–27–odcinek z podróży.
Ponoć prorok Mahomet, widząc zielony Damaszek, odmówił wejścia do niego, ponieważ człowiek powinien wejść do raju tylko raz.
Arabska nazwa miasta wywodzi się od słowa Dimashka, jest to jeszcze przedsemicka etymologia. Miasto jest nadal znane pod popularnym przydomkiem al-Fayḥa, „Pachnący”, co zawdzięcza świeżości i bujności okolicznych sadów i ogrodów.
Wchodzimy w obszar starego miasta wpisanego na Listę UNESCO w 1979 r. .Większość przestrzeni wypełnia tu zapach – Bazar – Suk al-Hamidijja. Zapachy zmieniają się co przecznica, zależy czym handlują. Oczywiście najlepsze te orientalne; przyprawy, albo słodycze. Gdzie indziej smażone potrawy, a to znowu wyroby skórzane, albo sterty mosiężnych garnków. Z licznych kawiarni zapach kawy, a z innych knajpek zapachy tabaki z fajek wodnych.
Ogólnie można dostać oczopląsu od żywego kolorowego, mieszającego się tłumu. Gwar i okrzyki powoli stają się tłem tego harmideru.
Wiele uliczek jest bardzo wąskich i potrafią nagle kończyć się na ścianie i wówczas należy skręcić w bramę, by wyjść na innej uliczce. Jest ich tak wiele, że łatwo traci się orientację. Często nie widać nawet nieba, Tam, gdzie jest szerzej ryją się skutery, a nawet samochody. Co ciekawe jest tu całkiem czysto i nie śmierdzi odpadami.
To chyba połowa zdjęć z bazaru, reszta innym razem.




Zostaw komentarz