Barbara Nowacka postanowiła połączyć gościnność z gospodarnością. Wyszło coś jeszcze bardziej nowatorskiego.
Ze sceny próbowała powiedzieć, że jest jednocześnie gościnią i gospodynią wydarzenia. I wtedy język polski postanowił się bronić:
„Jestem gospo… gospodarką?”
No cóż. Gospodarka przynajmniej od razu wiadomo, czym jest. Z edukacją bywa już znacznie trudniej.
Może to zresztą nowa, lewacka reforma języka polskiego? Najpierw likwidujemy rodzaje, potem tworzymy nowe formy, a na końcu sama pani minister nie wie już, czy jest gospodynią, gościnią czy gospodarką.
Jedno trzeba przyznać: takiej gospodarki jak za Tuska jeszcze nie mieliśmy.Kto tych debili wybrał?
Zostaw komentarz