Nie jest do końca jasne czy jak Tusk z pozostałą ferajną hurra Europejczyków, kiedy nie daj Boże, wygrają wybory, to podlizując się ciotce w Brukseli… nie zabiorą staruszkom praw jazdy?

Ponoć szykuje się do tego lewactwo takie jak Buzek, Miller i autor rabującego oszczędności podatku Belka, które mami Unię Europejską tym, że ma pomysł na powszechne szczęście pod warunkiem, że wyrżnie wszystkie krowy, które pierdzą metanem, a seniorów wyeliminuje się z ruchu drogowego i to już od nowego roku?

Ja swoje prawo jazdy zdobyłem za głębokiej komuny. I w odróżnieniu od innych kwalifikacji uzyskanych w PRL np. sędziów, prokuratorów, profesorów przestrzegam przepisów, żeby dawać pierwszeństwo tym, którzy nadjeżdżają z prawej strony i nie zabijać przechodniów na pasach nie zapomniałem. Raz tylko miałem stłuczkę na parkingu przed marketem, do którego uparła się moja żona na zakupy.

Wprawdzie przez 50 lat nie zrozumiałem, na jakiej podstawie to działa, że jak napełniam bak, przekręcam starter… to jadę, ale to nie może być podstawą wykluczenia przez Tuska mnie z ruchu kołowego.

Moimi pierwszymi samochodami były dwie kolejno po sobie następujące trzycylindrowe, dwutaktowe, napędzane mieszanką benzyny z olejem „Syreny Bosto”. Jeździłem nimi przez 10 a może nawet 12 lat . Potem zachłysnąłem się czterotaktami: trzema „Skodami”, wypasioną „Dacią-combi” było to pierwsze auto, które miało wspomaganie tzw. Serwo.

W bardzo chudych dla mnie latach jeździłem „Maluchem”, który nawet kiedyś się zapalił, bo domorosły mechanik zakręcił przewód paliwowy drutem. Dobrze wspominam Volkswagena Golfa2, diesla, który zamarzał w zimie prawie na amen i trzeba było rozpalać pod nim ognisko, żeby go uruchomić.

Jedne z moich najlepszych motoryzacyjnych wspomnień, związane są z użytkowaniem przeze mnie Hyundai Accent 1600, którym po raz pierwszy wybrałem się na Bałkany, potem od mojej stryjecznej siostry dostałem „Poloneza Caro”. Przed 21 laty kupiłem za horrendalne pieniądze wymarzony model Citroena Berlingo Modutop.

Kiedy jednak wybierałem się na emeryturę, uwzględniając protesty żony, że ona już dłużej pod namiotami spać nie będzie kupiłem Volkswagena Caravella Camper, Prawdziwy dom na kółkach, którym przez 8 lat przemierzałem baśniowe krainy na Południu Europy. Grecję, Albanię, Monte Negro, Chorwację, Ukrainę, a nawet Krym.

Teraz raz w miesiącu jeżdżę po wodę mineralną Fiatem Qubo, samochodem w sam raz dla moich starczych możliwości, siedzi się w nim wysoko i dużo się widzi szczególnie z przodu, a jak się cofa, to sztuczna inteligencja ostrzega przed ewentualną stłuczką.