Kktoś podmienił, ukradł, a może sama na skutek ocieplenia klimatu uległa erozji? – Figura Chrystusa Frasobliwego wykonanego przeze mnie z ceramiki, którą się dotąd tak pyszniłem w Polance Wielkiej.
Targa mną klasyczna ambiwalencja, bo z jednej strony, jak ktoś połakomił się na figurę i sprytnie zamienił rzeźbę na… gipsową sadząc z wyglądu figurkę, to tym samym dał dowód, że temu ktosiowi Chrystus tak się podobał, jak nie przymierzając obraz Madonny Kodeńskiej, ukradziony w Rzymie przez Mikołaja Sapiechę, który zapałał afektem do wizerunku Matki Boskiej, przeświadczony, że został za jego pośrednictwem wyleczony z nieuleczalnej i groźnej choroby. To dobrze.
Z drugiej zaś strony, może Ta figura drażniła poczucie estetyki, jakiejś wpływowej osoby np. nowego proboszcza i kazał Chrystusa zwalić z cokołu…? To źle.
Owa figura znalazła się w Polance Wielkiej w wyniku też niezwykłych okoliczności, implikacji. Zaczynając od tego, że kiedy byłem wójtem, to nie zważając na czynny opór gminnego inspektora oświatowego, którego zaraz po tym, jak skończył się okres ochronny dla gminnej nomenklatury… z roboty wywaliłem — powierzałem właściwe w kompetencji gminnego samorządu, prowadzenie przedszkola Siostrom Zgromadzenia Maryi w Branicach, przekazując na to zadanie stosowne środki.
Po paru latach spotkałem siostrę przełożoną zakonu, która zachowała mnie we wdzięcznej pamięci i wiedząc, że często przejeżdżam w swoich podróżach biznesowych, koło jej placówki — zaprosiła na zupę w Ośrodku Rekolekcyjnym, którym kierowała w Polance Górnej. Z tego zaproszenia korzystałem parę razy, odwdzięczając się siostrze jakąś figurką. Ta relacja wzbudziła zainteresowanie proboszcza Polanki Wielkiej ks. Tadeusza Porzyckiego, który zaproponował mi wykonanie figury Chrystusa Frasobliwego, większego formatu, który miałby być umieszczony, jako votum dziękczynne sąsiadów za to, że z pobliskiego im domu został wyświęcony ksiądz — na pochodzącej z XVIII w. kolumnie, pozbawionej przez zawirowania wojenne figury. Sąsiedzi dysponowali dosyć skromnym budżetem składkowym, ale to mnie nie zniechęciło. Figurę Frasobliwego wykonałem w formacie, który nie mieścił się do mojego w pracowni pieca, także musiałem go za opłatą pół litra czystej wódki, wypalić w miejscowej cegielni. Za otrzymane honorarium mogłem kupić 4 butelki wiśniaku luksusowego, sprzedawanych w plecionkach z rafii.
Jakieś 10 lat później, jadąc z Wadowic do Oświęcimia, zboczyłem z trasy, żeby odwiedzić moje dzieło. Chrystus został pieczołowicie obudowany i w sumie miewał się nieźle. Jak zacząłem kręcić się wokół teraz już kapliczki, z pobliskiego domu wyszedł zaniepokojony starszy gość, który poinformował mnie, że figurę wykonał artysta ze Śląska. Zrobiłem wtedy tylko jedno zdjęcie w dodatku bardzo kiepskie, czego dzisiaj bardzo żałuję. A tak przy okazji dodam, że ks. Tadeusz Porzycki okazał się być kolegą mojej siostry z wadowickiego liceum. Sama zaś kolumna z nie moim Chrystusem, przy okazji poszerzania za pieniądze Unii Europejskiej drogi, została przeniesiona na tamtejszy cmentarz. Może właśnie wtedy Chrystusa podgrandzono? Może nawet trafił do Brukseli, jako trofeum, ilustrujące skuteczność programów UE w walce z sakralizacją przestrzeni publicznej?
„Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie
I zmienił go w straszną, okropną pustelnię…
Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem
I kwiaty kwitnące przysypał popiołem”,
L. Staff.






Zostaw komentarz