We wtorek 26 lipca 2022 roku w restauracji hotelowej ludzie zwrócili uwagę na małego, kilkuletniego chłopca, który pił kubek za kubkiem zimnej wody. Ponieważ nie odpowiadał na najprostsze pytania po angielsku, zapytałam czy rozumie po rosyjsku. Kiwnął głową, że tak.
Przyłożyłam mu rękę do czoła i zorientowałam się, że miał bardzo wysoką gorączkę. Zapytałam więc, gdzie jego mama. Mały Igor, bo tak ma na imię, odpowiedział, że mama zginęła w bombardowaniu a tata został na Ukrainie i walczy. Myślałam, że źle go zrozumiałam, ale powtórzył to. Na moje pytania mówił dalej, że nie ma brata ani siostry, że jest tu sam.
Postanowiłam zabrać go do recepcji aby wezwali lekarza. Ale mały choć słaniał się na nogach, kurczowo trzymał się stołu. Ludzie powiedzieli, że nie daje się zabrać nikomu. Dopiero gdy mu powiedziałam, żeby się nie bał, bo jestem z Polski i my bardzo lubimy Ukraińców, natychmiast chwycił mnie za rękę i wyszliśmy z restauracji. Tam wpadliśmy prosto w objęcia… jego matki, która zaniepokojona szukała go po całym hotelu. Okazało się, że jest tu z mamą.
Ciagle myślę o tym małym chłopcu. Co musiał przeżyć, co słyszał i widział, ile razy bał się, że mama zginęła, skoro jego mózg w gorączce przedstawił mu taki obraz jako prawdziwy? Jak głęboko tkwi w nim ten lęk, choć jest na beztroskich zagranicznych wakacjach? Czy kiedyś poradzi sobie z traumą wojny?
Fot. Pixabay.com
Zostaw komentarz