Tak, a z pewnością odbywa się on w każdym razie za zezwoleniem i wsparciem Putina. Nie przypadkiem białoruscy pogranicznicy, z szefem Komitetu Pogranicznego wizytowali Moskwę jakiś czas temu….

Spójrzmy co ma miejsce:

1) Destabilizacja rynku energii w Europie poprzez działania Gazpromu

2) Naciski na jak najszybszą certyfikację (i rozpoczęcie użycia) North Stream II. Czyli w efekcie pokazywanie z pozycji siły, że Rosja ma być uznana za zasadniczego gracza na europejskim rynku energii

3) Kolejne widowiskowe ruchy wojsk wokół Ukrainy

4) Wpustka poprzez rosyjską „Niezawisimą Gazetę” (straszenie), że na Białorusi może zostać rozlokowana taktyczna broń jądrowa i że doktryna wojenna może przewidywać jej użycie

5) Szantaż energetyczny Mołdawii (w formule klasycznej) – Mołdawia poszła na kompromis.

6) Niekończące się ataki dezinformacyjne w cyberprzestrzeni – to już wojna i stan permanentny

7) No i na koniec kryzys migracyjny na granicach zewnętrznych Unii Europejskiej. Kryzys będący jednocześnie groźbą otwarcia nowego szlaku migracyjnego, na skalę porównywalną z bałkańskim z 2015 r. (a mamy dziś jeszcze Talibów w Afganistanie i perspektywę masowej migracji z tego kraju).

Nigdy nie uwierzę, że ten ostatni element w powyższej wyliczance wymyślił sobie ze środy na piątek sam Łukaszenka, ot tak, bo… No właśnie nie wiadomo bo co… Po co mu to potrzebne? Dorobi się na tym tylko jakichś kolejnych sankcji.

A dla Putina to wszystko bardzo wygodne, bo to dalszy nacisk na Zachód, w dodatku zza pleców Łukaszenki. A poza tym sytuacja, w której zawsze można się pokazać jako pomoc w rozwiązaniu problemów i rozjemca. Oczywiście za jakąś cenę…

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich