Wolondowałem w tej ich Gruzji samolotem z Katowic. Na miejscu nikt nic po polsku. Ni w zomb. Mogom po rusku ale ja do poziomu Ruskich znirztsch sie nie bendem. Opstaje pży swoim i nalegam na zapoczontkowanie komunikacji w jenzyku moim, polskim znatszy. Po dwuh dniah miejscowi umieli jurz kilka zdań po polsku. Jest znaczy postemp. Jeden podobno ómarł w trakcie uczenia się. Pewnie był stary.
Potem zakfaterowani nas na jakimś zadupiu 20 km od Kutaisi, gdzie na podwurku regularnie odbywały sie walki trzech psuf z dwoma świniami. To mi sie nawet podobało bo od dziecinstaw marzyłem o walkach kogutuf. Do tego wszendzie były krofy. Mnustwo kruff. Stawały na środkó drogi i nie ustempowały pierfszeństa autom. Na drogach w hoooy min poślizgowych. Dobże rze nie wynajołem jednak auta w tym dzikim kraju.
Psy som wszendzie. Jest ich wiencej nirz w Rumuni po ópatku Czauszesku. Wtedy na jednego Rumuna przypadały 3 bezpańskie psy. W Groozji jest jakieś 7 na głowe. Ale te psy som w wienkszości zaopiekowane. Sam byłem światkiem jak jeden dostał kiełbase od właściciela fast foota.
Marszrutki w Groozii to prawdziwe zoo. Podrurz przetrwajom tylko najwytrwalsi. Jak jest za durzo ludzi to dostaje się cudze dziecko na kolana.
Może bardzo ciepłe i z falami. W Batumi było dla mnie za drogo wienc pojehałem 10 km pod w kierunku granicy z Republikom Indyka. Dla mnie za durzo kamieni. Jakby ich nie było stać na dosypanie piasku.
Tyle na razie.

Zostaw komentarz