Do napisania tego wpisu skłoniły mnie wydarzenia ostatnich dni, które oczywiście skupiają się na zabawie Sylwestrowej organizowanej przez Republikę. W zasadzie powinienem mieć „gotowca”, bo rok temu obserwowaliśmy bardzo podobne zjawisko.
Najpierw jest szydzenie. Potem hejt. Później gorączkowe szukanie przysłowiowej „dziury w całym”. A na końcu moralna krucjata i próba wymuszenia przyznania się do błędu.
Podważanie sensu organizacji wydarzenia, insynuacje, zarzuty o trwonienie publicznych pieniędzy. Apogeum stanowią oskarżenia, które – co ciekawe – pojawiają się wyłącznie wtedy, gdy „coś” nie podoba się „elitom”. Tymczasem każdy telewizyjny Sylwester w Polsce jest współfinansowany przez samorządy.
Każdy. Bez wyjątku.
I jakoś dziwnym trafem podobnych analiz, dramatycznych tweetów i moralnych uniesień nie spotykamy w przypadku Katowic czy Torunia. Tam wszystko jest w porządku. Tam pieniądze publiczne nie rażą. Tam nikt nie krzyczy o „skandalu”.
Całość można by sprowadzić do jednego zdania: „Twój Sylwester jest lepszy niż mój.”
Ale po kolei.
1. Telewizyjne zabawy sylwestrowe
Tak jak w ubiegłym roku, tak i w tym Sylwestra zorganizowały trzy stacje: TVP, Polsat i Republika. Każde z tych wydarzeń było współfinansowane ze środków samorządów. W przypadku TVP, również z udziałem środków Spółek Skarbu Państwa.
Liczby są następujące:
TVP
– 6 mln zł netto od Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii i z Urzędu Marszałkowskiego + nieznana kwota od SSP.
Polsat
– 1,32 mln zł od miasta Toruń i 1,35 mln zł z Urzędu Marszałkowskiego (brak informacji, czy netto czy brutto).
Republika
– 880 tys. zł brutto od Miasta Chełm – środki przekazane bezpośrednio na honoraria artystów
– 1 mln zł netto z Urzędu Marszałkowskiego.
Fakty są nieubłagane: Sylwester w Chełmie angażował najmniej publicznych pieniędzy. Natomiast tylko to wydarzenie zostało poddane publicznemu ostracyzmowi.
Najgłośniej krzyczeli ci sami, którzy jeszcze kilka lat temu domagali się, aby miliardy płynące do TVP przekazać na onkologię. Po dojściu do władzy ich politycznych ulubieńców piękne hasła zniknęły. Protesty ucichły. Zastąpiła je powszechna niepamięć.
Nie jest mi do śmiechu, ale chichot losu sprawił, że właśnie w tym czasie nastał ogromny kryzys systemu ochrony zdrowia. Cytując klasyka: jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Każda telewizja ma swój content. Każda ma swojego widza. Każda odpowiada na inne potrzeby i inny gust. I to jest normalne. Nienormalne zaczyna się w momencie, gdy jedni uznają, że mają prawo decydować, co innym wolno oglądać, czego słuchać i jak mają się bawić.
2. Jak elity walczą z tym, co im się nie podoba?
Kim są dziś współczesne elity? A właściwie: kim są osoby, które chcą uchodzić za współczesne elity?
To nie jest kwestia statusu materialnego. To nie są pieniądze ani wykształcenie. To przynależność plemienna.
Elitami chcą mienić się ci, którzy mienią się anty-PiS, antyprawicą, ci, którzy mają i kontrolują media, oraz ci, którzy bardzo chcą do tego grona należeć. Dołączają do nich osoby znane, celebryci i „autorytety”, które nie chcą ulec publicznemu ostracyzmowi. Bo w tym świecie wykluczenie bywa bardziej dotkliwe niż brak racji.
Elita nie oznacza dziś „najlepszych”. Elita oznacza bycie „fajnym” spod znaku uśmiechniętej Polski.
Schemat działania jest zawsze ten sam:
– najpierw irytacja,
– potem pogarda,
– następnie presja,
– na końcu próba wymuszenia i moralny szantaż.
Jak pisał Mahatma Gandhi:
„Najpierw cię ignorują, potem się z ciebie śmieją, potem z tobą walczą, a na końcu wygrywasz.”
Ten mechanizm znamy aż za dobrze.
3. Warto też powiedzieć jasno: miasto wystąpiło do wszystkich telewizji z propozycją organizacji Sylwestra, zanim którakolwiek z nich podpisała umowę. To była otwarta, uczciwa procedura. Bez faworyzowania. Bez tajnych ustaleń. TVP najpierw poinformowało, że jest za wcześnie na negocjacje, a po kilku tygodniach, że za późno. To taki smaczek, ale dla mnie to idealne, a jednocześnie merytoryczne uzasadnienie.
I jeszcze jedna rzecz, o której krytycy wyjątkowo nie chcą pamiętać: nigdy w historii III RP telewizyjny Sylwester nie był organizowany poza dużymi miastami lub turystycznymi ośrodkami.
Sylwester Republiki w Chełmie był wyjątkiem.
I właśnie to najbardziej zabolało.
Bo problem nie polega na pieniądzach.Nie polega na muzyce. Nie polega nawet tylko na samej telewizji, ale na plemiennej wojnie.
4. W tym punkcie ważne jest, wręcz konieczne wyjaśnienie, bo w tej historii celowo miesza się fakty z fantazją.
Na Sylwestrze w Chełmie nie było polityki. Nie było jej świadomie. Uzgodniliśmy to z organizatorami. Warunek był prosty: to ma być wydarzenie dla ludzi, nie wiec, nie manifest, nie partyjna impreza. Muzyka, zabawa, wspólnota, ale bez politycznych transparentów, bez haseł, bez prowokacji.
A mimo to…
Zawieziony na miejsce dziennikarz jednej z redakcji krążył w tłumie, aktywnie szukając, czy ktoś nie ma koszulki „niebać Tuska”, czy nie pojawi się polityczny akcent, który da się sprzedać jako skandal. Szukał długo. Bezskutecznie. Bo ludzie przyszli się bawić, a nie uczestniczyć w medialnej ustawce.
5. Po Sylwestrze ogłoszono sukcesy innych telewizji. I dobrze. Nikomu tego nie odbieram. Szanuję każdą stację, każde miasto i każde wydarzenie. Rywalizacja nie polega na tym, żeby komuś umniejszać, tylko żeby robić swoje jak najlepiej.
Ale wystarczy zajrzeć do komentarzy pod internetowymi postami, by zobaczyć masę dobrych opinii o Sylwestrze w Chełmie. Zaskoczenie. Radość. Pozytywne emocje. Autentyczne reakcje ludzi.
I wtedy dzieje się rzecz znamienna.
Ogólnopolskie media przestają mówić o Sylwestrze Republiki w Chełmie. Jakby ktoś nagle wyciągnął gumkę i zaczął wymazywać temat. Był – nie ma. Temat znika, bo nie pasuje do narracji. A jeśli nie znika to następuje szydzenie, krytykowanie i szukanie najmniejszych negatywów – od procedur realizowanych przez ochronę po padający śnieg.
Śmieją się z „milionów widzów”, choć doskonale wiedzą, jak działa telewizja i statystyka. Jeżeli w tzw. piku było 1,2 mln widzów, to łącznie Sylwestra oglądają miliony. Tak liczy się zawsze. Tak jest przy każdej dużej transmisji.
A mówimy o wydarzeniu z średniego miasta.
Miasta trzykrotnie mniejszego od Torunia i aż trzydziestosiedmiokrotnie mniejszego od Metropolii GZM.
Ale liczby przestają mieć znaczenie, gdy psują tezę.
Bo w tym wszystkim chodzi o coś znacznie większego niż jeden wieczór i jeden koncert.
Małe i średnie miasta też mają swoje marzenia. Swoje ambicje. Swoje aspiracje.
6. Elity chcą rozwijać duże ośrodki. Tam inwestycje są „nowoczesne”. Tam wydarzenia są „prestiżowe”. Tam pieniądze są „uzasadnione”.Małe i średnie miasta traktuje się jak pariasów. Jakby miały siedzieć cicho, nie wychylać się i być wdzięczne, że w ogóle istnieją.
A Chełm nie wyszedł z tej roli pierwszy raz.
Bo dziwnym trafem w Chełmie można przez lata nie podnosić podatków. Przez lata można było nie zadłużać miasta. Można mówić o konieczności upamiętnienia ofiar ludobójstwa wołyńskiego, o zakazie banderyzmu, a jednocześnie pomagać uchodźcom z Ukrainy, bez hipokryzji i bez moralnych szantaży.
Można wprowadzić bezpłatną komunikację, chronić przedsiębiorców w pandemii i – ku rozpaczy elit – prawicowy prezydent może wspierać zarówno WOŚP, jak i Caritas.
I właśnie to boli najbardziej.
Bo Sylwester w Chełmie pokazuje, że da się inaczej.
Można łamać schematy. Nie trzeba zgody elit, by robić rzeczy duże, odpowiedzialne i normalne jednocześnie.
Bo ten symboliczny „Chełm” łamie dogmaty.
Nie pasuje do szufladek. Nie chce być ani „zacofanym wschodem”, ani kopią wielkiego miasta. Pokazuje, że świat nie jest czarno-biały, a samorząd może być skuteczny bez ideologicznej histerii.
7. Dlatego nie chodzi o Sylwestra. Nigdy o niego nie chodziło. Chodzi o to, że ośmieliliśmy się mieć ambicje. Chodzi o to, że mieszkańcy średniego miasta zostali potraktowani jak pełnoprawni obywatele, a nie statyści w cudzym spektaklu. Chodzi o to, że ktoś spoza „właściwego kręgu” pokazał, że można robić rzeczy duże, odpowiedzialne i normalne jednocześnie.
A w ich świecie „Ich Sylwester zawsze ma być lepszy niż mój”.
Tylko, że nie trzeba zgody „elit”, by mieć marzenia.
„Twój Sylwester jest lepszy niż mój” przestaje działać w momencie, gdy ludzie po prostu… dobrze się bawią.
A tego już nie da się wygumkować.
Tym samym kończę dyskusję o tegorocznym Sylwestrze, dziękuję wszystkim, którzy bawili się razem z nami i obiecuję, że jeszcze wiele razy będą organizowane u nas podobne wydarzenia.
Dla wszystkich. Bo małe i średnie miasta mają również swoje ambicje i marzenia.
Autor: Jakub Banaszak
Prezydent Miasta Chełm
Zostaw komentarz