Gdy PiS przegrał wybory do Parlamentu Europejskiego pierwszy raz od 2015 roku, co prawda nieznacznie, bo 0,9 proc. natychmiast pojawiły się komentarze,  które są próbą zdiagnozowania przyczyny porażki.

Redaktor naczelny Telewizji Republika Tomasz Sakiewicz upatruje jej w źle prowadzonej kampanii wyborczej, błędach personalnych na jej listach oraz haśle wyborczym PiS podczas tej kampanii: „Jesteśmy na tak”. Uważa za duży błąd, że „nie poprosił własnych wyborców o głos”.

Przyznaje, że w wpływ na frekwencję i poparcie miały zaniechania oraz błędy popełnione przez 8 lat rządów, m.in. Polski Ład czy też Piątka dla zwierząt.

Z kolei prof. Sławomir Cenckiewicz uważa, że „do zwycięstwa przyczyniłyby się lepiej ułożone listy wyborcze PiS” oraz to, iż „partia przesunęła się w tych wyborach z pozycji merytoryczno-intelektualnych na rzecz partyjniactwa i zamkniętego kręgu zaufania. Przez to też nie był w stanie zmobilizować nawet własnego elektoratu”.

Zgadzam się z tymi ocenami, jednak uważam, że nie dotykają one istoty klęski tylko się po niej ślizgają. Jej meritum jest utrata wiarygodności, na którą PiS pracował przez osiem lat.

Według mnie hasło wyborcze ma znaczenie tylko dla polityków, natomiast nie ma ono większego znaczenia dla wyborców. Tak samo jak proszenie wyborców o głos, bowiem przed wyborami każdy wie czy pójdzie do urny i na kogo odda głos.

Ograniczanie się do wymienienia tylko tych dwóch błędów, to zbyt mało by zdiagnozować przyczynę przegranej. Zauważyłam, że zarówno redaktor Sakiewicz jak i bracia Karnowscy jak ognia boją się robić zestawienia błędów popełnionych przez rząd PiS, by czasami nie utrwalić ich w pamięci wyborców. Przeważnie wszystkie sprowadzali się do stwierdzenia – były popełniane błędy. Wychodzili najprawdopodobniej z założenia, że skoro o nich nie piszą i nie mówią, to prawie nie istnieją w ich świadomości. Jak czas pokazał nie do końca to się sprawdziło. Kto śledził działania premiera i rządu nie musiał polegać tylko na ich opiniach.

Zrażanie do siebie części elektoratu trwało powoli i systematycznie przez cały czas prawicowych rządów. Zaczynając od niezrozumiałego dla elektoratu odwołania premier B. Szydło i kilku jej ministrów, zgody na pieniądze za praworządność, Zielony Ład, kamienie milowe.

Również wpływ na oddalanie się od PiS miały spotkania posłów z wyborcami, na których niejednokrotnie bywałam. Z ich strony nie było zainteresowania, co sądzą o rządzących ich wyborcy, jakie mają do nich uwagi, propozycje i pytania. Nieraz rozmawiałam z rodziną i znajomymi, których mam rozsianych po całej Polsce na temat takich spotkań. Wszędzie było tak samo.

Przecież na nie przychodzą ludzie myślący, interesujący się polityką, potrafiący wyciągać wnioski, a posłowie traktowali ich jak bezmyślną masę, której nie trzeba niczego tłumaczyć, bo ich rola ma się ograniczać tylko na oddaniu głosu podczas wyborów. Wystarczy odfajkować zebranie. Dlatego m.in. przegrali.

Ile razy słyszeliśmy, od prezesa Kaczyńskiego Unia musi być związkiem równych państw narodowych”, że:

  • Projekt europejski to jest przedsięwzięcie, o którym mówi się dość dużo, który jak sądzę, w naszym kraju nie jest specjalnie dobrze znany,

  • Jeżeli spojrzeć na to z polskiej strony, to jest to droga, którą Polska miałaby przejść od wyjścia spod buta sowieckiego do wejścia pod but niemiecki,

  • Powinniśmy być w Unii. Ale są dwie koncepcje Unii Europejskiej. Ta, o której mówiłem. (…) I jest inna koncepcja, która legła u podstaw Unii Europejskiej, kiedyś EWG. To koncepcja ścisłej współpracy i zaniechania wojen. I za taką koncepcją opowiadała się PiS w imię polskich interesów.

a od premiera Morawieckiego:

  • Unia musi być związkiem równych państw narodowych. Państwa narodowe nie mogą być zastąpione niczym innym,

  • na Uniwersytecie w Heidelbergu w 2023 r w czasie wykładu w stwierdził, „że odrzuca ideę europejskiego superpaństwa i wierzy w prymat państw narodowych”.

W swoich artykułach nie raz zadawałam pytanie „Co oprócz słownych deklaracji, że się na superpaństwo nie zgadzacie, zrobiliście do tej pory by temu przeciwdziałać?” Nigdy nie uzyskałam na nie odpowiedzi.

Jednym z elementów superpaństwa jest stworzenie armii europejskiej, a zarówno J. Kaczyński jak i premier M. Morawiecki zawsze byli za jej powstaniem.

Również wspierana przez Morawieckiego reforma oświaty europejskiej tzw. edukacji włączającej, która doprowadzi do upadku polskie i europejskie szkoły i zgoda na europejskie podatki to hamowanie czy aprobata tworzenia superpaństwa?

Więc jak się to ma do słów o sprzeciwie wobec powstania państwa europejskiego?

PiS nigdy nie reagował, gdy UE poza traktatowo rozszerzała swoje kompetencje. A przecież zadaniem polityka jest natychmiastowe wchodzenie w konflikt gdy zagrożone są interesy swojego państwa. Nie da się bez konsekwencji siedzieć okrakiem i co innego mówić a co innego robić.

Część wyborców PiS odwróciło się od niego ze względu na to, że było coraz więcej tematów, które zostawały permanentnie przemilczane. Zamiast rzetelnej informacji docierały do nich szczątkowe pogłoski o tym jak unijne dyrektywy niszczą górnictwo, nasze przedsiębiorstwa, branżę transportową, stocznie, porty, przetwórstwo rybne rolnictwo itd. Wśród nich są też tacy, którzy nie akceptowali skrajnie proukraińskiego kursu rządu.

Irytująca była postawa rządu, który mówi, że ani złotówki nie zapłaci za kary nałożone za niewykonanie orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Dotyczą one m.in. Izby Dyscyplinarnej, nieprzywrócenia odsuniętych sędziów i całego systemu dyscyplinarnego, kopalni Turów, a następnie bez szemrania płacenie, mimo, że eksperci nawoływali do zaprzestania opłacania unijnych składek. J. Saryusz-Wolski przedstawił plan walki z unijnym bezprawiem jednak nasz „charyzmatyczny” premier z niego nie skorzystał.

Tak traci się wiarygodność.

To przecież Morawiecki zgodził się na Zielony Ład, a następnie na Fit for 55. Gdy rolnicy zorientowali się, że realizacja Zielonego Ładu grozi likwidacją ich miejsc pracy gwałtownie zareagowali protestami. Wówczas premier zaklinając rzeczywistość mówi, że „nie zgodził się na Zielony Ład dla rolnictwa w takim kształcie, jaki dziś jest forsowany przez Komisję Europejską”.

Przecież nie raz został ograny przez Unię, więc jako polityk powinien wiedzieć, że cokolwiek podpisze będzie interpretowane przez nią dowolnie, więc niech się nie dziwi, że został kolejny raz ograny, a rolnicy mają do niego pretensje.

Odchodzą od popierania ugrupowa­niu Jarosława Kaczyńskiego ci, którzy uwierzyli w zapewnienia o wstawaniu z kolan. Oczekiwali zdecydowanego oporu wobec stosowania podwójnych standardów i dyskryminowania Polski.

Skoro nigdy nie było żadnej reakcji, więc kierownictwo PiS nie powinno się dziwić, że niektórzy się od nich odwrócili.

Pierwszym sygnałem były wybory parlamentarne w 2023 r kiedy to stosunkowo słabe poparcie uzyskała prawica od wyborców ze ściany wschodniej oraz w dotychczasowych bastionach – województwach małopolskim i podkarpackim. To samo powtórzyło się w tegorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Redaktor Sakiewicz zauważył, że część dawnego elektoratu PiS „przesunęła się do Konfederacji”. Nie wiem, jaka była skala jego przepływu ale musiała być spora, bowiem wśród moich znajomych kilka osób dotąd głosujących na PiS mówiło mi, że głosowali na Konfederację, bo mieli dość okładania przez Unię i niemoc Kaczyńskiego i Morawieckiego by się twardo jej postawić, ponieważ byli sparaliżowani strachem, że opozycja oskarży ich o polexit.

Prof. Sławomir Cenckiewicz uważa, „do zwycięstwa przyczyniłyby się lepiej ułożone listy wyborcze PiS”. Być może, ale uważam, że wybrani zostali ci którzy często występowali w telewizji i przeciętni wyborcy nie interesujący się polityką kojarzyli ich twarze z nazwiskami na listach wyborczych. To przykład na to, że nieobecni mają dużo mniejsze szanse na wybór mimo mocnego wsparcia przez prezesa.

PiS przegrał, bo dla wielu dotychczasowych zwolenników stracił wiarygodność odchodząc od przedwyborczych zapowiedzi dotyczących wstawania z kolan, obrony naszej suwerenności i zgodzie na absurdalne pomysły związane z Zielonym Ładem. Dlatego poparli Konfederację w której pokładają nadzieję, że ich słowa będą zgodne z czynami.

Tu leży według mnie główna przyczyna przegranych wyborów.

Foto: internet