Zjednoczona Prawica, dwa lata temu, w kampanii wyborczej do parlamentu, proponowała zniesienie immunitetu formalnego posłom i senatorom. Dziś, Ziobro, były minster sprawiedliwości w rządzie Zjednoczonej Prawicy, zmienił zdanie i nie zamierza zrzec się tej ochrony.
W programie PiS można było wtedy przeczytać – „podejmiemy działania zmierzające do zniesienia immunitetu formalnego” parlamentarzystom.
(Obecnie, chroni on posłów i senatorów przed pociągnięciem do odpowiedzialności karnej bez zgody Sejmu i Senatu)
Na spotkaniu wyborczym w Poznaniu „naczelnik z Żoliborza” obiecywał – „chcemy znieść immunitet w imię zasady równości i uczciwości”.
No, ale kiedy to obiecywali jeszcze rządzili.
Po utracie władzy, wraz z punktem siedzenia, zmienił się im punkt widzenia.
Oskarżony o przekręty w Funduszu Sprawiedliwości poseł Romanowski dał dyla do Budapesztu, pod skrzydła Orbana.
Także ze stolicy Węgier jego były pryncypał, Zbigniew Ziobro, wobec którego prokuratura domaga się aresztu, deklaruje, że nie ma zamiaru się zrzekać immunitetu, choć wiele razy zapewniał, że uczciwi ludzie nie powinni się bać organów ścigania i sądów.
Ba, wręcz prowokował ówczesną opozycję, dziś u władzy, by nie okazała się miękiszonem i ścigała polityków, którzy się dopuścili przekrętów.
Ale jak mawiali starożytni Polacy, łaska pańska na pstrym koniu jedzie.
Dwa lata temu, nie pańska a wyborców łaska, pozbawiła ich rządowego koryta i skazała na byt opozycyjny.
Co oczywiście wpłynęło na opinię polityków Zjednoczonej Prawicy w sprawie immunitetu parlamentarzystów.
Gdyby go nie było, pewnie jedna trzecia jej posłów przebywałaby na więziennym wikcie, a pozostała część wysyłałaby im paczki ze smalcem do więzienia.
Nazywanie takiego zwrotu w poglądach, hipokryzją, jest w stosunku do tej partii subtelnym eufemizmem.
Nazywając rzecz po imieniu, to robienie z gęby, cholewy.
Nie po raz pierwszy i nie ostatni zapewne.
Ale jak widać, gdy widmo pierdla im zagląda do oczu, na nic się zdają puste słowa Kaczyńskiego o równości i uczciwości wobec wyborców.
Strach przed więziennym wiktem jest na tyle silny, że obietnice z kampanii, sprzed dwóch lat, politycy PiS uznają aktualnie za niebyłe.
Dwa lata temu z okładem wyborcy zostali zrobieni w ciula. Teraz rudy szubrawiec usiłuje robić igrzyska. Całe szczęście, ze to podoba się już tylko mocno stetryczałym lewakom.