Znamy już pierwsze podsumowanie aktywów upadłej w Estonii spółki BB Trade Estonia OÜ, operatora ZondaCrypto. Według syndyka Margusa Lentiusa znany majątek upadłej firmy stanowi ok. 0,39 promila ujawnionych do tej pory zobowiązań.
Tymczasem w Polsce opowiadane są bajeczki o rzekomo „ogromnym majątku” zabezpieczonym w śledztwie na potrzeby poszkodowanych. W takich opowieściach celuje Giertych ale nie jest od nich wolny i sam Żurek.
Za to w Estonii jest coraz bardziej wesoło, przy czym prezentowany tam humor od lat nazywany jest… angielskim.
Jak bowiem informują media:
17 września w stolicy Estonii odbyło się pierwsze zgromadzenie wierzycieli BB Trade Estonia OÜ, operatora Zondacrypto, podczas którego powołano trzyosobowy komitet wierzycieli. Weszli do niego Damian Przybyłowski z Krajowego Centrum Obsługi Długów, reprezentujący grupę „Zonda Odzyskaj”, Marek Keiman z kancelarii Magnusson oraz mec. Robert Nogacki z Kancelarii Skarbiec.
Już sam przebieg spotkania dobrze pokazał, jak ta historia wygląda z perspektywy wierzycieli. Kamery i mikrofony pozostawione pod kontrolą uczestników łączących się zdalnie momentami utrudniały prowadzenie obrad, ale poważniejszym problemem była bariera językowa. Syndyk prowadził zgromadzenie po estońsku i choć na sali była tłumaczka, z przekładem radziła sobie różnie. Najbardziej wymowne jest jednak to, kto zadbał o jej obecność: ani syndyk, ani polskie państwo, lecz pełnomocnik pokrzywdzonych Damian Przybyłowski.
(…)
Majątek, który zarządcy udało się dotychczas zidentyfikować, to około 167 tys. euro. Po drugiej stronie bilansu spółki jest niemal 432 mln euro długów. Jak relacjonują pełnomocnicy pokrzywdzonych, syndyk powiedział wprost, że w samej Estonii właściwie nie ma czego zabezpieczać.
Podczas zebrania ujawniony został list Przemysława Krala mający być odpowiedzią na zadane przez syndyka pytania.
Przemysław Kral odpowiedział obszernie – na 28 stronach. Problem w tym, że – jak wynika z analizy mec. Roberta Nogackiego – za objętością nie poszły konkrety. Kral wielokrotnie zasłaniał się brakiem dostępu do informacji: dokumenty, serwery i kopie zapasowe zabezpieczyła polska prokuratura, część dokumentacji ma znajdować się u księgowej, a dostęp do innych danych ma ograniczać prowadzone śledztwo. W efekcie syndyk dostał długi dokument, ale niewiele odpowiedzi na pytania, które naprawdę go interesowały.
(op. cit.)
Przemysław Krall 26 czerwca 2025 roku przed notariuszem w Villefranche-sur-Mer złożył oświadczenie, że spółka BB Trade (Zondacrypto) ma „nieograniczony, pełny i wyłączny dostęp” do portfela z 4.503,- bitcoinami.
Według dzisiejszego kursu stanowi to kwotę 1.388.060.557,- zł.
Co prawda zadłużenie BB Trade Estonia OÜ, operatora ZondaCrypto istniejące według syndyka w przeliczeniu na złotówki jest ciut większe – 1.883.520.000,- zł, ale to jednak oznacza, że majątek ZondaCrypto pozwoliłby na spłatę wszystkich wierzycieli w granicach 74%. Takich wyników nie ma żaden bank na świecie, nawet w krajach islamskich.
Jest tylko drobne ale…
Wraz z zaginięciem poprzedniego właściciela giełdy zaginął także klucz do tych bitcoinów.
Bez niego natomiast o tej fortunie można sobie jedynie PO – marzyć…
To jednak teoria rozpowszechniana przez Przemysława Krala. Wg wspomnianego już mec. Roberta Nogackiego z Kancelarii Skarbiec, jednego z Komitetu Wierzycieli, istnienie tego wręcz bajkowego skarbu jest co najmniej wątpliwe.
Zadajmy pytanie, które w tej serii zadaję każdemu dokumentowi: komu i do czego to służy. Nie w sensie moralnym, w sensie mechaniki. Co robi w świecie zdanie „środki klientów leżą na cold wallecie 16aEn…, tylko nie mamy klucza”, wypowiedziane przez prezesa giełdy w chwili, gdy giełda przestała wypłacać, a jej support tłumaczył wstrzymane wypłaty z Zondacrypto „problemem technicznym”?
To, co następuje, jest hipotezą o funkcji, nie ustaleniem o zamiarze. Zdanie robi trzy rzeczy.
Po pierwsze, przesuwa pytanie. Klient, dziennikarz, prokurator i syndyk, którzy pytali „gdzie są bitcoiny”, od 16 kwietnia 2026 r. pytają „gdzie jest klucz”. To dwa różne śledztwa. Pierwsze prowadzi przez księgi BitBay z lat 2016 do 2018: 30 milionów kosztów finansowych i 103 miliony pożyczek i należności od nienazwanych podmiotów. Dalej przez estońskie umowy pożyczki z Admitrade i Orion i przez 82,7 miliona euro „wykorzystania środków klientów” w bilansie za 2024 r., od których zaczynałem, pytając, gdzie jest kasa klientów Zonda. I przez pytanie, kto podpisywał przelewy. Drugie prowadzi do człowieka, który zaginął w Czeladzi i nie może zaprzeczyć. Pierwsze śledztwo ma dokumenty i nazwiska. Drugie ma legendę.
Po drugie, zamienia proces w zdarzenie. Niewypłacalność, która w tej hipotezie narastała przez lata, bo wypłaty pokrywano z depozytów kolejnych klientów, staje się w tej opowieści nieszczęściem, które spadło z nieba w jednym dniu marca 2022 r. Nieszczęścia nie mają sprawcy. Nadużycia mają. Wersja z zaginionym kluczem przenosi ciężar winy z zarządu, który przez lata przyjmował depozyty bez pokrycia, na los, który zabrał założyciela. Jest w tym coś z QuadrigaCX, o której pisałem w tekście o cold wallecie: tam też klucze „umarły” z prezesem, a raport Ernst & Young jako nadzorcy sądowego ustalił potem, że zasadnicza pula zidentyfikowanych zimnych portfeli była pusta od kwietnia 2018 r., osiem miesięcy przed jego śmiercią, a jeden portfel pośredniczył w transferach jeszcze do grudnia 2018 r.
Po trzecie, utrzymuje bilans. Dopóki 4 503 bitcoiny figurują jako aktywo, spółka jest na papierze wypłacalna, biegły ma na czym się oprzeć, licencja trwa, kolejni klienci wpłacają, a stare zobowiązania spłaca się z nowych wpłat. Adres, którego nie można ruszyć, ma z punktu widzenia takiej konstrukcji jedną cnotę: nie może się skończyć. Prawdziwa rezerwa maleje przy każdej wypłacie. Rezerwa z eksploratora nie maleje nigdy.
Jest idealnym aktywem dla bilansu, który nie ma się zgadzać z rzeczywistością, tylko z audytem. Arkusze z lat 2024 i 2025 pokazują to w liczbach: co kwartał ubywało etheru, XRP i gotówki klientów, a jedyna pozycja, która nie ubywała, pokrywała coraz większą część reszty.
Oświadczenie z czerwca 2025 r. pokazuje, że ta funkcja była pełniona na długo przed kryzysem wypłat. Zarząd nie odkrył tego adresu w kwietniu 2026 r. w panice. Na dostępnym materiale opierał się na nim wobec biegłego za 2023 r., jeśli arytmetyka się trzyma, wobec notariusza w 2025 r., wobec biegłego za 2024 r. w arkuszu „for auditors”, w którym adres jest jedyną pozycją domykającą bilans, wobec księgowego w kwartalnych zestawieniach i wobec sądu w 2026 r.
Wersja dla publiczności, „klucz ma Suszek”, pojawiła się dopiero wtedy, gdy publiczność zażądała tego, czego biegły nie wyegzekwował: dowodu kontroli. Dopóki wystarczało wierzyć, nikt nie badał. Alibi jest tym skuteczniejsze, im bardziej samo domaga się wiary zamiast sprawdzenia; ten adres domagał się jej, a jak daleko sięgają dokumenty, tak długo ją dostawał.
Nie twierdzę, że tak zaplanowano to w 2016 r. Twierdzę, że tak to działało, a skutek nie pyta o zamiar. Przemysław Kral, według doniesień prasowych z sierpnia, składa w prokuraturze obszerne wyjaśnienia. O tym, czy Kral z Zondacrypto zostanie świadkiem koronnym, pisałem w lipcu, a „ogromny majątek” Krala zinwentaryzowałem w sierpniu, gdy zapowiedziała go obrona.
TVP Info podało, że uzyskał status tzw. małego świadka koronnego; prokuratura statusu nie potwierdza, a minister sprawiedliwości powiedział 8 września, że Kral nie jest świadkiem koronnym ani świadkiem, tylko zeznaje w postępowaniu. Będzie więc miał okazję powiedzieć, którą z czterech dat uważa za prawdziwą, i wyjaśnić, co robił adres z Riwiery w bilansie spółki przez lata, w których nikt go nie używał.
Wygląda na to, że zadziałał ten sam mechanizm, jaki w 1993 r. napędzał tzw. „kefirową aferę” (Bioferm).
Klapki na oczach w obu przypadkach były bowiem takie same.
I choć w obu tych przypadkach istnieli ludzie przestrzegający innych przed zbyt łatwym „biznesem” pamiętać należy o słowach wypowiedzianych jakieś 150 lat temu przez Marka Twaina: „Łatwiej jest oszukać ludzi, niż przekonać ich, że zostali oszukani”.
Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można zatem stwierdzić, że gdzieś tam na terenie Polski czy też innego kraju unijnego rozwija się nowa afera. A kiedy już wybije na wierzch wtedy znajdzie się kolejny Giertych usiłujący przekuć nieszczęście zwykłych ludzi w polityczny oręż.
19.09 2026
Zostaw komentarz