Ludzie uczestniczący w nowoplemiennych wojnach walczą o coś absolutnie, w swoim mniemaniu, podstawowego; walczą w imię swojej politmedialnej tożsamości. Tożsamości, którą przeżywają bardzo silnie, dla wielu jest ona katalizatorem największej, codziennej dawki emocji. W społeczeństwie, w którym coraz więcej ludzi spędza sporą część dnia na samotnej konsumpcji treści internetowych, nie może być inaczej.

Plemienność socjopolityczna jest nowym rodzajem przeżywania wspólnoty, kluczowym dla procesów walki o władzę i jej sprawowanie. Ile byśmy się nie oburzali na Tuska puszczającego co jakiś czas oko do swoich najbardziej fanatycznych sympatyków, on po prostu trafnie rozpoznaje i stosuje podstawowy mechanizm współczesnej polityki.

Wodzowie plemienni, nowi oligarchowie politmedialni, nie są wprawdzie w stanie zagospodarować, nie są w stanie ustrukturyzować w ten sposób całości społeczeństwa. Całości nie, ale na tyle duże, zwarte i zdyscyplinowane wobec nich części owego społeczeństwa, żeby osiągać dzięki temu swoje cele, albo co najmniej brać udział w grze o tron, już tak.

Zjawisko o którym piszę pojawiło się w Polsce jeszcze w epoce przedinternetowej, w latach 90. Pierwszymi wodzami plemiennymi nie byli zresztą wcale politycy tylko potentaci medialni, w tych rolach występowali przede wszystkim red. Adam Michnik i o. Tadeusz Rydzyk. Ich narracje nie dominowały większości społeczeństwa ale co z tego, skoro w określonych segmentach ciężko było stworzyć cokolwiek istotnego politycznie bez ich wsparcia czy wbrew ich woli.

Media społecznościowe i okrzepnięcie sceny politycznej sprawiło, że wodzowie medialni stracili swoją pozycję, najcześciej na rzecz wodzów partyjnych oraz internetowych watażków różnego kalibru, organizujących wokół siebie pomniejsze grupy. Obserwowane dziś procesy – hegemonizacja centrolewu przez Tuska i utrata hegemonii po prawej stronie przez Kaczyńskiego, są również pochodnymi owych procesów.

Nikt oprócz Razem nie ma suwerenności narracyjnej na lewo od Tuska. Kaczyńskiemu zaś wyrosły Konfederacja i Korona. Nie wyrosły w Sejmie tylko w sieci, Sejm jest wtórny. Dlatego dzisiejszą scenę można opisać według klucza pięciu, dominujących plemion, z których KO jest największym, a Razem najmniejszym. To nie znaczy, że 100% wyrażających poparcie dla danej partii należy do grupy fanatycznych zwolenników plemienia, oddanych wodzowi. Natomiast bez owego rdzenia plemię nie istnieje, a jeśli nie istnieje, to jest bytem na współczesnej scenie politycznej chwilowym, słabym, podatnym w każdym momencie na zdmuchnięcie.

Jest bardzo mało prawdopodobne, że fanatycy zdobędą władzę w Polsce ale wśród poważnych graczy każdy już wie, że bez poparcia fanatyków zdobyć i utrzymać jej nie sposób.

Autor: Robert Winnicki
Polski polityk, w latach 2009–2013 prezes Młodzieży Wszechpolskiej, jeden z twórców oraz pierwszy prezes Ruchu Narodowego, poseł na Sejm RP VIII i IX kadencji.