W moim domu w Wyrzysku gdy babcia z mamą chciały ukryć przed nami prezenty na Boże Narodzenie rozmawiały po niemiecku. Dzięki temu, by się dowiedzieć gdzie są i podejrzeć, już w podstawówce przyswajałem niemieckie słowa.

Babcia Marysia, jak większość osób urodzonych na terenie Krajny na początku XX wieku chodziła do niemieckich szkół bo Wielkopolska, w tym Krajna i Miasteczko Krajeńskie, należały do zaboru pruskiego.
Mówiła po polsku, ale z taką dziwną składnią, gdzie przeczenie było na końcu zdania. Pisała zaś bardzo słabo.

W domu dziadków mówiło się w obu językach więc ich potomstwo znało je oba.
Po ustaleniu granic, po pierwszej wojnie światowej, Miasteczko Krajeńskie, Piła znów znalazły się w Niemczech więc nie miała szans na polską edukację.
Granica państwowa przebiegała – jeśli się nie mylę – w okolicach wsi Śmiłowo. Dopóki władzy w Niemczech nie przejęli naziści relacje mieszkańców po obu jej stronach były przyjazne.
Zresztą, wielu Polaków mieszkało „po ich stronie”, a Niemców „po naszej”.

Przed pójściem do podstawówki wierzyłem w św. Mikołaja ( Gwiazdorka) i do głowy nawet mi nie przyszło, że Mikołajem mogą być rodzice lub babcia. Choć miałem pewne podejrzenia.

Przestałem wierzyć w Mikołaja, gdzieś na początku drugiej klasy, gdy jednej z kolegów otworzył mi oczy, że to tylko fajna bajka. Od tego momentu zacząłem zwracać baczną uwagę na to co mama i babcia mówiły do siebie po niemiecku bo a nuż odkryję jakąś istotną dla mnie tajemnicę.

Słowami kluczowymi w ich rozmowach były: das Geschenk (prezent), das Bett (łóżko) der Schrank (szafa) , der Keller ( piwnica). Któregoś dnia wypożyczyłem w szkolnej bibliotece słownik polsko-niemiecki i dowiedziałem się co znaczą. Było też wiele innych, których znaczenie poznałem i dzięki temu mogłem rozszyfrowywać co nam kupiono i gdzie schowano.
Byłem ze znajomości tych kilkudziesięciu słów niemieckich bardzo dumny. Tak dumny, że kiedyś zagadnąłem do babci – „Wo sind die Geschenke? ” ( gdzie się prezenty). No i moja tajemnica się wydała.

Tak to przez głupią dumę utraciłem klucz do bożonarodzeniowej tajemnicy, bo odtąd, rozmawiały ze sobą o prezentach gdy były pewne, że ich nie podsłuchuję.

Gzub- w gwarze wielkopolskiej, „dzieciak”.

Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl