To mój neologizm. Oznacza on kurczowe trzymanie się stołka za cenę zdrady dotychczasowych partnerów. Totalny brak lojalności. Co pokazuje obecnie rotacyjny marszałek Sejmu.

Przykłady „hołowizmu” są dosyć częste w polityce.
Gdybym chciał wymienić wszystkich to pewnie musiałbym to robić cały dzień.
Posłów, którzy dla ministerialnego stołka zmieniają barwy partyjne.
Ministrów, którzy wyczuli skąd wieje wiatr i porzucili rząd by wziąć udział w nowym rozdaniu.

Tak się dzieje nie tylko w Polsce.
Słowo „lojalność” w polityce nie istnieje.

Ale Hołownia jest szczególnym przypadkiem.
Bo to on z gębą pełną frazesów mówił o wartościach w polityce.
O uczciwości wobec sojuszników i wierności wobec wyborców.
O dotrzymywaniu słowa danego koalicyjnym partnerom.
O dialogu i takie tam dyrdymały.
Dziś się okazuje, że to była jedna, wielka ściema.
Wciskanie kitu.

Po co ?

By zachować stołek marszałka dzięki PiS, albo, po upadku rządu Tuska, stanięcie na czele tzw. rządu technicznego.
A kto ten rząd niedawno wymyślił ?

Jarosław Kaczyński, który przytulił zapłakanego Szymona do piersi i rzekł mu na uszko – ” Mój tyś Szymonie, mój tyś i dlatego zachowasz ten stołek”.

Oto jesteśmy świadkami moralnego upadku polityka, który tak długo wciskał nam swój dominikański wizerunek, że aż sam w niego uwierzył.