Wśród Ukrainek, które przybyły jako „uciekinierki”, niekoniecznie z terenów ogarniętych wojną, są kobiety bardzo sprytne i umiejące wykorzystać bezdenną glupote naszych rządzących.
Myślałam, że przynajmniej jedna osoba w rządzie zorientuje się, co się dzieje. Ale kiedy rząd dostaje od prezydentów miast informacje o już nie pojedyńczych, ale zorganizowanych „przekrętach” finansowych Ukrainek, kogo każe? Ukrainki? Ależ skąd. Piętnuje prezydentów polskich miast za „faszyzm” i inne straszne rzeczy.
Nie mam nic przeciwko wspieraniu kogokolwiek przez organizacje charytatywne czy fundacje. Ludzie wplacaja tam pieniadze swiadomie i dobrowolnie. Ale te wyludzane pieniadze z ZUS i innych państwowych instytucji, a potem wywozenie ich na Ukraine i to zorganizowanym transportem, to chyba nie jest wlasnosc państwowa. Rozdawana z „dobrego serca” premiera czy ministra finansów.
To sa n a s z e pieniadze, wyjmowane z n a s z y c h portfeli i bez pytania nas o zgode. Jako Polka i fundatorka (mimowolna) mam o to do rządu pretensje.
Co ważniejsze lub równie wazne) maja o to (sluszna) pretensje Ukrainki, które pracuja ciezko w Polsce, ale nie maja statusu uchodżcy i w zwiazku z tym zadnych swiadczeń nie maja. To jedno z najgłupszych posunięc PIS.

Ale nie sadze, aby po odsunieciu od wladzy PO osmieliła się zmienić w tej sprawie cokolwiek. jestem całym sercem za prezydentami miast, którzy zgłazaja nieuczciwy proceder.
Rząd uważa, że są obrzydliwi, ponieważ… No właśnie…
Ponieważ co?
Bronią polskich interesów?
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
A konkretniej? Niby co wyłudzają?