Jedna rzecz mnie bardzo dziwi i zastanawia.
Donald Tusk jest premierem już prawie 10 miesięcy.
W kampanii wyborczej złożył szereg obietnic, z których, jeżeli dotrzyma połowę, to i tak będzie nieźle.
Podobnie koalicjanci.
Wydawałoby się, że żeby dotrzymać tych obietnic, a przynajmniej dołożyć wszelkich starań, żeby ich dotrzymać, wymagałoby zacząć od ludzi, z którymi chce się założony cel osiągnąć.
Wydawałoby się również, że nowa ekipa dokona szeregu zmian personalnych w instytucjach państwowych. Przecież program, który zamierza się zrealizować, nie może być sabotowany, nie może być obstrukcji.
A tymczasem, jak mam okazję to obserwować, w warszawskich ministerstwach rewolucja kadrowa przybrała mocno ograniczony charakter. Ludzie, którzy czapkowali przed poprzednią władzą często nie tylko zachowują stanowiska, ale nawet awansują.
Kazus ambasady w Strasbourgu, gdzie polskie przedstawicielstwo przy Radzie Europy poinformowało zbyt późno o możliwych decyzjach władz RE w sprawie immunitetu Marcina Romanowskiego, w wyniku czego Radosław Sikorski zdecydował o przyspieszeniu powrotu do kraju kierownictwa placówki jakby niczego nowej władzy nie nauczyła. Wg doniesień mediów w sprawie Romanowskiego niekorzystną, z punktu widzenia obecnej władzy, rolę odegrała Magdalena Marcinkowska, która, wg tychże mediów, jest powiązana z poprzednim układem (promować ją mieli ministrowie Sellin i Gliński).
Są ministerstwa, gdzie ludzie pozostawali na stanowiskach dyrektorskich, a podobno w jednym z ministerstw wciąż istotne, chociaż niepozorne stanowisko piastuje człowiek Antoniego Macierewicza. Są prokuratury, są urzędy skarbowe, gdzie wciąż wieje wiatrem „dobrej zmiany”. O sądach nie wspomnę.
Nie wiem, czy taka stagnacja nie tworzy frustratów z tych, którzy czekali nowych rządów jak kania dżdżu. Czy nie gasi entuzjazmu?
W każdym razie jakaś taka „aksamitna” ta rewolucja rządu Donalda Tuska. Mało „krwawa” jak na „niemieckiego agenta” i „zdrajcę narodu polskiego”.
Krasnoludki szczają Tuskowi do piwa… ;) Ty naprawdę jesteś fanatykiem, skoro nie dostrzegasz, że zamiast 100 konkretów było jedynie 99 bzdetów. Ten jeden realizowany to walka z prawicą.