Po wkroczeniu w siedemdziesiąty rok życia dotychczasowy mój swobodny byt emeryta, który nic nie musi, a wszystko może, został zmącony obowiązkiem, jaki nałożony jest na seniorów rodu – opowiedzenia wnuczkom i wnukom o tym, skąd się właściwie wywodzą? Kto w sztafecie pokoleń był przed nimi? Czyje geny mają przekazywać dalej?
Zabierając się do snucia opowieści, posiłkowałem się tym, co zostało już wcześniej ustalone poprzez ustne przekazy tych, których pośród nas już dawno nie ma, a których – zdążyłem jeszcze poznać. Mojej śp. Mamy, rodziców żony oraz innych nieżyjących już krewnych. Zbiory, portale heraldyczne, biblioteki cyfrowe dostępne w Internecie, oraz liczne w sieci fora pasjonatów genealogii okazały się także prawdziwymi kopalniami wiedzy.
Buszując w „sieci”, odwiedzałem miejsca i okolice, w których żyli przodkowie. Z przepastnej otchłani czasu, jaki nas od nich dzieli, wynurzać się poczęły – postacie prapradziadków i praprababek, misternie powiązanych parantelami – moich ojczystych z rodzinami żyjącymi w Galicji, macierzystych – z Kresów, z Rusińskimi krewnymi łącznie.
A ze strony żony- z warszawskimi urzędnikami i zasiedziałymi od dawna na Mazowszu szlacheckimi rodzinami, przedstawicielami stanu, który przez całe stulecia był solą i podmiotem Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Ci ostatni, to nie była żadna tam wielkopańska arystokracja. To byli posiadacze, dziedzice niewielkich majątków, którzy w pocie czoła i przy wytężeniu wszystkich swoich zdolności utrzymywali swoje rodziny.
Nie było to łatwe by, gospodarując na mazowieckich, bardzo lekkich glebach – osiągnąć większe korzyści. Przysłowiowy już próżniaczy żywot dziedzica, należy zatem- wrzucić wraz z innymi sloganami, utrwalającymi stereotypy – do szamba komunistycznej propagandy. Z największym bowiem niekiedy trudem przychodziło im, utrzymywać swój, odziedziczony po przodkach status.
Szczególnym dla niego zagrożeniem była demografia. Przeciętnie w rodzinie szlacheckiej rodził się co najmniej tuzin, potomstwa a i więcej. Żeby tam jeszcze chłopaków. Ale jak Pan Bóg obdarzył dziedzica jednym synem i jedenaściorgiem córek?
Wtedy cały majątek, wszystkie siły i możliwości w nim skupione pracowały na posagi dla nich. Bowiem najważniejszym zadaniem dla szlachcica było – zgromadzić odpowiednią wyprawę dla córek, a więc zabezpieczyć odpowiednie środki finansowe lub też części majątków, które miały – zapewnić im w miarę dostatnie życie przynajmniej przez następne 30 lat. Jeśli w domu było na wydaniu wiele panien, to nie trudno sobie wyobrazić skalę problemów, z jakimi borykali się rodzice szlachcianek.
Głownie więc szlachta – pracowała na rzecz przedłużenia gatunku, żywej substancji klasowej, i co bardzo ważne – narodowej. Swoim wysiłkiem sterowała procesami pronatalistycznymi, tworząc dla nich podstawy i warunki ekonomiczne. Mieszkała w dworach, które pełniły wielorakie funkcje kulturotwórcze, edukacyjne oraz były ogniskami postępu cywilizacyjnego i technicznego. Dwór pełnił też bardzo ważną funkcję socjalną, przygarniając i wychowując, a także kształcąc osierocone dzieci włościan.
W dworach rezydowali też ubodzy krewni. Stare panny, które nie wyszły za mąż, bo zabrakło dla nich wiana, sędziwi utracjusze i wdowy po nich, pozbawione środków do życia przez ich hulaszcze prowadzenie się. Dwór był też pracodawcą, bardzo często największym w okolicy.
W większości przypadków z dworów wywodzili się artyści, inteligenci, nauczyciele, profesorowie, księża, oficerowie, a więc najwybitniejsi przedstawiciele pokolenia, które później odbudowywało Polskę po odzyskaniu przez nią w 1918 roku niepodległości.
Ten tekst ilustruję fotografiami dworu w którym urodził się i wychowywał dziadek naszych dzieci. Tego dworu już nie ma, nie został zniszczony przez działania wojenne. Zdewastowali i zburzyli go aż do piwnic komuniści, systemowo niszcząc go, oraz patronując- wszelkim działaniom miejscowego lumpenproletariatu, który ochoczo rozkradał to, co z niego mogło się do ich domostw przydać.
Miał bowiem dwór i jego otoczenie wraz z zaprzepaszczoną pamięcią o dawnych jego mieszkańcach zniknąć z powierzchni ziemi. Sam budynek dworu już nie istnieje i nie da się go przywrócić do dawnej świetności. Pozostały z niego tylko schody i alejka do niego prowadząca. Jednak pamięć o tych, którzy w nim się rodzili i umierali – możemy ożywić wspomnieniami.



Zostaw komentarz