Dzisiaj przed Trybunałem Konstytucyjnym przy alei Szucha stoi miasteczko protestu. Namioty, ludzie, całodobowe czuwanie. Trwa spór o Trybunał, sędziów, prawo i granice władzy.
Patrzę na te obrazy i wracają do mnie wspomnienia z czasów, kiedy przyjeżdżałem do Warszawy na spotkania w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.
Z parkowaniem w tamtej okolicy nigdy nie było łatwo. Wokół budynków państwowych była ochrona, a na niektóre parkingi można było wjechać tylko za odpowiednim pozwoleniem. Dlatego zostawiałem samochód przy Pałacu Kultury, gdzie znajdował się duży, choć dość drogi parking. Dalej szedłem już pieszo.
Marszałkowską, a później aleją Szucha.
Po drodze mijałem Trybunał Konstytucyjny, pomnik Jana Olszewskiego i kolejne gmachy państwowych instytucji. Po drugiej stronie były Łazienki Królewskie. Czasami zatrzymywałem się w kawiarni Rozbrat. Pamiętam starszego kelnera, który opowiadał mi, że pracuje tam od czterdziestu lat. Przez ten czas widział tysiące ludzi, którzy przychodzili, siadali przy stolikach, rozmawiali, spierali się, zakochiwali, podejmowali ważne decyzje albo po prostu pili kawę.
Słuchałem go wtedy i myślałem, że takie zwyczajne opowieści są czasem ciekawsze niż oficjalne podręczniki historii. Bo historia miasta nie zawsze znajduje się w muzeach. Czasami siedzi przy stoliku w kawiarni i opowiada o ludziach, których pamięta.
Pamiętam też wielką bramę przy gmachu dzisiejszego Ministerstwa Edukacji i Nauki. Dopiero później dowiedziałem się dokładniej, jak ponurą historię ma to miejsce. W czasie okupacji mieściła się tam siedziba Gestapo, a w podziemiach znajdował się areszt, przez który przeszli przesłuchiwani i więzieni Polacy.
To dziwne uczucie, kiedy po latach człowiek odkrywa, że miejsce, obok którego przechodził zupełnie zwyczajnie, było kiedyś świadkiem ludzkiego cierpienia i dramatów.
Nawet sama nazwa ulicy ma swoją historię. Aleja Szucha nosi imię Jana Chrystiana Szucha, architekta i ogrodnika związanego z Warszawą.
Jedna ulica. Jeden adres. A pod nim całe warstwy historii.
I właśnie dlatego dzisiejsze obrazy sprzed Trybunału skłaniają mnie do refleksji.
Niezależnie od tego, kto dzisiaj protestuje i jakie ma poglądy polityczne, istota sporu powinna być dość prosta: instytucje państwa muszą działać w granicach prawa. I tyle.
A „w granicach prawa” nie oznacza: robimy wszystko, czego prawo wprost nie zabrania.
Oznacza respektowanie Konstytucji, ustaw i obowiązujących procedur. Jeżeli przepisy określają sposób powoływania czy obejmowania funkcji przez sędziów, jeżeli przewidziana jest konstytucyjna przysięga, jeżeli poszczególne organy państwa mają określone kompetencje, to nie można zastępować tych reguł politycznym przekonaniem, że skoro czegoś nie zapisano wystarczająco dokładnie, można zrobić inaczej.
Bo państwo prawa zaczyna się właśnie tam, gdzie kończy się swoboda władzy.
Dzisiaj przed Trybunałem stoją namioty. Ludzie protestują, rozmawiają, przekonują się nawzajem albo pozostają przy swoich racjach. Być może za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat ktoś będzie przechodził tędy i zastanawiał się, co właściwie wydarzyło się w tym miejscu.
Tak jak ja dzisiaj, myślę o swoich dawnych spacerach do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. O Trybunale. O pomniku Jana Olszewskiego. O Łazienkach. O kawiarni Rozbrat O bramie, za którą kryje się pamięć o czasach, kiedy państwo przestało być dla człowieka ochroną, a stało się narzędziem przemocy.
Nie twierdzę oczywiście, że dzisiejsza Polska jest okupacyjną rzeczywistością. Takie porównanie byłoby absurdem. Czasy są inne, ludzie są inni, a spory polityczne, nawet bardzo ostre, należą do demokracji.
Ale historia ma jedną niezwykłą właściwość. Potrafi być obecna tam, gdzie najmniej się jej spodziewamy.
Czasami wystarczy nazwa ulicy.
Czasami stara brama.
Czasami filiżanka kawy i opowieść człowieka, który pamięta więcej niż my.
A czasami wystarczy przejść kilka ulic pieszo, żeby przypomnieć sobie rzecz pozornie oczywistą: państwo przemija, rządy się zmieniają, politycy odchodzą, ale miejsca pamiętają.
I dlatego warto uważać na to, co zostawiamy po sobie.
Bo kiedyś ktoś będzie szedł tędy i będzie próbował zrozumieć nasze czasy.
Aleja Szucha. Ulica, będzie pamiętać.