję ochrony tego strategicznie ważnego regionu na północy — przekazało „Bildowi” źródło zaznajomione ze sprawą.
Jak wiemy Grenlandia w tej chwili jest praktycznie niebroniona; duński „kontyngent” w liczbie 150 żołnierzy wyposażony jest przede wszystkim w psie zaprzęgi!
Tymczasem opanowanie Grenlandii to prosta droga do ataku rakietowego na USA.
Niemiecka ucieczka pokazuje jednak niezbicie prawdziwą twarz naszego zachodniego „sojusznika”, który to wedle odklejonych zupełnie słów tuskowego generała ma bronić wschodniej flanki NATO.
Łatwo wyobrazić sobie sytuację, gdy Putin już po rozprawieniu się z Ukrainą zażąda odwiecznych ruskich ziem – czyli zgodnie z doktryną obronną Tuska po Wisłę.
Niemcy może i nawet wyślą jakiś kontyngent i to nawet dwukrotnie większy niż grenlandzki na naszą wschodnią granicę, ale kiedy sprzymierzone z Rosją Chiny zagrożą wstrzymaniem dostaw części dla przemysłu motoryzacyjnego bez których bram zakładów nie opuści żadna beema, merc czy inna audica wtedy należy spodziewać się równie szybkiej rejterady.
Wreszcie trzeba zrozumieć – nasze bezpieczeństwo jest zależne tylko od nas i USA.
W razie czego Europa co najwyżej zacznie bazgrać kredkami na chodnikach w pobliżu ruskich ambasad.
A i to tylko przez pierwsze dwa tygodnie.
Bo kiedy tylko z Rosji popłynie tani gaz znowu będą oburzać się na Trumpa.
19.01 2026
fot. facebook
Zostaw komentarz