Pada śnieg.

Dziwne.
Styczeń. Środek zimy… a tu taka niespodzianka.
Śnieg pada.
Nie żeby od razu 20 stopni mrozu… nie aż tak, żeby ciecie lodowiska na boiskach robili, a smarkateria z sankami biegała po okolicy w poszukiwaniu górek nadających się do zjazdu.
Ot… taki zwykły śnieg – płatki wody zamarznięte w różne kształty. Każdy inny… a razem… tylko biała okrywa powszechnego brudu.

Pada śnieg.

Cudowna okazja… by wreszcie ulepić bałwana.
Nie tego… nabzdyczonego durnia, wciskajacego nam z ekranów polityczne brednie… tylko takiego swojskiego – trzy śnieżne kule, kapelusz, dwa węgielki i marchewka.
Swojskie przypomnienie, że z trudności można się pośmiać I… wciąż jest nadzieja, że wiosna każdego bałwana rozpuści.
Te śniegowe… słońce roztopi nam zaraz.
Z innymi będziemy się męczyć… do 18 dnia maja.

Pada śnieg.

Normalność… zaskakująca wśród nienormalności.
Krucha wysepka zwyczajności… w powodzi szaleństwa, zalewającego nas ze wszystkim stron.
Biała karta… którą zaraz uświnią bazgrołami anty… I pro… .
Cieszmy się bielą chwili.

Za chwilę… urok pryśnie.
Za chwilę wrócą… Tramp, Musk, Putin, Tusk I Kaczyński.
Wrócą klauni, dla których jeszcze nikt nie wymyślił luster… w których mogliby dostrzec oznaki własnej małości.

Pada śnieg.

Niech pada – daje chwilę wytchnienia.
Brudami zajmiemy się później.

WASZ
nikt.

Autor: Jarosław Wocial

Foto: Robert Wit-Wyrostkiewicz