Błotnista stokówka – jedna z tych zapomnianych, niemal dzikich dróg w Bieszczadach. Droga pięła się ostro pod górę, a nogi grzęzły w rozmiękłej ziemi po ostatnich deszczach.
W pewnym momencie mój wzrok przyciągnął coś niepozornego – wystający z błota kawałek drewna. Oblepiony ziemią, nie wyglądał na nic szczególnego. Ale coś mnie tknęło. Zatrzymałem się, przyklęknąłem, wyciągnąłem go i bez większego namysłu schowałem do nylonowego worka. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, po co. Czasem człowiek coś zabiera, bo po prostu czuje, że powinien.
Przy pierwszym napotkanym strumieniu drewno przeszło prowizoryczną kąpiel. Spod warstwy błota wyłonił się buk – poskręcany, o nieregularnych kształtach. Prawdopodobnie był to odcięty naddatek – coś, co nie pasowało, co uznano za bezużyteczne. Leżałby tam, aż wilgoć i czas zrobiłyby swoje. Ale teraz miał już swój drugi rozdział.
Po powrocie do domu drewno trafiło w suche, przewiewne miejsce, gdzie spokojnie schło. Życie biegło dalej.
Jakiś czas temu przypomniałem sobie o nim. Po kilku godzinach pracy dłutem, papierem ściernym i olejowaniem, kawałek, który miał nigdy nie dostać szansy, zmienił się w coś nowego. Powstał zgrabny, choć nieidealny półmisek – o nierównych krawędziach i charakterze, którego nie da się powtórzyć w żadnej fabryce.
Dla mnie ten półmisek to coś więcej niż drewno. Przypomnienie, że nawet rzeczy niepozorne, porzucone i zabrudzone, mogą dostać nowe życie. Trzeba tylko, by ktoś się po nie schylił.
Autor: Jędruś Ciupaga
Zostaw komentarz