Oto dobry przykład tego, co napisałem we wczorajszym tekście o programie Pana Rymanowskiego:
„Niektóre dziedziny wiedzy, podawane jednostronnie, mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Tak przedstawione tworzą ułudę, że każdy, bez wcześniejszego przygotowania merytorycznego jest w stanie posiąść WIEDZĘ.” Czytaj więcej.
Na profilu Pani Agnieszka Romaszewska znalazłem takie oto zdjęcie, udostępnione z profilu profesora Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego.

Komentarz Pani Agnieszki jest następujący:
„I tyle w temacie. Zawsze uważałam, że Rzepliński jest dobrym prawnikiem (tak też Tata uważał) choć Kaczor, który z nim chyba studiował, go nie lubił.”
Pani Agnieszka nie sieje tu żadnego fake’u, takie postanowienie rzeczywiście zapadło i jest obowiązujące.
Pani Agnieszka i Pan Profesor Gajewski tworzą jednak wrażenie tak podaną informacją, że w rzeczywistości Prezydent w każdej chwili może sobie powołać na sędziego Ciebie lub mnie Obywatelu. A przecież tak nie jest.
Art. 179 Konstytucji stanowi bowiem, że sędziowie są powoływani przez Prezydenta Rzeczypospolitej na wniosek. Kogo? – Krajowej Rady Sądownictwa. Ta zaś jest związana ustawowymi przepisami dotyczącymi tego, kogo Prezydentowi jako kandydata przedstawić.
Krajowa Rada Sądownictwa musi istnieć, żeby przedstawić kandydata Prezydentowi. O to toczy się spór, a w zasadzie wojna – powołując Krajową Radę Sądownictwa PiS, w sposób sprzeczny z Konstytucją skrócił kadencje dotychczasowej Rady. Konstytucja stanowi bowiem, że kadencja każdego z członków Krajowej Rady Sądownictwa trwa 4 lata. Partia Jarosława Kaczyńskiego nie uszanowała jednak tego przepisu i wybrała nową Krajową Radę, rozwiązując tym samym poprzednią. To sprawiło, że strona – nazwijmy to – praworządnościowa (bo nie tylko liberalna, tak uważa również lewica ale również Konfederacja sprzeciwiała się zmianom w ustawie o KRS) – podnosi nieważność wyboru KRS w 2018 roku oraz obecnej i stwierdza, że jest to organ nielegalny. Jeżeli nielegalny to oznacza, że dla prawa on nie istnieje. A nieistniejący organ nie może przedstawiać kandydatur sędziów do nominacji Prezydentowi. A jeśli nie może, to sędziowie mianowani przez Prezydenta nie są sędziami. Są jakimiś „neosędziami”.
Do tego mniej więcej sprowadza się spór w sądownictwie, który dodatkowo komplikuje się tam, gdzie np. sędzia sądu rejonowego, mianowany zgodnie z prawem do 2018 roku (do zmiany ustawy o KRS), czyli sędzia par excellence, stanął do konkursu o stanowisko sędziego sądu np. okręgowego przed tą „neo-KRS” i został wybrany oraz powołany na to stanowisko przez Prezydenta.
Pomijając już zawiłości sporu o sądownictwo (gdyby go nie było, to pewnie ani Pan profesor Gajewski by nie umieścił screenu z fragmentem postanowienia, ani Pani Agnieszka go nie udostępniła) przywołane postanowienie nie oznacza, że prezydent może sobie powołać na sędziego kogo zapragnie. Po pierwsze robi to na wniosek KRS (jej status nie może budzić wątpliwości), po drugie – jest on także związany przepisami prawa i w zasadzie ma obowiązek odmawiania powoływania kandydatów, którzy nie spełniają ustawowych przesłanek do bycia sędzią. Nie może – dajmy na to – być polskim sędzią członek PiS. Konstytucja na to nie zezwala (paradoksem jest, że – teoretycznie – może nim być np. Ukrainiec czy Niemiec, gdyż sama Konstytucja nie zawiera przepisu, który wprost wymagałby od sędziego posiadania wyłącznie polskiego obywatelstwa).
O co więc chodzi z tym postanowieniem Trybunału Konstytucyjnego, który zamieściła Pani Agnieszka?
Sprawa, w której zapadło to postanowienie, dotyczyła odmowy powołania na sędziów kandydatów przedstawionych przez KRS. Oni złożyli skargi, w których twierdzili, że taka odmowa jest niezgodna z Konstytucją. Jak widać – nie udało im się przekonać Trybunału. Było to po prostu niemożliwe.
Dlaczego?
Władza Prezydenta w zakresie powoływania sędziów na aspekt pozytywny i negatywny.
Pierwszy jest ograniczony – Prezydent może powołać na sędziego tylko te osoby, co do których wystąpiła o to Krajowa Rada Sądownictwa. Osoby te muszą spełniać dodatkowo szereg wymogów (np. nie należeć do partii politycznych, być nieskazitelnego charakteru). Jeżeli więc przedstawiony kandydat nie spełnia wymogów, to Prezydent ze swojego pozytywnego uprawnienia skorzystać nie może. Tym bardziej nie może nikogo mianować bez wniosku KRS.
Postanowienie Trybunału dotyczyło zaś drugiego aspektu prerogatywy Prezydenta – negatywnego.
Otóż Prezydent może nawet „szczerozłotego” kandydata nie mianować. I – w dzisiejszej rzeczywistości konstytucyjnej – nikt i nic nie jest w stanie zmusić Prezydenta do takiego aktu. Jego prerogatywa jest tu więc nieograniczona. Jeżeli więc przydarzyłby się Rzeczypospolitej Prezydent ekscentryk, który postanowiłby, że przez całą swoją kadencję (5 lat) nie mianuje nikogo na stanowisko sędziego, to tak by być musiało. Chyba, że Parlament zmieniłby Konstytucję i mu to uprawnienie odebrał.
Tyle uwag na temat prerogatywy prezydenckiej.
Na koniec jeszcze o jednym.
Dzieje się jakaś Nie-Boska komedia – facebookowy mem nie jest już tylko narzędziem drwiny, kpiny, żartu. Nie jest już zabawą, krotochwilą, rozrywką. Zaczyna imitować powagę, staje się KOMUNIKATEM. Na pretensje do oddziaływania na sposób myślenia odbiorcy. Upada dotychczasowa kultura myślenia i rodzi się NOWE, gdzie Pan Iksiński, z wykształcenia etnolog, wstaje nam dzisiaj z łóżka jako historyk, jutro jako znawca wszelkich chorób, pojutrze zaś będzie koryfeuszem prawa.
Nie jestem przekonany, czy to jest dobry kierunek. Kultura memu zabija głębszą refleksję. Nie należy jej przedawkowywać.
„Zbyt popularnym afiszu językiem
Gada się z każdym, a nie mówi z nikiem” – Norwid wciąż aktualny!
Zostaw komentarz