Człowiek to niezwykle skomplikowana maszyneria biologiczna, a jego organizm nadal skrywa przed nami wiele tajemnic związanych z jego funkcjonowaniem. Wielowiekowe empiryczne badania uzmysłowiły nam, że dla prawidłowego funkcjonowania jego struktury arcyważną jest cząsteczka DNA. Wszystkie cechy organizmu zapisane są bowiem w cząsteczce DNA za pomocą szyfru składającego się z jedynie czterech znaków. Znaki te powtarzają się w DNA miliardy razy decydując o budowie i funkcjonowaniu wszystkich organizmów.
Centralny układ nerwowy alokowany w ludzkim czerepie umożliwia nam takoż na różnoraką percepcję i postrzeganie świata zewnętrznego przy pomocy zmysłów w jakie człek został wyposażony. Organoleptyczność jest niezbędnym czynnikiem umożliwiającym w drodze empirii na ubogacanie naszego żywota oraz dokonywanie właściwych wyborów, a także kreowania zasadnych konkluzji.
Kto raz boleśnie się sparzył zapewne nie powinien repetycyjnie sprawdzać np. kończyną górną zakończoną dłonią wysokość temperatury wody gotującej się w czajniku. Ponieważ jakikolwiek zapis konstytucji wyprodukowanej przez folklorystycznego, filipińskiego osobnika znanego jako OLO DISCO POLO nie zabrania takiej czynności zatem takaż repetycja może stać się jednak wykonalną.
Z badań w powyższym zakresie wypływa także prosty jak budowa cepa wniosek, że istnieje ścisła korelacja pomiędzy pojemnością ludzkiego czerepu, a ilością tzw. szarych komórek mózgowych odpowiadających za człeczą sprawność intelektualną.
Także wtóra – poza egzystencjonalną sferą życia odnoszącą się do codziennej konsumpcji pożywienia i niezbędnej ilości napoi, przemiany materii czy mobilności zwana sferą spirytualną (nie mylić z alkoholową !!!) jest także w tymże czerepie umiejscowiona.
Spirytualna, czyli duchowa sfera człeczej egzystencji jest równie istotnym elementem codziennego bytu jak sfera odnosząca się do prozaicznej codziennej konsumpcji.
Jedynie w harmonijnym powiązaniu tych dwóch sfer możliwym jest osiągnięcie stanu równowagi fizycznej i psychicznej – co jest pożądanym standardowym stanem zdrowia oraz dwuwymiarowej kondycji tj. zarówno fizycznej jak i psychicznej. Jest oczywistą oczywistością, że powyższy wywód należy zakwalifikować do kategorii banalnych, aczkolwiek dla niektórych osobników istnienie łańcucha DNA może być kojarzone jako tzw. intelektualne bajdurzenia. Odnosić się może powyższa konkluzja w szczególności do osobników wyposażonych w mentalność i stopień inteligencji serialowej, telewizornianej familii Kiepskich.
Człowiek jest ponadto tzw. zwierzęciem stadnym, albowiem jego prawidłowe funkcjonowanie uzależnione jest w wielu aspektach życia od współdziałania innych członków danej społeczności.
W związku z wzajemnym funkcjonowaniem i powiązaniem emocjonalnym
uzewnętrzniają się gradacyjne stosunki występujące w danej społeczności, jak również ekspresywność zachowań.
Od dawien dawna w człeczych stadach kształtowała się hierachiczność znaczenia poszczególnych członków tego stada, czy też grup w stadzie; na czele którego zawszeć dominował samiec ALFA. Stosunki poziome odnosiły się natomiast do ekspozycji daleko idącej aprobaty dla pewnych osobników, czy też ich grup, względnie diametralnie odwrotnie – do okazywania niechęci, a nawet otwartej wrogości.
Takie zachowania odnosiły się od dawien dawna do grup plemiennych, częstokroć ściśle powiązanych familiarnie. Narodziły się zatem podwaliny do współczesnego formułowania historycznie uwarunkowanych wzajemnych zachowań jako korespondujące z szeroko pojętą empatią i jej przeciwieństwem tj. antypatią.
Definiując empatię należy stwierdzić, że jest to zdolność odczuwania stanów psychicznych innych osób oraz adaptacyjna umiejętność przyjęcia ich sposobu myślenia, czyli spojrzenia i zrozumienia ich perspektywy na rzeczywistość.
Skoro w drugim członie tytułu felietonu ujęta jest antypatia, to wręcz przeciwstawnie należałoby przywołać sympatię w sposób jednoznaczny definiowalną jako antonim antypatii. Z premedytacją jednak przywołana empatia jako szersze, bardziej wyrazistsze określenie.
Powróćmy jednak do wspomnianego łańcucha DNA, albowiem jego funkcjonowanie w konkretnej osobowości człeczej determinuje w sposób niezwykle zindywidualizowany jego postrzeganie świata i zjawisk w nim występujących.
Determinują także wszelkie elementy aksjologiczne, a w konsekwencji indywidualne standardy etyczne. Bardziej powszechnie przyswajalnym zjawiskiem związanym aczkolwiek ściśle z DNA, jest prozaiczny gen, którego znaczenie i ludzka percepcja jest zdecydowanie szersza niż zaznajamianie się z tajemniczym łańcuszkiem DNA.
Znaczenie i pojmowanie roli genów w zindywidualizowanym żywocie człeka jest przede wszystkim związane z sukcesorstwem.
Dziedzicząc określone geny, każdy noworodek właściwie ma w pewnym sensie rzecz jasna „zaprogramowany” żywot swojego organizmu. Posiadanie określonych tzw. pozytywnych genów implikuje możność rozwijania np. talentów artystycznych, technicznych czy manualnych. Z przeciwieństw zjawisk przyrodniczych wynika jednoznacznie, że w opozycji do pozytywnych genów; egzystują takoż geny o proweniencji negatywnej.
Częstokroć kolokwialnie, wręcz w wymiarze codziennym używane są genetyczne porównania z cyklu: jaki ojciec (matka), taki syn czy córka. Poniekąd z podziwem formułowane są opinie, że zdolny muzyk odziedziczył po ojcu wirtuozie mistrzowskie operowanie klawiszami fortepianu. Rzecz jasna dotyczy to i innych profesji. Natomiast przeciwstawnie o progeniturze będącej na bakier z prawem – kreowane bywają opinie, że to po prostu tzw. złodziejskie nasienie.
Wpływ na określone zarówno pozytywne jak i negatywne w odbiorze społecznym zachowania oprócz DNA posiada wychowanie oraz kształtowanie progenituralnych postaw najlepiej od jak najmłodszego wieku zgodnie z powiedzonkiem: czym skorupka za młodu nasiąknie…
Funkcjonując w życiu społecznym, każde człecze indywiduum odnosi się do swojego otoczenia; co pozostaje oczywistą oczywistością takoż w sposób wysoce zindywidualizowany. Kanony względnie standardy np. piękna, brzydoty, pierwiastków dobra, czy zła, inklinacji odnoszącej się do różnych osób w kontekście okazywanej szczerej, nawet daleko idącej sympatii, czy przeciwnie awersyjnej antypatii są częstokroć irracjonalne, aczkolwiek nie do końca.
Bywa bowiem i tak, że już podczas pierwszego kontaktu pomiędzy człekami widzącymi się np. po raz pierwszy w życiu i w związku z tzw. pierwszym rzutem oka (ad oculus) nawiązywana jest nić sympatii oraz empatii.
Gdy walory zewnętrzne osoby poznanej odnoszące się do jej figury, wymiarów, tuszy, fryzury, uśmiechniętej facjaty, czy np. do tembru głosu pokrywają się z modelową osobą wobec której winno się okazywać sympatię – to po prostu tak się stanie.
Vice versa, gdy nie spełniają takowych oczekiwań jak nie przymierzając model zachowania i wiotkości lamparciej talii – kreacja anty sympatii jest oczywistością. Nie jest co oczywista jednoznaczna uniwersalna konstatacja, albowiem także zdarzają się przypadki, które z powyższym modelem zaistnienia empatii, sympatii, czy antypatii nie mają nic wspólnego, a nawet są wręcz tego zjawiska niezrozumiałym wręcz zaprzeczeniem.
W kryminologii funkcjonuje zjawisko zwane syndromem sztokholmskim.
Syndrom sztokholmski to mechanizm, który wykreowany bywa w relacji ofiara – kat. Rejestrowane są przypadki, gdy np. osoba porwana i więziona odczuwa pozytywne emocje w stosunku do swojego oprawcy, jest wyrozumiała, a wręcz broni go. Syndromem sztokholmskim określamy również patologiczne relacje w rodzinach, związkach, tzw. toksycznych, w których strona krzywdzona (zdominowana) próbuje za wszelką cenę usprawiedliwić postępowanie strony krzywdzącej (dominującej).
Aktualnie do tej listy w sposób całkowicie usprawiedliwiony można śmiało dopisać elektorskie relacje na linii partyjny kandydat (także kandydatka) prezentujący określony światopogląd – indywidualny wyborca; niekoniecznie podzielający taki światopogląd, lecz miłośnie wpatrujący się w ślepia kandydata (kandydatki).
Ważkie znaczenie winien (a jednak jest całkowicie ignorowane) mieć profil polityka, którego darzymy sympatią, alboć odwrotnie. Jego porto folio winno odzwierciedlać pozytywy charakteru, osiągnięcia oraz wizje programowe mogące zaintrygować potencjalnego wyborcę. Powinno jednak także zawierać negatywy postępowania oraz litanię jego kłamliwych oświadczeń i podejmowanych działań pozostających w oczywistej sprzeczności ze składanymi uprzednio obietnicami wyborczymi.
Przykład: KACZOR DONALD solennie obiecywał nie podnoszenie wieku emerytalnego po czym słowami posłanki M. Rosy zrobił polską społeczność „w ciula”, a pomimo tego jest nadal przez wielu POlszewików popierany, na dodatek wykazując wobec niego niczym nie usprawiedliwioną emfazę i czołobitność.
Lista jego przewinień jest co oczywista znacznie dłuższa, bowiem wielokrotnie łgał zarówno swoim akolitom jak i społeczeństwu. Dodatkowo zasłynął z drwienia z polskości, chlubiąc się dziadkiem z Werhmachtu. Hinduistyczna karma jednak czuwa i odpłaci temu żulowi z nawiązką.
Także zastępczy po MKB kandydat na prezydenta RP szambolan Czaskowski nie doznawał jakiejkolwiek publicznej konfuzji z powodu funkcjonowania jego babuli i matuli w szeregach zbrodniczej SB . Jak widać z wyborczych wyników nie przeszkadzało to w niczym jego elektoratowi. Nie dziwota, albowiem jego elektorat został propagandowo zaprogramowany, wręcz zaczipowany animalną nienawiścią do pisowskiego kandydata A. Dudy.
BRAFFO WYYYY !!
To typowe przykłady syndromu sztokholmskiego i trwania w sympatii do oczywistych łajdaków i oszustów.
Listę tego typu łajdactw można z łatwością poszerzyć także o kolejne polityczne prostytutki, również reprezentujące inne opcje.
W psychologii znane jest emocjonalne zjawisko dotyczące zawiedzionej miłości, beż znaczenia przy tym czy związane jest z osobą rodzaju męskiego, czy żeńskiego.
Zawiedziona miłość automatycznie i natychmiastowo przeradza się w jej oczywiste przeciwieństwo tj. animalną nienawiść. Gradacyjnie uczucie miłości stoi wobec empatii, czy sympatii na zdecydowanie wyższym poziomie. Poniekąd zatem należy przyznać zasadność powiedzonka: od miłości do nienawiści jeden krok.
W przypadkach empatii, czy sympatii takież zjawisko częstokroć jednak o dziwo nie występuje.
DROGI CIULU (za posłanką Monisią Rosa) czy zrobiony wielekroć przez swych wybrańców i idoli „w ciula” doprawdy czujesz się z tym dobrze, nie masz żadnego dyskomfortu i czy nadal udzielać będziesz im stosownej abolicji w dalszym „ciulowaniu” ???
Jeśli odpowiedź jest twierdząca to masz kłopoty ze swoją psyche i cierpisz na syndrom sztokholmski. W takim wypadku koniecznym jest jednak ogląd swojej facjaty min. 2 x dziennie w lustrze, a poza tym… powodzenia życzy Fredzio….
I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.
20.12 2020
Zostaw komentarz